Czy słowa mogą ranić i obrażać, a przedmioty należeć?
Język. Czasem wyręcza on bardzo sprytnie nasz mózg w myśleniu. Pisałem już o przerzucaniu odpowiedzialności na otoczenie. Teraz temat pokrewny.
W polskim prawie bardzo często stosuje się przepisy np. o zakazie obrazy uczuć religijnych. Czy ja mogę kogoś obrazić? Czy słowo wypowiedziane przez kogoś może ranić?
W językach programowania możemy nadawać np. obiektom atrybuty. Nie będę się o tym rozpisywał, podam prostszy przykład. Plik tekstowy może mieć atrybut "ukryty", "tylko do odczytu". Jednak o ile w informatyce możemy sobie pozwolić na ułańską fantazję w doborze atrybutów, o tyle w świecie rzeczywistym już takiej możliwości nie mamy. Możemy w głowie nadać telewizorowi atrybut "mój". W jaki sposób on jednak jest mój? To, że jest, wiem na pewno. Ale mój? Telewizor może mieć atrybut "przekątna ekranu". Może mieć atrybut "kolor obudowy", albo "rodzaj ekranu" (kineskopowy, LCD, LED).
Znane są cywilizacje, które w swoich językach nie mają zaimków dzierżawczych. Ich postrzeganie jest zupełnie inne. Przedmioty po prostu są. I tyle.
Gdy nie znamy jakiegoś języka obcego i ktoś powie do nas coś bardzo obraźliwego w tym właśnie języku, nie obrazimy się, ponieważ nie wiemy co to znaczy. Nie obrazimy SIĘ. Samo to, że ten czasownik jest zwrotny już daje wiele do myślenia. Usłyszymy pod naszym adresem "ty *****!" i obrażamy się obrazami, które sobie wyobrażamy w reakcji na te słowa. Ale nie to jest najważniejsze. Skoro nie obrazisz się za słowo, którego nie znasz, oznacza to tyle, że słowo nie ma atrybutu "obrażanie". Jeżeli oglądamy zdjęcie i każdy stwierdza, że to zdjęcie jest zbyt jaskrawe, możemy dostrzec, że zdjęcie ma atrybut "kontrast", który jest wysoki. Jeżeli jeden obrazi się za słowo "burak", a drugi nie, to znaczy, że słowo nie ma atrybutu "obrażanie".
Czy zbiór literek na ekranie w przykrej wiadomości może ranić? To tylko kilka bajtów. Dlaczego się ranisz tym co myślisz, gdy czytasz te literki?
Na deser fragment książki OSHO - "Świadomość. Klucz do życia w równowadze":
Ktoś przychodzi, chwali cię, twoje ego rozdyma się i czujesz się świetnie… A za chwilę nadejdzie ktoś, kto przekłuje cię jak szpilką i będziesz leżał płasko na podłodze.Nie jesteś panem samego siebie. Każdy może cię obrazić, zasmucić, zezłościć, zirytować, zniecierpliwić, sprowokować do walki, wywołać twoje szaleństwo.
Tak samo, zresztą, ktoś inny może cię pochwalić, sprawić, że wzniesiesz się na wyżyny, poczujesz się najważniejszy, lepszy nawet od Aleksandra Wielkiego. I zgodnie z tymi manipulacjami, ty reagujesz w taki lub inny sposób. Tego nie można nazwać działaniem.
Budda przechodził przez wioskę. Grupa ludzi zebrała się i zaczęła go obrażać. Obrzucali go wszystkimi obelgami, jakie tylko mogli wymyślić. Budda zatrzymał się, słuchał w ciszy, z wielką uwagą, a następnie powiedział:
- Dzięki, że przyszliście tutaj. Niestety, dzisiaj mam mało czasu, ponieważ czekają na mnie ludzie w sąsiedniej wiosce. Jutro rano, kiedy będę wracał, będę miał dla was więcej czasu. Zbierzcie się jutro i powiedzcie mi wszystko to, czego dziś już nie mam czasu wysłuchać. Bardzo przepraszam i do zobaczenia jutro.
Ci ludzie nie mogli uwierzyć własnym uszom i oczom: Budda ani się nie zdenerwował, ani nie poczuł się obrażony. Jeden z nich zapytał:
- Nie słyszałeś co do ciebie mówiliśmy? Obrażaliśmy cię najgorszymi słowy, a ty nawet nie zareagowałeś!
Budda odrzekł:
- Jeśli chcieliście mojej reakcji, to spóźniliście się o jakieś dziesięć lat. Teraz już nie jestem niewolnikiem, lecz panem samego siebie. Zachowuję się zgodnie z samym sobą, nie poddaję się manipulacji innych ludzi. Robię wszystko zgodnie z moimi potrzebami wewnętrznymi. Nie jesteście w stanie do niczego mnie zmusić. Wszystko jest w porządku – chcieliście mnie obrażać, obrażaliście mnie. Czujcie się spełnieni; wykonaliście swoje zadanie doskonale. Jeśli zaś chodzi o mnie, to nie przyjmuję waszych obelg, a jeśli ich nie przyjmuję, to nie mają one dla mnie żadnego znaczenia.
Kiedy ktoś cię obraża, musisz stać się odbiorcą, musisz zaakceptować to, co mówi; jedynie wtedy rodzi się twoja reakcja. Jednak, jeżeli nie zaakceptujesz, jeżeli jesteś ponad te obelgi, trzymasz dystans, zachowujesz spokój – co można ci zrobić?
Budda mówi: Można rzucić płonącą pochodnię do rzeki. Będzie płonęła dopóki nie zatonie. Później – nie ma ognia, rzeka pozostaje chłodna. Trzeba stać się jak rzeka. Rzucacie obelgi, są one jak ogień, ale z chwilą gdy do mnie dochodzą, gasną. Nie ranią. Rzucacie ciernie, kiedy docierają do mnie – zakwitają. Zachowuję się zgodnie z moją wrodzoną naturą.
Na tym polega bycie spontanicznym.
Człowiek świadomy rozumie, działa. Człowiek nieświadomy reaguje jak maszyna. Ale rzecz nie tylko w tym, że człowiek świadomy po prostu obserwuje – obserwowanie, to zaledwie jeden z aspektów jego jaźni. Nie podejmuje działania bez obserwacji. Ale nie zrozum mnie źle – całe Indie, na przykład, nie umiały pojąć człowieka takiego jak Budda. Dlatego ten kraj stał się taki pasywny. Sądząc, że wszyscy wielcy mistrzowie nakazują: „Siedź w ciszy!” cały kraj stał się leniwy, niedbały. Stracił energię, witalność, życie. Stał się tępy, nieinteligentny; inteligencja bowiem ostrzy się jedynie w działaniu.
Kiedy działasz z chwili na chwilę, w pełni świadomie i uważnie, rodzi się w tobie wielka inteligencja. Zaczynasz jaśnieć, błyszczeć, stajesz się rozświetlony. To zdarza się dzięki dwóm rzeczom: obserwacji i działaniu będącym wynikiem obserwacji. Jeśli obserwacja nie niesie za sobą żadnego działania – popełniasz samobójstwo.
Obserwowanie powinno prowadzić do działania, do nowego sposobu działania. Wprowadza ono do działania nową jakość. Obserwujesz, jesteś całkiem spokojny i milczący. Dokładnie widzisz jaka jest sytuacja i dzięki temu rodzi się twoja odpowiedź. Człowiek świadomy odpowiada, nie odreagowywuje. Jego działanie bierze się ze świadomości, nie z twojej nim manipulacji. Oto różnica. Toteż między obserwacją a spontanicznością nie ma żadnej sprzeczności. Obserwacja to początek spontaniczności, spontaniczność to wynik obserwacji.
Człowiek, który naprawdę rozumie, działa doskonale, pełnią siebie, dzięki temu, że działa natychmiast, w tej samej chwili, z głębi swej świadomości. Jest jak lustro. Człowiek zwykły, nieświadomy, nie jest jak lustro tylko jak naświetlona klisza. Jaka jest między nimi różnica? Klisza, raz naświetlona, staje się bezużyteczna. Docierają do niej wrażenia, zostają utrwalone – stają się fotografią. Ale trzeba pamiętać, że fotografia to nie jest rzeczywistość. Rzeczywistość się rozwija. Możesz zrobić zdjęcie róży w pąku. Jutro zdjęcie będzie takie samo, ale jeśli porównasz je z różą – ona już się zmieniła. Jedne róże odchodzą, inne się pojawiają, zdarzają się tysiące rzeczy.
Życie nigdy nie jest statyczne, wciąż się zmienia. Twój umysł działa jak aparat fotograficzny – robi zdjęcia, tworzy albumy. I na podstawie tych zdjęć, ty reagujesz. Czyli nigdy nie jesteś prawdziwy w stosunku do życia. Cokolwiek robisz, jest to złe. Powtarzam:wszystko, co robisz jest złe. Nigdy nie pasuje do danej chwili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz