Po drodze przyszło mierzyć się ze swoim własnym ja, z własnym wnętrzem.
A jednak wyjazd był udany, co więcej - to były chyba moje najlepsze wakacje, ale do rzeczy...
Kołobrzeg 14.08
2012
DZIEŃ 1.
Dzień dobry,
morze
Po długiej, bo aż
jedenastogodzinnej jeździe pociągiem, wysiadłem na stacji w Kołobrzegu.
Kilka
osób trzymało tabliczki "wolne pokoje", więc spytałem. "Na jedną
osobę to nie, a już na pewno nie na jedną dobę" - usłyszałem. Nie to nie.
Poszedłem zatem do Rynku, którego Kołobrzeg prawie nie ma. Mój zachwyt wzbudził
neogotycki ratusz. Po kolorze cegieł widać, że częściowo odbudowany.
Niewielką ilość
stylowej pruskiej zabudowy szpeciły bloki pomalowane brzydko lub wcale.
Porozrzucano je po mieście jak okruchy na stole, albo wysypane z pudełka
klocki. Architektura i sposób zabudowy miasta jest totalnie chaotyczny, bez
ładu i składu. Kilka nowoczesnych budynków, dopełnia urbanizacyjny chaos.
W informacji turystycznej
dostałem mapy. W tym momencie pożałowałem, że rower został we Wrocławiu. Jest
tutaj szlak rowerowy przy wybrzeżu ciągnący się od Szwecji, aż do Finlandii.
Znalazłem pole
namiotowe, rozbiłem namiot, a następnie poszedłem na plażę. Ludzi było mało.
Zimny wiatr utrudniał opalanie się. Kupiłem kilka pamiątek.
Ciekawe
doświadczenie. Bez komputera, bez znajomych. Sam na sam z własnymi myślami.
Tak, była emocjonalna jazda bez trzymanki. Coś mnie wprost rozdzierało od
środka.
Przetrwałem.
W tej małej
mieścinie nie było nawet gdzie pójść na imprezę, o gejowskiej nie wspominając.
Szkoda, bo wyjątkowo miałem ochotę się pobawić tego dnia.
Początkowy plan
zakładał wejście na nadmorski szlak turystyczny. Stanęło to jednak pod dużym
znakiem zapytania. Ostatecznie, z uwagi na prognozowane temperatury (dzień 21
st., noc 11) uznałem, że zostanę tu jeszcze jeden dzień, następnie pojadę do
Szczecina i stamtąd wrócę do Wrocławia tak, żeby na miejscu być już w piątek
rano. Byłem nieco przygnębiony i miałem pełną świadomość, że decyzja może się
zmienić, dlatego odłożyłem ją na następny dzień.
Gąski 15.08.2012
DZIEŃ 2.
A droga wiedzie w
przód i w przód...
A jednak
wyruszyłem na szlak. Gdy dojrzałem do tej decyzji, było już dość późno, dlatego
wędrówkę zacząłem o godz. 13:00. Pod wieczór dotarłem do Gąsek. Droga wiodła
często asfaltem, wobec czego dużą jej część pokonałem plażą. Po drodze minąłem
Sianożęty, następnie Ustronie Morskie, gdzie zabawiłem w lunaparku. Potem obiad
w jakiejś knajpie i w drogę! Chciałem dotrzeć do Mielna, a w mniej ambitnym
wariancie do Sarbinowa. Ale i to się nie udało. Zatrzymałem się w Gąskach, w
ośrodku Alfa-Klif. Rozbiłem namiot 20m od plaży. Leżąc już usłyszałem gromadkę
dzieciaków: "Ale mały namiot! Ciekawe kto się tam zmieści!"
Zapadła noc, więc
poszedłem zobaczyć jak wtedy wygląda morze. Ten widok zapamiętam na długo.
Ogrom wody, wielkie, wielkie niebo. Zlewające się w całość. Cicho. Ciemno.
Tylko szum fal... Wtedy dopiero wiesz, jak malutkim, nieznaczącym dla świata
życiem jesteś.
Wróciłem do
namiotu ściskając w kieszeni kartę chipową. Prysznic był bowiem limitowany.
Chipowa karta pre-paid bez tego się nie wykąpałeś, a jedna minuta pod
prysznicem kosztowała... 1zł.
Przed rozbiciem
namiotu, byłem jeszcze na latarni morskiej mierzącej 51,5m. Widok był
rewelacyjny, a wstęp kosztował tylko 5zł.
Łazy 16.08.2012
DZIEŃ 3.
Gąski, gąski do
domu!
Gąski pożegnałem
dopiero o 11:00. Wcześniej niestety padał deszcz i przeczekałem ten czas w
namiocie. To już druga noc, w czasie której było mi zimno mimo spania w pełnym
ubraniu i śpiworze. Zbaczałem często ze szlaku urozmaicając sobie drogę.
Szedłem raz lasem, raz plażą, a czasem asfaltową drogą. Po drodze widziałem
porozwieszane w domach, na oknach, transparenty "ATOM STOP", ale
Matka Boska Atomowa? Na drewnianej belce, na skrzyżowaniu stała figurka MB, a
pod nią pionowy napis "chroń od atomu".
Minąłem
Sarbinowo, w Mielnie był kolejny lunapark, ale tu już nie wchodziłem. Było
ciepło, ale pochmurno, a Słońce nie przebiło się aż do wieczora.
W Mielnie
pojawiły się już pierwsze oznaki zmęczenia, plecak uwierał mnie w ramiona. Dało
też o sobie znać przygnębienie.
Tego dnia siadłem
na plaży, rozłożyłem mapy, spojrzałem... Nie dotrę do Władysławowa. Ba... nie
dotrę pewnie nawet do Łeby. Mam za mało czasu. Dlatego do głowy przysła mi
zmiana planów... Chciałbym zobaczyć Gdańsk! Pojawiające się odczucia
spotęgowała znaleziona odpowiedź na pytanie: "dlaczego akurat
Władysławowo?". Może to i lepiej, że tam nie dotrę.
O godz. 18:00
byłem w Łazach. Miałem jeszcze 2 godziny. Chciałem iść przed siebie nie
zakładając nawet, że dotrę do jakiejś cywilizacji przed nocą. Liczyłem się z
możliwą koniecznością rozbicia namiotu "na dziko".
Coś mnie jednak
powstrzymało...
Bardzo przyjemna
knajpka z karaoke. Wypiłem pół piwa i zacząłem od piosenki "I just
called". Dosiadłem się do trzech chłopaków i dwóch dziewczyn. Dziewczyny
nie śpiewały, za to reszta towarzystwa owszem i w dodatku zanim zamówili
jakikolwiek alkohol. Ten wieczór był długi. Solo, w duetach na wszystkie
sposoby, śpiewaliśmy co chwila inną piosenkę.
Przyszły
"karki". Pojawił się pomysł, żeby pójść na ognisko. Ja w międzyczasie
szybko znalazłem pole namiotowe. Wraz z rozbiciem namiotu i powrotem do
towarzystwa, zajęło mi to tylko pół godziny.
Przyszła ciocia
jednej z dziewczyn i postawiła wszystkim piwo. DOłączyli też rodzice drugiej
dziewczyny i w komplecie dziewięciu osób siedzieliśmy już do końca.
Po udanej
imprezie, poszliśmy wszyscy na plażę, puściliśmy lampiony. Siedliśmy i
rozmawialiśmy... w końcu odpłynąłem. Obudzili mnie nazywając Ramzesem. Nie wiem
skąd wzięła się ta ksywka, ale już się przyjęła. Odprowadziliśmy dziewczyny,
potem oni mnie.
Ciekawostka: piwo
było o połowę tańsze niż we Wrocławiu. Lane 4,5zł, butelkowe 3zł.
Łazy 17.08.2012
DZIEŃ 4.
Canto cantare!
Obudziłem się
wcześnie. Namiot przemienił się w nieznośną saunę. Już od samego rana pogoda
była rewelacyjna. Leniwie poszedłem się umyć. Po 12:00 poszedłem na plażę
posmażyć się w Słońcu. Jak się później okazało, usmażyłem się dosłownie, bo
zasnąłem na plaży. Było mi tak dobrze, że nawet nie wiem kiedy to się stało.
Woda w Bałtyku
była przyjemnie ciepła.
O ok. 16:30
poszedłem do ośrodka. Spłukałem z siebie piasek pod prysznicem. W najbliższym barze
zjadłem obiad i poszedłem... na karaoke.
Co tam się
działo, trudno to opisać. Było super! Wygraliśmy metr piwa w konkursie na
najlepiej bawiący się stolik. Co więcej, rozbujaliśmy imprezę i zrobiło się
bardzo ciasno.
Piosenka
"Idę na plażę" już zawsze będzie mi się kojarzyć z wakacjami 2012.
Na koniec wszyscy
głośno zaśpiewali "Oj tam, oj tam (zawsze coś)". Część z nas poszła w
nne miejsce, gdy ta impreza dobiegła końca. Porozmawiałem jeszcze z chłopakami
i przyszedł czas żeby się pożegnać - oni na następny dzień i tak już wracali.
Mam ich numery. Mam nadzieję, że kontakt się utrzyma, bo takich ludzi - ze
świecą szukać.
Koszalin
19-08-2012
Dzień 5.
Koszalin, czyli
ścieranie absurdu
Mając jeszcze dwa
dni wolne, przyjechałem do Koszalina, skąd plan był ruszyć do Gdańska. Jak się
jednak okazało, Koszalin to komunikacyjna tragedia. Jeden autobus do Gdańska w
środku dnia, kilka pociągów z trzema lub czterema przesiadkami (bezpośrednich
brak), do Wrocławia zaś jeden autobus o 19:30 i trzy pociągi - jeden w nocy, a
dwa z samego rana.
Oznaczało to ni
mniej, ni więcej, że albo będę musiał nocować w Gdańsku, co mi się nie
uśmiechało, albo zwiedzę Koszalin i wieczorem ruszę do Wrocławia.
Wybrałem tę drugą
opcję uznając, że przyjadę innym razem do Gdańska.
Mam bardzo
mieszane uczucia po wizycie w tym dziwnym mieście, gdzie w galerii handlowej
nie ma sklepów odzieżowych i klientów, dworce są obskurne, a pracownicy
niemili. Pani dyżurna ruchu na PKS grała w pasjansa na komputerze i nawet nie
chciało jej się wysilić, żeby na mnie popatrzeć jak zadawałem pytanie, a ton
miała taki, jakbym jej przeszkadzał w grze.
W mieście tym
znalazłem kilka wartych obejrzenia obiektów - budynki poczty, straży pożarnej,
amfiteatr, nowo wybudowana filharmonia (te dwa ostatnie w pięknym i dużym Parku
Książąt Pomorskich), oraz przypominający nieco wrocławski urząd wojewódzki
(choć dużo skromniejszy) budynek sądu okręgowego. Nie polecam ratusza - socrealistyczny koszmarek przypominający szkołę podstawową z czymś co miało być chyba wieżą.
Ogółem - miasto bardziej dla szukających spokoju emerytów niż dla ludzi młodych.
Ogółem - miasto bardziej dla szukających spokoju emerytów niż dla ludzi młodych.
Po tej wyprawie
wsiadłem w autobus do Poznania (był szybciej niż ten do Wrocławia). W Poznaniu
zachwycił mnie nowy dworzec PKP. Nowoczesny, dobrze przemyślany, świetny
projekt. W Poznaniu uderzyła mnie też wielkomiejska przestrzeń i szerokie ulice
- coś, co bardzo podobało mi się niegdyś w Warszawie. Oprócz tego, gęsta sieć
ścieżek rowerowych wokół dworca, a pod tym względem Wrocław niestety mocno
kuleje.
Nie obyło się bez
zgrzytu. Czekałem na "autobus komunikacji zastępczej". Pani w kasie
nie umiała powiedzieć skąd on odjeżdża, więc musiałem po prostu obserwować
wielki plac przed poznańskim PKP.
Gdy już
przyjechał, konduktor (absurd na PKP - jedzie autobus, w nim 10 osób, ale konduktor
musi być... jakby nie mógł biletów sprawdzić kierowca) powiedział, że na
peronie V stoi pociąg do Wrocławia i on będzie szybciej, a komunikacja
zastępcza to przede wszystkim do Leszna i Rawicza. Kilka osób z bagażami udało
się na peron V, gdzie czekał pociąg do... Gdyni (sic!). Wściekły wyrzuciłem z
siebie głośne "KURWA!" i pobiegłem do autobusu (do odjazdu była
minuta). Konduktorowi powiedziałem, co myślę, po czym dodałem: "panie, pan
jedzie do Wrocławia, mam bilet do Wrocławia i chcę jechać do Wrocławia -
proste, wsiadam!
Powiedziałem, że
wracają się pozostali i żeby poczekał. Szkoda, że nie gwizdał do odjazdu. Po
tym absurdzie, przysypiając dotarłem już spokojnie do Wrocławia o 2:30 w nocy z
soboty na niedzielę.
Na tym się
skończyła ta nieplanowana wyprawa. Najlepiej było w Łazach. I chociaż tak
krótko, to zdążyłem się już przyzwyczaić do wypoczynkowej atmosfery,
uśmiechających się do siebie ludzi i odzwyczaić od codziennych obowiązków.
Uwzględniając wygrane piwo i dwie imprezy karaoke, mogę uznać, że wakacje pod
hasłem "canto cantare" udały się w stu procentach :-)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz