Coś się zapadło jak przegnita podłoga. Wpadłem po pas w szambo i jedyną nadzieją na ratunek jest tak mocno pierdnąć, żeby odrzutem wyskoczyć z tej dziury. Karramba!
Szczam na to wszystko. I rzygam też. O kurwa, jaki jestem obrzydliwy i wulgarny, co?
A wiesz czemu?
Bo jedną tęsknoty i zmęczenie dają mi w kość. Bo rzekome znajomości zastąpiłem pustką, a maskę wesołka zdjąłem na weekend, by dotrzeć wgłąb. Choć może powinienem napisać w głąb. Nie pociesza mnie nawet myśl, że znowu mam prawo do ulgowych biletów na MPK.
Jebana nić Ariadny pękła na długo zanim dotarłem do celu. Wpatruję się w zdjęcie puszki pandory w skali szarości. Nawet Andy Warhol nic ciekawego by na niej nie namalował.
Może Picasso walnąłby jakąś plamę na ścianie, która wyjaśniłaby dlaczego płaczę.
Może dlatego, że raz na dwa lata, chciałbym się do kogoś przytulić na nieco dłużej niż dziesięć sekund.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz