Tu jestem. Tak po prostu. Tak po prostu jestem. Spacer w tym mieście. Czuję to w głębi. Zaczyna się lato. Tak się cieszę. Sam jeden. Siadam na ławce.
Wpatruję się w rzekę. To ta chwila, kiedy całe szaleństwo otaczającego mnie świata przestaje istnieć. Wiatr mnie przenika. Chciałbym się w nim rozpłynąć. Zamykam oczy. Chwila w historii Wszechświata. Jak pstryknięcie palcem. Bardzo przyjemna.
Myślę o tej herbacie, która czeka na mnie co rano w pracy. O tych pytaniach, gdy tylko kąciki ust opadną w dół. A ja milczę. Nie wszystko chcę powiedzieć, ale tak fajnie, że są.
Otwieram oczy. Ludzie. Spacerują. Śnią. Oni tego nie rozumieją. Nie widzą tego. Otoczeni murami, we własnym świecie. Maksymalnie zasocjowani.
Kąciki do góry.
Niech w tym tłumie ludzi wędrujących donikąd, pojawi się jeden przebudzony, w pełni akceptujący rzeczywistość. Z pogodnym uśmiechem.
Dziwne uczucie. Z piersi zaczyna wyrywać się słowo "kocham". Dziwne, bo nie odpowiada na pytanie "kogo, co?" Budzący się potencjał?
Tak, chcę poznać kogoś wyjątkowego. Takiego człowieka, którego nigdy w moim życiu nie było. Wtedy powiem, że nic już nie mam, bo wszystko rozdałem w przeszłości. A on i tak znajdzie we mnie skarb większy, niż ktokolwiek.
To będzie człowiek z krwi i kości. Realny. Pierwszy, który też będzie chciał pójść za mną w ogień. A przecież zupełnie nie będzie takiej potrzeby. I będziemy się od siebie uczyć kolejnych dobrych rzeczy. Ciągle nowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz