piątek, 26 października 2012

||||||||||||||||

I stało się. Jeden impuls, chwila, i zrobione... Skasowałem swoje profile w różnych serwisach i na facebooku. Nie powiem, to trudny krok, ale jutro obudzę się w realnym świecie, ten wirtualny pozostawiając tylko we wspomnieniach, niezbyt zresztą dobrych. Zmierzę się z żalem, tęsknotami i lękami sam na sam. Wezmę je na rogi jak byk torreadora. Nie potrzebuję nikogo w tej walce, zresztą nie sądzę, zeby ktoś był w stanie mi w tym pomóc.

Mam swoją upragnioną jazdę bez trzymanki, emocjonalny skok na bungee, podczas którego wiatr wieje tak mocno, że łzy nie trzymają się policzków.

Być może będę miał w końcu czas, by nie spóźniać się do pracy, na bieżąco uczyć z hiszpańskiego i spotykać z ludźmi, dla których miałem czasu niewiele.
Cokolwiek będzie, będzie wielka zmiana, a o to przecież chodziło.
Zawieszam też pisanie bloga. Wierzę w człowieka, a nie w komputer. I niech to będzie moje credo na kolejny etap życia.

wtorek, 16 października 2012

Przy stoliku, w pamiętniku...

Dziwne. Wystarczy wyjąć długopis i kartkę, by myśli nie były już tak płynne.
Jestem tu. W tym Miejscu. Tu, gdzie zatrzymał się czas. Jestem bliższy wyciszenia i wewnętrznego spokoju niż kiedykolwiek. Nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczny, że kiedyś tu przyszliśmy.
Zapach, muzyka, nastrój. Sprawiają, że czuję się tu bardziej jak w domu, niż gdy jestem w "domu". I zdecydowanie lepiej jest mi tutaj samemu, niż z kimś innym niż Ty. Wiele razy próbowałem Tu kogoś przyprowadzić. Nawet się to kilka razy udało.
Zły, zły pomysł. To zabijanie czającej się Tu magii. Tu można przyjść tylko z kimś wyjątkowym.
Jeden łyk, a tyle wspomnień. Ciągle marzę. Ciągle wczoraj. I wciąż mam nadzieję, że siądziemy Tutaj pewnego dnia szczerze przepraszając się za wszystkie głupoty i złe rzeczy, które sobie wyrządziliśmy.
Mądrzejsi.

Wciąż marzę, że upiję się tutaj pewnego dnia z kimś wyjątkowym.. Upiję. Upiję. Na trzeźwo. Tak jak wtedy, gdy krzyknąłeś "Fuuuu!" widząc kamienicę pomalowaną na wzór budynków z "Ulicy Sezamkowej". Pamiętam więcej niż sądzisz.
Myślę o tym na nowo każdego dnia.

Przez chwilę byłem tam. Stan umysłu zbliżył mnie do tego, czego pragnę najbardziej na świecie. Każda nieliczona minuta zdawała się być niemal tak długa jak wtedy.
Nawet pogoda za drzwiami była taka sama.

Chciałbym wycisnąć z siebie maksimum dobrych emocji. Bardzo bym chciał.
Gdyby tej nocy miał nastąpić koniec świata, zostałbym tu.
W domu stworzonym przez wyobraźnię, magię, wspomnienia. I wysłałbym smsa. Najcieplejszego i najbogatszego w szczerą sympatię, jak tylko potrafiłbym przełożyć to na słowa. Bo dobre słowo waży więcej niż złe.
Przynajmniej dla mnie.

Ale nie nastąpi.

niedziela, 14 października 2012

Implozja rzeczywistości

Coś się zapadło jak przegnita podłoga. Wpadłem po pas w szambo i jedyną nadzieją na ratunek jest tak mocno pierdnąć, żeby odrzutem wyskoczyć z tej dziury. Karramba!
Szczam na to wszystko. I rzygam też. O kurwa, jaki jestem obrzydliwy i wulgarny, co?
A wiesz czemu?

Bo jedną tęsknoty i zmęczenie dają mi w kość. Bo rzekome znajomości zastąpiłem pustką, a maskę wesołka zdjąłem na weekend, by dotrzeć wgłąb.  Choć może powinienem napisać w głąb. Nie pociesza mnie nawet myśl, że znowu mam prawo do ulgowych biletów na MPK.

Jebana nić Ariadny pękła na długo zanim dotarłem do celu. Wpatruję się w zdjęcie puszki pandory w skali szarości. Nawet Andy Warhol nic ciekawego by na niej nie namalował.

Może Picasso walnąłby jakąś plamę na ścianie, która wyjaśniłaby dlaczego płaczę.
Może dlatego, że raz na dwa lata, chciałbym się do kogoś przytulić na nieco dłużej niż dziesięć sekund.

niedziela, 7 października 2012

Lubię sos BBQ


Od jakiegoś czasu, za każdym razem, gdy jestem w KFC, uparcie zamawiam sos barbecue, bo chcę go polubić. Wczoraj już jadłem go bez żadnego skrzywienia na twarzy, więc chyba się przyzwyczajam.
Naprzeciw mnie siedział niezwykle sympatyczny chłopak. Wyjątkowo dobrze czułem się w jego towarzystwie. Zostałem nawet poczęstowany tekstem: "mam wrażenie, jakbym znał cię nie jeden dzień, a kilka miesięcy". Uśmiechnąłem się w duchu na te słowa, bo prawie trzy lata temu sam powiedziałem komuś dokładnie to samo. "Zaprosiłbym cię na randkę, gdybyś nie był zajęty" - powiedziałem mu. Z jego twarzy nie znikał uśmiech. Mieliśmy się już spotkać parę miesięcy temu, ale nie wyszło. Tym razem spotkaliśmy się przypadkowo na Marszu Równości.

Tak to już jest, że co ma być, to będzie. Mieliśmy się poznać i w końcu się poznaliśmy. Mając tę świadomość spokojnie czekam na rozwój wydarzeń przerywając pseudoznajomości internetowe, które jakoś nigdy nie mogą się spełnić w świecie rzeczywistym. Nie wiedzieć czemu, mam na pęczki przykładów, gdzie ktoś nie może się spotkać, bo coś mu wypadło, bo boli go głowa, albo zmarł mu kuzyn sąsiada. Ewentualnie w nieskończoność odwleka tę chwilę jakby się bał, że zamiast mnie, na spotkanie przyjdzie kibol.
Nie rozumiem, po co mi ktoś truje dupę, skoro później nie chce się spotkać.

Tylko tutaj pojawia się mały problem. Gdy już utnę gg, bezowocną pisaninę w serwisach randkowych i włażenie na FB bez celu, to poczuję trochę jakby pustkę, z którą trzeba będzie się zmierzyć i z którą częściowo już się zmierzyłem podczas samotnego wyjazdu na wakacje. I to jest właśnie siła kontaktów wirtualnych. Dają Ci poczucie, że jesteś otoczony ludźmi, mimo że jesteś sam. Trochę to takie zaklinanie rzeczywistości. Narkotyk, który oszołomi Cię na moment, a iluzja rzeczywistości przezeń wywołana odseparuje Cię na chwilę od tego, co przykre. Od tego, czego nie chcesz.
Utrzymywanie kontaktów w świecie rzeczywistym jest trudniejsze, ale są one zdecydowanie bardziej wartościowe. Może zatem w dobie internetu, warto przyjąć zupełnie odmienny, niż większość, kierunek?

środa, 3 października 2012

pamparam

myśli
te co odeszły
dni
te co nie przyjdą
błyskawica żalu
powolna jakby obojętna
liść opada bez życia
na horyzoncie pustka
a wiatr przygania chmury
które płaczą za mnie

wrzesień 2003

poniedziałek, 10 września 2012

...


Tak mógłbym godzinami. Ciepły wieczór, jeden z ostatnich tego lata. Patrzę na odbijające się w rzece światła. Ten widok. To powietrze. Ta cisza. To piękno.
Przytulam się do swoich myśli. Bulwar Włostowica to moje ulubione miejsce, choć często jest tu tłumnie.
Może właśnie dlatego?
Przenika mnie ta aura.
Gdybym mógł wybrać karteczkę, zostałbym poetą.
Gdybym mógł wybrać miejsce, mieszkałbym nad rzeką.
Gdybym mógł raz choć dno myśli wydobyć, byłbym geniuszem.
Ach, czemu ludzie tego nie widzą?
Oprócz mnie nikt nie siedział wpatrując się w szczegóły zmierzchu.
Zegarek.
Nienawidzę tego. Nienawidzę myśli, że czas wrócić do domu. Nienawidzę wracać do domu.
Nie mam domu.

Rozpłynąłbym się w tym wszystkim. Gdybym mógł.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Podróże wakacyjne nieduże

Dziś wróciłem do Wrocławia. Przedstawiam Wam dziennik mojej krótkiej podróży po Wybrzeżu. Plan był iść od Kołobrzegu do Władysławowa. Skończyło się... no właśnie, na czym?
Po drodze przyszło mierzyć się ze swoim własnym ja, z własnym wnętrzem.
A jednak wyjazd był udany, co więcej - to były chyba moje najlepsze wakacje, ale do rzeczy...






Kołobrzeg 14.08 2012

DZIEŃ 1.
Dzień dobry, morze

Po długiej, bo aż jedenastogodzinnej jeździe pociągiem, wysiadłem na stacji w Kołobrzegu.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Canto cantare!

Kanikuły!

Wskutek niezwykłego splotu zdarzeń i mojej zajebistej spontaniczności wsiądę dziś w pociąg i dnia następnego będę cejrowsko chodził po plaży (znaczy boso). Jadę bez planu, bez zarezerwowanego miejsca. Cóż, mam namiot- w razie czego rozbiję go blisko plaży i będę słuchał szumu morza.
Jadę sam. Bo nie mam z kim, ale mam to gdzieś :-) Na pewno na miejscu poznam fajnych ludzi.
Jeszcze dziś rano się na to nie zanosiło... Nie miałem namiotu, karimaty, ciuchy niewyprane, o mamo!
Nie ma jednak rzeczy niewykonalnych. Jedna wizyta na Bielanach i już mam wszystko, czego mi trzeba. Pewnie czegoś zapomnę... trudno! Oby pogoda się utrzymała.

Witaj, przygodo! :-D


sobota, 28 lipca 2012

Zaprojektuj swoją przyszłość

Ktoś do mnie wczoraj zadzwonił. Dokładnie pół godziny po tym, jak o tej osobie pomyślałem. Telepatia czy zbieg okoliczności?
Takich i podobnych sytuacji na co dzień zdarza mi się dość sporo. Miesiąc temu zadzwoniłem do DreamWalkera. Odebrał: "cześć, akurat zastanawiałem się co słychać u ciebie".

W głowach mamy niewyobrażalny, genialny komputer o potężnej mocy obliczeniowej, zdolny zaprojektować przyszłość. Kiedyś zastanawiałem się, jak to się dzieje, że prędzej czy później zawsze robię w życiu to, co chcę. Chciałem mieszkać w tym mieście, później pracować w jednym konkretnym klubie, później... Pracę taką, jak chciałem, w miejscu, w którym chciałem, w końcu znajdowałem. Chłopaka dokładnie takiego, jak chciałem, też poznałem. Jak to się działo, dzieje?

Najważniejsze to wiedzieć czego się chce. Brzmi banalnie, ale tu jest pierwszy krok. Jeśli będziesz tylko wiedział, czego nie chcesz - dokładnie w to będziesz brnął. O czym myślisz, gdy "nie myślisz" o przystojnym, zajebiście zbudowanym facecie?
Na poziomie świadomym wzbraniasz się przed tym, ale podświadomość robi "kuku". Tu dochodzimy to zakłóceń. Jednym z najważniejszych zakłóceń w realizacji Twoich planów, możesz być Ty sam. Jeśli wychowałeś się w rodzinie, która przez 18 lat kładła Ci do głowy, że jesteś beznadziejny, do niczego się nie nadajesz, na pewno Ci się nie uda i będziesz zamiatał ulicę, zakładam się o flaszkę, że pewnego dnia będziesz w życiu robił coś podobnego, o ile nie zdasz sobie sprawy z szumów w Twoim umyśle*. Możesz mieć wizję sukcesu w roli dyrektora banku, ale wewnętrzne głosy będą tę wizję torpedować, a podświadomość, która naszym życiem kieruje w 90%, będzie dążyła do tego, byś zamiatał ulice.

Co wtedy zrobić? Jeśli chcesz osiągnąć cel, powinieneś mieć jego spójną wizję i całym sobą mieć pewność, że to jest dobra droga. Jeśli pojawiają się wątpliwości - nie uciekaj od nich, nie zabijaj ich muzyką, imprezą, kłótnią. Wsłuchaj się w nie, wypłacz to, a potem idź do przyjaciela, opowiedz mu to wszystko, niech zaprzeczy. Sam też możesz zaprzeczyć - popracuj nad tym, poszukaj w swoim życiu przykładów na to, że coś Ci się udało, choćby najdrobniejszych - nawet jeśli jest to tylko usmażony kotlet. Pracuj z tymi myślami tak długo, aż będzie ok. Ucieczka to najgorszy możliwy wybór.

Mówię to nie tylko dlatego, że przeczytałem jakąś mądrą książkę. Mówię to, bo znam to z doświadczenia. Pewnego dnia pogubiłem się. Nie wiedziałem czego chcę, do czego dążę. Uczepiłem się w życiu jednego punktu, który też w końcu zniknął i musiałem wszystko układać na nowo z poziomu niższego niż zero.

Pamiętaj, im dłużej utwierdzasz się w tym, że Ci się uda, im częściej słyszysz w swojej głowie i dookoła, że sukces (jakkolwiek go definiujesz) jest możliwy, tym większe masz szanse, tym większą budujesz wiarę w siebie.

Powodzenia!
_________________

*"Ciekawe są wyniki niektórych badań cytowane przez Kramera. Otóż bez wątpienia część zaburzeń powstaje w dzieciństwie (nie jest wrodzona). Badano zachowania rezusów, które po urodzeniu były izolowane od rodziców na różny okres czasu. Wykazywały one brak popędu eksploracyjnego, niezdolność do afiliacji, nieadekwatną agresję. Później zaniedbywały własne dzieci (głównie pierworodne). Nasilenie tych objawów było wprost proporcjonalne do długości izolacji. Wskazuje to, że bliski kontakt emocjonalny z rodzicami jest koniecznym warunkiem uformowania osobowości prospołecznej i szczęśliwej.

Rezultatem braku empatycznego kontaktu jest osobowość neurotyczna, czyli lękliwa, pozbawiona poczucia wartości, podatna na urazy (jej sugestywnego opisu dokonała Karen Horney). Różne zaburzenia osobowości - anankastyczne, psychopatyczne, lękowe i histrioniczne - są różnymi sposobami radzenia sobie z neurotycznym poczuciem słabości. (Kramer postuluje, by zamiast rozróżniać wiele typów zaburzeń psychicznych, których istotą jest lęk i depresja, powrócić do jednej kategorii: nerwica. Zaburzenia te są różnymi wariantami tego samego problemu - obniżonego poziomu serotoniny.)"

Prozac - tabletka szczęścia?

niedziela, 22 lipca 2012

Horkruks

Jest coś przeszywającego jak zaklęty sztylet. Jak rana, która nigdy się nie zagoi, blizna, która nigdy nie zniknie. Jest coś, co budzi się razem ze mną po sennym koszmarze, gdy łza wsiąka w poduszkę.
Jeśli czytałeś/oglądałeś HP Insygnia Śmierci, pamiętasz zapewne o tym, że HP miał zginąć z rąk Voldemorta, po to aby mógł zginąć sam Voldemort. Coś, jak Jedyny Pierścień we Władcy Pierścieni. Dawał potężną władzę, ale cóż z tego, skoro zaklęta była w nim cząstka Saurona, następcy Morgotha?

Wiesz, dlaczego ludzie z problemami emocjonanymi, egzystencjalnymi i ogólnie psychicznymi, popełniają samobójstwa?

Gdy walczysz z czymś, a okazuje się, że to coś siedzi w Tobie samym i nie możesz się tego pozbyć... jak to zniszczyć?
Tak naprawdę ludzie nie popełniają samobójstw. Oni rozwiązują problemy. Jeśli ktoś przeżywa silny wewnętrzny konflikt i nie znajduje drogi do rozwiązania w swoim własnym umyśle, szuka rozwiązań fizycznych.

Ile razy widziałeś człowieka, który w afekcie uderza się w głowę, bo jego zdaniem źle zrobił? Zaraz zaraz... Podjął decyzję. Najlepszą z możliwych biorąc pod uwagę wszystkie dane i doświadczenie, które miał w tym dniu, minucie, sekundzie w głowie. I w swojej opinii zrobił źle? Widzisz tu absurd? Dwa głosy w jego głowie mówią co innego. Te dwa głosy to jakiś konflikt wewnętrzny. Jeden "głos" uderzył drugi, co przejawiło się tak, jak to zobaczyłeś. Gdy konflikt jest bardzo silny, a emocjonalne rozderganie sięga zenitu, cierpiący osobnik postanawia zlikwidować problem... likwidując siebie.

Ludzie popełniający samobójstwa, nie chcą odchodzić. Po prostu nie są świadomi.

Świadomość własnych emocji i uczuć daje siłę do stawiania czoła największym wyzwaniom. Nawet jeśli masz poczucie, że będziesz się zmagał z czymś bardzo długo, a może nawet do końca życia...

Pewnego dnia na Twojej drodze pojawi się człowiek, pojawią się ludzie, którzy sprawią, że brzemię będzie mniejsze. Jak Sam, który, bez względu na przeciwności, wytrwale szedł u boku Frodo niosącego Pierścień, by ten spłonął w ogniach Orodruiny.

niedziela, 1 lipca 2012

Emo

Mówisz bliskiej Ci osobie, że pojedziesz godzinę później, żeby jeszcze trochę z nią pobyć, a spotykasz się z agresją słowną, pretensjami, że rozwalasz jej plan dnia.

Proponujesz komuś bliskiemu, spotkanie, na którym tej osobie zależało, ale nie za tydzień, tylko w najbliższy weekend. Liczysz na radość, a spotyka Cię co najmniej niechęć.

Mówisz komuś, kogo masz za przyjaciela: "mam nadzieję, że tym razem kontakt nam się już nie urwie". On odpowiada "ja też mam taką nadzieję", po czym tydzień później ten ktoś z sobie tylko znanych przyczyn przestaje się odzywać.

Walczysz w pracy o awans - o to samo stanowisko z innym pracownikiem. Prywatnie - gość bardzo w porządku, a w grupie wychodzi z niego cwaniactwo i pozoranctwo. Przestraszone ego śmierdzi na kilometr...


Czasem wydaje mi się, że nie rozumiem większości ludzi. Natura dała nam wspaniałą rzecz - mózg, a ludzie posługują się najczęściej i tak tylko tą jego najbardziej pierwotną częścią. Zachowują się jak zwierzęta - nie myślą, tylko reagują. Tak jest łatwiej. Pieprzone lenistwo. Człowiecze niechciejstwo.
Ewentualnie myślą, ale kierując się nie rzeczywistością, a swoimi wyobrażeniami o niej. Żyją w swoich matriksach. Każdy inny i każdy przekonany o słuszności swojego matrixa.
Jesteśmy tutaj chwilę. Jesteśmy w historii Wszechświata niczym. Ludzie to wiedzą, ale nie rozumieją. Gdyby zrozumieli, matrixy zaczęłyby pękać jak bańki mydlane.

Być może dlatego największą frajdę sprawia mi po prostu leżenie w słońcu na trawie i choćby chwilowy mamwdupizm wobec całej otaczającej mnie rzeczywistości i ludzi, po których można się spodziewać wszystkiego.

wtorek, 19 czerwca 2012

Usiądźmy na chwilę

Tu jestem. Tak po prostu. Tak po prostu jestem. Spacer w tym mieście. Czuję to w głębi. Zaczyna się lato. Tak się cieszę. Sam jeden. Siadam na ławce.
Wpatruję się w rzekę. To ta chwila, kiedy całe szaleństwo otaczającego mnie świata przestaje istnieć. Wiatr mnie przenika. Chciałbym się w nim rozpłynąć. Zamykam oczy. Chwila w historii Wszechświata. Jak pstryknięcie palcem. Bardzo przyjemna.
Myślę o tej herbacie, która czeka na mnie co rano w pracy. O tych pytaniach, gdy tylko kąciki ust opadną w dół. A ja milczę. Nie wszystko chcę powiedzieć, ale tak fajnie, że są.

Otwieram oczy. Ludzie. Spacerują. Śnią. Oni tego nie rozumieją. Nie widzą tego. Otoczeni murami, we własnym świecie. Maksymalnie zasocjowani.

Kąciki do góry.

Niech w tym tłumie ludzi wędrujących donikąd, pojawi się jeden przebudzony, w pełni akceptujący rzeczywistość. Z pogodnym uśmiechem.

Dziwne uczucie. Z piersi zaczyna wyrywać się słowo "kocham". Dziwne, bo nie odpowiada na pytanie "kogo, co?" Budzący się potencjał?

Tak, chcę poznać kogoś wyjątkowego. Takiego człowieka, którego nigdy w moim życiu nie było. Wtedy powiem, że nic już nie mam, bo wszystko rozdałem w przeszłości. A on i tak znajdzie we mnie skarb większy, niż ktokolwiek.

To będzie człowiek z krwi i kości. Realny. Pierwszy, który też będzie chciał pójść za mną w ogień. A przecież zupełnie nie będzie takiej potrzeby. I będziemy się od siebie uczyć kolejnych dobrych rzeczy. Ciągle nowych.

czwartek, 7 czerwca 2012

Skok na bungee

Zajrzeć w głąb swoich myśli i zrozumieć je jest równie trudno jak skoczyć na bungee. Nigdy nie chciałem skoczyć na bungee. Żeby to zrobić, musiałbym się długo przyzwyczajać, małymi kroczkami, wykonywać skoki stopniowo z coraz większej wysokości. Najpierw swobodnie, nogami w dół - na jakąś płachę. Później z liną, ale wciąż nisko. Przerażają mnie bowiem dwie rzeczy - sam moment gdy trzeba skoczyć, gdy tracisz grunt pod nogami i to, że lecisz głową w dół.
Chciałbym kiedyś skoczyć, ale tylko po odpowiednich przygotowaniach. Chciałbym przełamać w sobie ten lęk.
Tak samo chciałbym w pełni poznać wszystkie swoje myśli. Wydobyć wszystko to, co siedzi na dnie umysłu. Każdy z nas ma tam takie obszary, których wolałby nie ruszać. Bo może boleć. Ten ból trzeba przeżyć i uwolnić się. Jednak najpierw trzeba do tych myśli dotrzeć odpowiednio się przygotowując. Staram się je obserwować. Chcę dotrzeć do rdzenia. Chcę poznać core story swoich porażek. Chcę stać się prawdziwie wolny. Chcę przeżyć emocjonalny skok na bungee, po którym już nic nie będzie takie, jak było.

Jednym z pytań, które sobie stawiam, przygotowując się do wejścia do jaskini umysłu, jest: po co piszę tego bloga? Wciąż nie wiem co mi to daje, choć odnoszę wrażenie, że odpowiedź już znam, lub jestem jej bliski. Trzeba być ostrożnym. Umysł potrafi opowiedzieć mnóstwo bajek, zracjonalizować wszystko, byle tylko nie pokazać prawdziwych powodów swoich działań. Tak - wszyscy jesteśmy hipokrytami i to wobec samych siebie. Ale zwykle zupełnie nieświadomie.

Trzeba się przekopać przez ego. Rozbroić je. Ego to maska. Nie jesteś, ani ja nie jestem swoim ego. To wytwór nieświadomego umysłu. Automat. Taki autopilot. Autopiloty nie są bezawaryjne.
Niewątpliwie mam ostatnio tendencję do popadania w pracoholizm. Nie lubię dni wolnych.
Pracoholizm, alkoholizm, i każdy inny -izm sprawiają, że oddalasz się od swoich myśli. Imprezowy styl życia, niechęć do przebywania samemu... to chroni Cię przed myśleniem i,prawdopodobnie, przed bólem. Dlaczego? Bo może runąć cały system wartości, który zbudowałeś w oparciu o ego. O fałszywe przekonania wynikające z fałszywych przesłanek.
To mechanizm obronny, który... nie działa.
Bo i tak myślisz, bo i tak ciągle coś jest nie tak, bo poza pracą, bo na trzeźwo, gdy przychodzi wrócić do domu, coś Cię niepokoi.

Nie chcesz tak żyć. Chcesz mieć swiadomość siebie, swoich myśli, emocji, przekonań. Chcesz kochać prawdziwie, szczerze, bez ograniczeń.

Chcesz?


środa, 30 maja 2012

Miej wy-ebane cz.2

Przynosisz mu kwiaty, nalewasz wino. Jesteś na każde skinienie. Dajesz całego siebie. Bo jest dla Ciebie jak ten diament z piosenki. Odprowadzasz, jesteś zazdrosny, spędzasz z nim każdą chwilę.
Zastanowiłeś się do jakiej roli się sprowadzasz?
Psy są wierne do bólu. Gdy dostaną w pysk, to wybaczą. Będą zawsze dreptać przy nodze swojego pana, a potem umrą z tęsknoty na jego zwłokach.

Chcesz być psem?

Facet musi mieć też szansę powalczyć o Ciebie, żeby znać Twoją wartość. Świadomość, że możę Cię stracić jest dość mobilizująca. Jeśli przyzwyczai się, że jesteś ZAWSZE, to początek Twojej zguby. Szczególnie, gdy nie docenia tego, co mu dajesz. Szczególnie, gdy to wykorzystuje niewiele dając w zamian. Wiesz, że miękkie serce musi oznaczać twardą dupę, prawda?
Oczywiście możesz mieć wielkie szczęście i trafić na osobę, która to doceni. Jakie jest tego prawdopodobieństwo?

Pewne rzeczy trzeba stawiać twardo, bo muszą sięskończyć. Nawet jeśli oznaczają koniec relacji towarzyskiej/partnerskiej. Jeśli Twój partner nie zrozumie Twoich racji, to znaczy że nie nadaje się na partnera.

Miej szacunek do siebie i nie szanuj ludzi, którzy nie szanują Ciebie. Nie warto.

środa, 16 maja 2012

Smak sukcesu

Opowiem Ci bajkę o pewnym człowieku - o kimś, kto miał wszystko, co mógł chcieć. I wszystko to stracił. Los doświadczał go na różne sposoby, ale on nigdy się nie poddał. Nie obyło się bez łez i chwil zwątpienia. A jednak nie odrzucił tego, w co wierzył. Wszystko, co kiedyś miał, zostało mu zwrócone z nawiązką. Znasz to, prawda? Biblijną przypowieść o Hiobie, można opowiadać na różne sposoby - ja zrobiłem to bardzo ogólnie. Czasem jednak czuję się jak ten Hiob. Jeszcze rok temu nie mogłem marzyć o tym wszystkim, czego dziś doświadczam. I zawdzięczam to przede wszystkim własnej pracy.

Wiara w siebie, przekonanie, że się uda, poczucie, że nie mam nic do stracenia - wszystko to, czego nie miałem półtora roku temu i dwa lata temu, pchało mnie do przodu, jak pomyślny wiatr. Były chwile, w których wydawało się, że można się już tylko poddać. Dziś mogę popatrzeć w oczy każdemu, kto traci nadzieję i powiedzieć mu: spójrz na mnie - będzie dobrze. Bardzo mnie to cieszy. Los nie zwrócił mi wszystkiego. Są takie obszary, które przeorały zbyt wielkie siły i emocje, by mogły one na nowo rozkwitnąć. Jestem jednak wdzięczny losowi i sobie. Dziś wiem, że nie ma takich problemów, których nie można rozwiązać. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Wzmocniłem się o 100%.

Być może dlatego zmieniłem swoje podejście do liberalizmu. Czego uczy postawa "myślimy za ciebie", a czego "myśl za siebie"? Ostatnie półtora roku, to najbardziej pouczający okres w moim życiu. Jestem za to wdzięczny. Dziś jestem w stu procentach sobą. Także w pracy, w której poznałem przyjaciół. W pracy, do której chodzę z przyjemnością. W pracy, w której jestem doceniany za to, co robię. Tak się zachwycam i nie mogę przestać...
Jestem z siebie dumny :-)

niedziela, 6 maja 2012

Miej wy-ebane, a będzie Ci dane

- Uważasz, że zasługujesz na niego? - usłyszałem pytanie przyjaciela.
Popatrzyłem i wzruszyłem ramionami.
- Nie znam go na tyle. Nie poznałem charakteru - co mogę odpowiedzieć? Będzie to będzie, nie to nie - trudno. Nie uważam go za jakiegoś boga, żeby roztrząsać to w kategoriach  "zaslugiwania", bo juz samo to słowo stawia mnie jakby w podrzednej roli, umniejsza moje znaczenie.

W ostatnim czasie dojrzałem. Czuję to po sobie. Czuję się dobrze ze swoim wiekiem. Czuję się dobrze z tym, jak poradziłem sobie z różnymi rzeczami. I minęły, mam nadzieję bezpowrotnie, czasy, w których obsikiwałem się na widok ładnego faceta jak nastolatka, którą rodzice pierwszy raz puścili na imprezę.

Są pewne typy facetów, na których nie może Ci zależeć. To ci, którzy mają poczucie własnej wartości. Komplementowanie kogoś, kto uważa się za przystojnego (nie mówię o narcyzach), spowoduje tyle, że uzna Cię za palanta. "O, kolejny..." - pomyśli. Ale też poczucie własnej wartości, jeśli masz je na odpowiednim poziomie, nie powinno pozwalać Ci na zachwalanie kogoś, kogo nie znasz. Dość logiczne.
Zauważyłem ostatnio, że mam w sobie coś, co powoduje, że łatwiej nawiązuję relację z tymi, którzy mają jakieś problemy. Bo mogę lub staram się im pomóc. Taka strategia przywiązywania. Pomoc budzi wdzięczność. A zatem - jedna z technik wpływu na ludzi. Wykorzystywałem ją wcześniej zupełnie nieświadomie. Dziś, łapię się na tym i świadomie wybieram. Nie mówię, że nie pomagam, ale jeśli już, to świadomie.

Facet nie jest nagrodą. Jest odrębnym bytem. W miłości nie ma nagród. Ani kar. Miłość jest, albo jej nie ma.

Znam wielu ludzi którzy nieomal rozpaczliwie poszukują faceta swojego życia. Gotowi są związać się szybko. Ktoś taki nie jest materiałem na dobrego partnera. Dlaczego? Bo jest zdesperowany i może zostawić Cię, gdy pojawi się "lepszy model". Albo nagle po dwóch miesiąch zacznie wytykać Ci Twoje wady. Bez sensu.

Jeśli szukasz faceta, z którym spędzisz lata, a może nawet życie, poznaj  kogoś, komu będzie na Tobie zależało, ale nie desperacko, tylko np. po dwóch - pięciu miesiącach znajomości. Kogoś, z kim w trudnej chwili siądziecie i zastanowicie się jak sprostać wyzwaniu, które przed wami się pojawia. I będziecie tak długo szukać rozwiązania, aż je znajdziecie. I chociaż po drodze będą się pojawiać emocje, to ma być taki facet, który wyciągnie rękę na zgodę po ostrej awanturze. Ktoś, kto będzie umiał się zachować z klasą, gdy zajdzie taka potrzeba.

Tytułowe powiedzonko kieruję do tych wszystkich, którzy chcieliby poznać faceta jak najszybciej. Jeśli będziesz czuł się ze sobą dobrze, będziesz silny i pozytywnie nastawiony, w odpowiednim momencie ten Ktoś się pojawi. Ale recepta na to jest tylko jedna - najpierw musisz sam być facetem swojego życia :-)


Tak na marginesie... Czy Ty też uważasz, że ta piosenka powinna być hymnem Polski, a nie smuty mesjanistyczne?



czwartek, 19 kwietnia 2012

Zostańmy ludźmi nienormalnymi

Społeczne i kulturowe normy istnieją we wszystkich społeczeństwach i społecznościach. Nie da się ich uniknąć. Jednak są one bardzo różne i wynikają z przesłanek historycznych, z doświadczeń przodków, wpływu innych kultur i masy innych rzeczy.
Czym jest norma? Otóż jest to nic innego jak pewnego rodzaju umowa społeczna. Społeczeństwo umawia się, że na jakiejś płaszczyźnie będzie postępować tak, a nie inaczej. Wtedy wszelkie odbiegające od norm poglądy i zachowania są kontestowane.

Orientacja seksualna. Nie mogłem nie zacząć od tego. W wielu społeczeństwach (w także w naszym, Polskim), homoseksualizm jest nienormalny. Gdyby nie internet, prawdopodobnie jeszcze długo tkwiłby w podziemiu. Są i były jednak takie społeczeństwa, gdzie homoseksualizm był zupełnie normalny.
W niektórych plemionach żyjących na Nowej Gwinei inicjacja homoseksualna ma charakter ceremonialny i polega na wywołaniu wytrysku nasienia u młodego mężczyzny przez starszego przez pobudzanie ręką, oralnie i to oznacza wprowadzenie chłopca w męskość. W plemieniu Sambia, też z Nowej Gwinei, jest praktykowane fellatio w kontaktach między mężczyznami, a żonaci mężczyźni mają homoseksualnych kochanków. (portalwiedzy.onet.pl)
Gdybym miał kierować się polskimi normami społecznymi, zapewne musiałbym spierdolić do Holandii, gdzie w osławionym katolickim szpitalu psychiatrycznym, w imię Jezusa zostałbym wykastrowany przez ludzi w sukienkach, którzy jako jedyni (faceci) mają przyzwolenie społeczne na chodzenie w sukienkach (nie wiedzieć dlaczego tylko oni).

Związki. Przyzwyczailiśmy się do jednego typu związku. Oczywiście heteroseksualny, monogamiczny i koniecznie ze ślubem - czy to cywilym, czy kościelnym. Homoseksualiści walczą o rejestrowane związki, podczas gdy ja zupełnie nie rozumiem takiej konieczności. Rejestrowanie związku jest potrzebne wyłącznie państwu dla zwiększenia kontroli. Związki przez państwo nie powinny być rejestrowane. Prawo powinno funkcjonować tak, aby wszystkie sprawy formalne można było załatwić w sposób inny niż rejestracja związku. Tak. Znieśmy małżeństwa w ogóle. I zniknie problem. Oczywiście, kościoły, związki wyznaniowe czy jakieś stowarzyszenia mogłyby udzielać ślubów, co nie pociągałoby jednak żadnych konsekwencji prawnych.
Istnieje całe kontinuum związków homo, hetero, monogamicznych, poligamicznych, otwartych, zamkniętych. Próba zdefiniowania, uznania i zamknięcia każdego z nich w systemie prawnym skończy się niepowodzeniem. Zrejestrowanie związku nie jest potrzebne do miłości. Choć gdybym miał partnera i byłoby to możliwe, wziąłbym z nim ślub, nawet taki pozasystemowy. Ale to już kwestia idei i symbolu dla mnie samego.

Z chwilą, gdy poczujesz, że nie jesteś już od nikogo zależny, pojawi się w tobie głęboki spokój, stan odprężenia. Nie oznacza to, że przestałeś kochać. Wręcz przeciwnie, po raz pierwszy poznałeś nową jakość, nowy wymiar miłości - miłość, która nie jest biologiczna, miłość przepełnioną życzliwością bardziej niż jakakolwiek inna relacja między ludźmi. Nie używam tu słowa "przyjaźń", ponieważ zgubiła ona już wielu. (...) Miłość nigdy nie jest związkiem; kochać to współodczuwać. Miłość jest jak rzeka, płynąca, niemająca końca. Miłość się nie zatrzymuje; miodowy miesiąc zaczyna się, ale nigdy nie kończy. OSHO

Pozostałe kwestie. Ubrania, sposoby zachowywania się, myślenia, kształtowania rzeczywistości... To wszystko ma pewne znaczenie. Normy ułatwiają człowiekowi funkcjonować w społeczeństwie, ale idąc dalej śladami Osho, społeczeństwo to fikcja. Istniejesz Ty. Tu i teraz. I nie ma nic innego. Doskonale zespolony ze światem. Jesteś jego częścią. Jesteś światem. Pewnego dnia możesz odkryć, że normy ograniczają Cię tak bardzo ,że się dusisz. Nie mówię, że normy są złe. Mówię o przesadzie. Etykiety, tytuły, noże, widelce, ą-ę... To wszystko jest sztuczne. Nie jest prawdziwe. Pośród tego wszystkiego, najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą, ale jednocześnie rozumieć innych.

środa, 18 kwietnia 2012

Dlaczego usunąłem 2/3 bloga...

Co za dużo to niezdrowo. Z dystansu oceniłem i zostawiłem tylko co lepsze posty. Część z pozostawionych - skróciłem.

"Jeśli koniecznie muszę zostawić jakiś ślad... niech to będą trzy krzyżyki.
Powiecie - byłem, ale jak zwykle taki niedorosły..."

Wszystkiego najlepszego.

XXX

Tak trudno powiedzieć

sobota, 7 kwietnia 2012

Miasto bez ludzi

Takie dziwne. Późnym wieczorem, prawie nocą w wielkanocne święta, na ulicach nie ma ludzi. Nawet rynek jest taki pusty. Zimny wiatr. Przez mgiełkę w oku, patrzyłem na Most Zakochanych oświetlony przez księżyc. W dali katedra... I ja sam... I taka pustka dookoła. Patrzyłem na odbijające się w rzece światła.Jest ich tak dużo... Patrzyłem i marzyłem...

...żeby coś się zdarzyło
żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
Zamiast dmuchać na zimne
Na gorącym się sparzyć
Z deszczu pobiec pod rynnę
Trzeba marzyć
Gdy spadają jak liście kartki dat z kalendarzy
Kiedy szaro i mgliście
Trzeba marzyć
W chłodnej pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć
W rytmie wietrznej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj wciąż o tym
Trzeba marzyć
żeby coś się zdarzyło
żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć...

Jonasz Kofta

niedziela, 18 marca 2012

Verte

Pogoda. Na zewnątrz i wewnątrz. Przetykana wiatrem niewerbalizowalnej tęsknoty. Zakochałem się w muzyce Owl City. Od dawna szukałem tak pozytywnych utworów, które traktowałyby o czymś innym niż seks, golizna i miłość. Tylko nie rzuć się na mnie z cegłówką za zestawienie tych dwóch rzeczy z tą jedną rzeczą. Ja po prostu wymieniłem najbardziej banalne, nudne tematy.

Do rzeczy. Czy kiedykolwiek miałeś wrażenie wracając do jakiejś zapomnianej gry komputerowej, że gra ta poszła Ci dużo lepiej? Oto udało Ci się przejść misje, które wydawały się niemożliwe do wygrania?
Miałem tak z grą Earth2140 (któż ją jeszcze pamięta?).
Miałem tak z pracą. Nie lubiłem, a potem znosiłem dużo lepiej. I na bardziej ogólnym poziomie - wydaje mi się, że jest tak po prostu w życiu. Narkoman, który sięgnął dna i cudem się odbił też będzie wiedział, o czym piszę.
Ale jest jedno małe "ale". Dzieje się tak w przypadku, gdy wyciągasz odpowiedni wnioski.
Czasem wnioskowanie odbywa się poza Twoją świadomością. Przecież nie dumasz trzy lata nad grą i nie zastanawiasz się jakie w niej popełniłeś błędy (chyba, że jesteś na jej punkcie mocno sfiksowany).
I jeśli ktoś mówi, że nie wchodzi się do tej samej wody dwa razy, niech się zastanowi... czy mowa o stawie, czy raczej o rzece? Jednak nawet staw nigdy nie jest taki sam - w nim też zachodzą procesy życiowe zmieniające skład wody i znajdujące się w niej organizmy. Nie ma nigdy tej samej wody.

Rzeka nie ma wyboru. Wymiana wody odbywa się w niej w z góry ustalony sposób. Ludzie mają wybór. 
Chciałbym, żeby ludzie byli dla siebie lepsi i coraz lepsi. Jestem czasem w tym tak naiwny, że aż boli.
Chciałbym żeby żyli bardziej beztrosko. I żeby robili wszystko, by życie uczynić lepszym.
Jak jest - wiadomo.

Nie wiem jak to zrobić. Od czasów liceum bardzo chciałbym znać grupkę zgranych ludzi, pozytywnie nastawionych do życia. Takich, co żyją wg zasady "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego".
Nigdy nie poznałem. Być może dlatego dawno temu pisałem, że czuję się jak kurczak wrzucony do ciemnego sosu i posypany przyprawą do schabu.
I wydaje się czasem, że z wiekiem o to coraz trudniej. To przecież w liceum i na studiach zawiązują się największe przyjaźnie (zazwyczaj).

Byłoby fajnie gdyby każdy choć raz na jakiś czas zastanowił się czy zachowuje się wobec świata i ludzi tak, jak chciałby, żeby świat i ludzie zachowywali się wobec niego.


wtorek, 14 lutego 2012

Czas dla Nas

Ujmuje mnie to spojrzenie. Uśmiech.
Uspokajam się, gdy widzę jak z Twoich oczu wypływa fala ciepła.
Czuję, że dzięki niej odpływam.
Trzymam się mocno burty.
Świadomość, że nawet piracka kanonada nie zatopi tego okrętu, daje komfort. Poczucie bezpieczeństwa.
Łał. Tak przyjemnie...
Pokazujesz na rzeźbę. Jesteś nią tak zachwycony. Udziela mi się ten nastrój. Nie rozumiem sztuki (jeszcze). Z zafascynowaniem słucham Twojej opowieści.
Jesteś taki pogodny.
Jak Ty to robisz?
Siadamy na środku rynku i gramy w karty. Pijemy. Upijamy się. Wcale nie alkoholem. Choć kapka Adwokatu smakuje wybornie.
Jak w taniej telenoweli trzymamy się za ręce.
Teraz zdaje mi się, że nie istnieje żadna przeszłość. Nie będzie żadnej przyszłości.
Chwila obecna wciąż trwa.
Nie patrz tak na mnie. Albo patrz...
Wyzwalasz we mnie najlepsze cechy, wiesz? Ja? Nie. Sam to robisz. Jak Ty to robisz?
Lato w środku zimy.

środa, 1 lutego 2012

Szymborska nie żyje

Poetka o skromnym dorobku, ale jak znaczącym, odeszła godnie. We śnie.
Żyjąc w plus minus rzeczywistości próbuję ogarnąć temat, jakim jest śmierć.
Ten fakt po raz kolejny odsłania przede mną przerażającą myśl - kiedyś też umrę. Umrzesz i Ty. To brzmi prawie jak hasło reklamowe.
Wydawać by się mogło,Świadomośc tego powinna popychać nas do dobrych rzeczy - po to, by życie czynić jak najlepszym - wszak żyje się tylko raz. A jednak tak się nie dzieje. Ludzka ułomność nie pozwala na unikanie negatywnych aspektów życia, jakkolwiek je defniujemy.
Jest w nas coś takiego, co sprawia, że krzywdzimy, psujemy. Jedni żałują i starają się naprawiać, bywa że po drodze znów coś zepsują, inni wręcz przeciwnie. "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono". Ot - człowieczeństwo.

Boję się śmierci. Pewną pociechę znajduję w słowach Epikura. Nie powinniśmy bać się śmierci. Gdy my jesteśmy - śmierci nie ma. Gdy jest śmierć - nie ma nas. Niby to czuję - idę spać bez obaw. Nie mam wtedy świadomości. Budzę się mając wycięte z życia kilka godzin. Dlaczego śmierć napawa mnie takim lękiem?

W jakiś magiczny, niewytłumaczalny sposób, obecność drugiej osoby zdaje się ten lęk łagodzić. Tak jakby miłość miała ocalić przed śmiercią. Odnosi się do tego spektakl "Przytuleni". Aż żal, że go w lutym nie grają, bo miałem ogromną ochotę wybrać się nań do teatru. Trudno. Co się odwlecze, to nie uciecze. Uff - co za komunał.
Na tym kończę.


poniedziałek, 23 stycznia 2012

ACTA - nie! Głosujesz na ACTA - ja nie głosuję na Ciebie!


Tym razem nietypowo... Jeśli pozostaniesz bierny takie komunikaty możesz widywać codziennie. ACTA przewiduje możliwość ekstradycji nie uznanego za winnego, ale PODEJRZANEGO. ACTA przeczy zasadzie domniemania niewinności i uruchamia wielkie oko Saurona. Będą monitorować każdy Twój ruch, a ściągniecie pliku muzycznego będzie grozić wizytą policji i odcięciem od Internetu. Ta sprawa warta jest uwagi! 24. i 25. stycznia Wrocław i inne polskie miasta wychodzą na ulicę. Bądź z nami i pamiętaj przy następnych wyborach kto do tego doprowadził!





niedziela, 22 stycznia 2012

Zmienić swoje życie

Idzie przez las dwóch myśliwych. Nagle jeden z nich osuwa się na ziemię. Drugi łapie za telefon i dzwoni po pomoc.
- Halo?
- Proszę mi pomóc, szybko, mój przyjaciel nie żyje.
- Proszę spokojnie oddychać i upewnić się, że na pewno nie żyje.
Dyspozytorka czeka chwilę na odpowiedź. W słuchawce słyszy strzały. Po chwili mężczyzna mówi:
- W porządku. I co dalej?

Nigdy nie wiesz co jest w głowie drugiego człowieka. Czasem wydaje ci się, że się rozumiecie, ale... wydaje ci się. Komunikacja werbalna odbywa się za pomocą kodu. Kod składa się ze słów. Co sobie wyobrazisz, gdy powiem "milka"? Czekoladę czy krowę we fioletowe łaty? A co, jeśli powiem "poszukaj"? Czech zrozumiałby to zgoła inaczej.
Kodujemy myśli za pomocą słów, a gdy trafiają one do odbiorcy, muszą zostać przez niego rozkodowane i przełożone na jego myśli. Kłopot w interpretacji. Odbiorca nie ma w głowie obrazów nadawcy. Nie słyszy też jego wewnętrznych głosów. Co więcej, nie ma jego doświadczeń.
Może ci się wyadawać banalne to, co piszę, ale jest dość istotne.
Gdy powiesz do kogoś "ty małpo", ten ktoś może się obrazić albo roześmiać. I jeśli nie jest świadomy tego, że ma wybór, po prostu reaguje na podstawie tego co ma w głowie. To jest to, o czym pisał Osho - reagujesz na podstawie albumu zdjęć w głowie, a nie na podstawie chwili obecnej. 
Pół biedy, gdy chodzi o zwykłe nieporozumienie, jakich mamy pęczki na co dzień. Gorzej, gdy sprawa dotyczy słow takich jak np. "wolność". Socjaliści powiedzą, że chcą zapewniać wolność od biedy, liberałowie zaś - wolność osobistą. I tych wolności jest od groma. Ale każda jest wolnością, tyle że inaczej rozumianą.
To tylko słowa. A zwroty? Co znaczy "być z kimś"? Co znaczy... "rozumieć kogoś"? Co znaczy "szanować kogoś"? Niespójne definicje są konfliktogenne, a większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy.
Ktoś, kto nigdy nie zaznał biedy, spojrzy na bezdomnego (nie, nie mówię o tzw. "żulach", choć ich nałóg to potworna choroba) i powie: "życiowy nieudacznik". Ktoś inny pomyśli o nim, że się pogubił w życiu, albo wpadnie na pomysł, że coś się mogło strasznego wydarzyć w życiu tego człowieka.
Są tacy, co poświęcają się dla wiary, inni dla pieniędzy, jeszcze inni dla miłości. Każdy ma w głowie coś, co sprawia, że wybiera taką drogę, a nie inną.

To dlatego tak trudna często jest zmiana przyzwyczajeń. Nasze babcie do dziś uważają nakarmienie wnuków do syta za najwyższy dowód miłości. Bo przeżyły wojnę i głód, a później czasy, gdy z owoców na rynku były tylko rodzynki. Jeśli więc całe życie żyłeś w stresie, że ktoś może podnieść na ciebie z byle powodu głos czy rękę (np. w patologicznej rodzinie), raczej nie pozbędziesz się tego hop-siup wraz z ukończeniem osiemnastego roku życia. Dlatego tak ważna jest nauka komunikacji z innymi. I najbardziej hardkorowy przykład: demokracja nie wypaliła ani w Iraku, ani w Afganistanie. Bo ludzie nie umieją tam żyć bez silnej władzy. Kiedyś widziałem jak w autobusie starszy pan wstukiwał w komórkę numer telefonu z... notatnika.
Żeby zaszła zmiana w myśleniu - określona sytuacja musi się powtarzać, aby człowiek się z nią oswoił. Nie będzie przejawiał entuzjazmu w grupie nowych ludzi ten, kto był przez jakiś czas zastraszany. Musi się oswajać z takimi sytuacjami. Dopóki, się nie poczuje bezpiecznie, będzie raczej trwał na uboczu. Pamiętasz jak Mały Książę oswajał lisa? I o to właśnie chodzi.

Czasem bywa tak, że zupełnie nagle chcesz swoje życie zmienić.
Spytałem ostatnio znajomego co by zrobił gdyby nagle zapragnął zmienić całe swoje życie. Odpowiedział, że zamieszkałby w Maroko. 
Wydało mi się to bardzo interesujące, bo ktoś w Maroko mógłby powiedzieć, że zamieszkałby w Polsce.

Tak czy owak wszystko co robimy, jak działamy i zachowujemy się, jest konsekwencją jakichś doświadczeń z przeszłości. Nawet próba świadomego wyboru może czasem spełznąć na niczym.
Gdy więc zapragniesz zmienić swoje życie - po prostu zacznij rozumieć innych ludzi. Stawiaj się w ich sytuacji. Nie tylko zobaczysz, że twoje życie jest całkiem ok, ale nabierzesz życzliwości do świata.


Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony