I stało się. Jeden impuls, chwila, i zrobione... Skasowałem swoje profile w różnych serwisach i na facebooku. Nie powiem, to trudny krok, ale jutro obudzę się w realnym świecie, ten wirtualny pozostawiając tylko we wspomnieniach, niezbyt zresztą dobrych. Zmierzę się z żalem, tęsknotami i lękami sam na sam. Wezmę je na rogi jak byk torreadora. Nie potrzebuję nikogo w tej walce, zresztą nie sądzę, zeby ktoś był w stanie mi w tym pomóc.
Mam swoją upragnioną jazdę bez trzymanki, emocjonalny skok na bungee, podczas którego wiatr wieje tak mocno, że łzy nie trzymają się policzków.
Być może będę miał w końcu czas, by nie spóźniać się do pracy, na bieżąco uczyć z hiszpańskiego i spotykać z ludźmi, dla których miałem czasu niewiele.
Cokolwiek będzie, będzie wielka zmiana, a o to przecież chodziło.
Zawieszam też pisanie bloga. Wierzę w człowieka, a nie w komputer. I niech to będzie moje credo na kolejny etap życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz