piątek, 11 listopada 2011

Postawa roszczeniowa

Przyszedł najwyższy czas na nowy wpis. Ten będzie dłuższy, bo sporo mam do przekazania. Rozkminiałem ostatnio takie kwestie jak postawa roszczeniowa, oraz projekcję jako sposób na rozwiązanie wewnętrznego konfliktu.

Ostatnie dwa tygodnie tylko śmignęły mi przed oczami. Były nie tylko pracowite, ale też owocujące w nowe perspektywy. Jestem w sytuacji, w której do tej pory nie byłem jeszcze nigdy. Po raz pierwszy mogę wybrać sobie pracę. Wszystko przez propozycję, którą ostatnio otrzymałem. Nie jest łatwo się zdecydować, chociaż ogromnie kusi większa wypłata i lepsze warunki pracy. Atmosfera, która jest w obecnej firmie wydaje się nie do przecenienia. Potwierdziła to zresztą wczorajsza impreza kadry. W kubańskich rytmach i przy kuflach piwa na koszt firmy, toczył się rozmów bezlik.

I oto paradoksalnie - taka sytuacja pojawiła się nie wtedy, gdy uważałem, że sytuacja na rynku pracy jest do d*py i siedząc na bezrobociu czekałem, aż spadnie mi manna z nieba (tak - jestem bezlitosny wobec siebie :-) ),ale wtedy, gdy pogodziłem się z tym co jest i, uznając nieuchronność pewnych zdarzeń, zacząłem robić wszystko co w mojej mocy, by sytuację zmienić. By los się odwrócił.

Udało się.

I tu zaczyna się moja refleksja nt. postawy roszczeniowej. Wszyscy jesteśmy tym skażeni. Jest to pewna nasza narodowa cecha. Narzekamy na wysokie podatki, niskie płace, polityczne bagno, itp. Brak akceptacji tego, co jest, uniemożliwia nam zmianę. Żeby móc coś zmienić, trzeba zaakceptować fakt istnienia tego. Ludzie nie wchodzą do polityki, bo nie akceptują "politycznego bagna". Tym samym skazują się sami na dalszy dyktat tego "bagna". Można pójść pod prąd niczym samotny rewolucjonista z dumnym sztandarem. Tylko czy to ma sens? Woda drąży skałę. Nie od razu, ale efekty są i są nieodwracalne. Wyznaczenie rzece innego biegu niż naturalny, może się źle skończyć - np. w czasie powodzi. Rewolucje opierają się na sile. Ewolucja (społeczna, polityczna, etc.) opiera się na sile argumentów i zgodzie.
Roszczeniowi są wyborcy, politycy, pracownicy, pracodawcy, partnerzy... Czym jest ciągłe oczekiwanie przedsiębiorcy, że państwo coś mu ułatwi, jeśli nie roszczeniem? Działaj w tym, co jest. Jeśli zdasz trudny egzamin, na łatwym pójdzie Ci doskonale. W drugą stronę już to nie działa.
Akceptacja tego, co jest, daje poczucie szczęścia i spełnienia. Właśnie to sprawia, że uśmiecham się często i z byle powodu. Będzie, co ma być. Cokolwiek będzie, będzie dobrze.

Zdaję właśnie swój życiowy egzamin. Jest nieźle. Jak na człowieka, któremu wpajano, że nadaje się tylko do pracy fizycznej, jest wręcz doskonale. Dlatego cieszę się tym, co mam.
Kiedyś ułożyłem monolog kabaretowy. Profesor mniemanologii - Adolf Rudolf mówi tak:
-...dlatego cieszę się, że jest tak, jak jest, ale mam nadzieję, że będzie też tak, jak teraz nie jest i będzie lepiej.
Dziś nie wydaje mi się to aż tak śmieszne.

Brak akceptacji rzeczywistości może prowadzić do silnych konfliktów wewnętrzych, co też przeszedłem. Ostatnio przyjaciel opowiadał mi o kimś, kto ciągle podejrzewa zdradę u swojego partnera. Szuka dowodów na to. Doszliśmy do wniosku, że człowiek ten ma silny konflikt wewnętrzny. Bardzo chciałby być ze swoim facetem, ale marzy mu się jeszcze poszaleć, a będąc w związku, ma mniejsze możliwości. I próbując rozwiązać ten konflikt wewnętrzny, dokonał projekcji (nieświadomie oczywiście) na swojego partnera. Dlaczego? To prosty mechanizm. Działa na zasadzie: "jeśli udowodnię mu zdradę, to i moja ewentualna zdrada nie będzie niczym złym, a jedynie odegraniem się". Ludzie to lustra. Przeglądamy się w nich i dostrzegamy nasze wyprojektowane cechy. Warto mieć świadomość tego.

Akceptuj to co jest, nie walcz, idź z prądem, używaj inteligentnie tych narzędzi, które masz. Ciesz się i baw się życiem. 

Voila! C'est la vie. :-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony