niedziela, 7 października 2012

Lubię sos BBQ


Od jakiegoś czasu, za każdym razem, gdy jestem w KFC, uparcie zamawiam sos barbecue, bo chcę go polubić. Wczoraj już jadłem go bez żadnego skrzywienia na twarzy, więc chyba się przyzwyczajam.
Naprzeciw mnie siedział niezwykle sympatyczny chłopak. Wyjątkowo dobrze czułem się w jego towarzystwie. Zostałem nawet poczęstowany tekstem: "mam wrażenie, jakbym znał cię nie jeden dzień, a kilka miesięcy". Uśmiechnąłem się w duchu na te słowa, bo prawie trzy lata temu sam powiedziałem komuś dokładnie to samo. "Zaprosiłbym cię na randkę, gdybyś nie był zajęty" - powiedziałem mu. Z jego twarzy nie znikał uśmiech. Mieliśmy się już spotkać parę miesięcy temu, ale nie wyszło. Tym razem spotkaliśmy się przypadkowo na Marszu Równości.

Tak to już jest, że co ma być, to będzie. Mieliśmy się poznać i w końcu się poznaliśmy. Mając tę świadomość spokojnie czekam na rozwój wydarzeń przerywając pseudoznajomości internetowe, które jakoś nigdy nie mogą się spełnić w świecie rzeczywistym. Nie wiedzieć czemu, mam na pęczki przykładów, gdzie ktoś nie może się spotkać, bo coś mu wypadło, bo boli go głowa, albo zmarł mu kuzyn sąsiada. Ewentualnie w nieskończoność odwleka tę chwilę jakby się bał, że zamiast mnie, na spotkanie przyjdzie kibol.
Nie rozumiem, po co mi ktoś truje dupę, skoro później nie chce się spotkać.

Tylko tutaj pojawia się mały problem. Gdy już utnę gg, bezowocną pisaninę w serwisach randkowych i włażenie na FB bez celu, to poczuję trochę jakby pustkę, z którą trzeba będzie się zmierzyć i z którą częściowo już się zmierzyłem podczas samotnego wyjazdu na wakacje. I to jest właśnie siła kontaktów wirtualnych. Dają Ci poczucie, że jesteś otoczony ludźmi, mimo że jesteś sam. Trochę to takie zaklinanie rzeczywistości. Narkotyk, który oszołomi Cię na moment, a iluzja rzeczywistości przezeń wywołana odseparuje Cię na chwilę od tego, co przykre. Od tego, czego nie chcesz.
Utrzymywanie kontaktów w świecie rzeczywistym jest trudniejsze, ale są one zdecydowanie bardziej wartościowe. Może zatem w dobie internetu, warto przyjąć zupełnie odmienny, niż większość, kierunek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony