Wskutek niezwykłego splotu zdarzeń i mojej zajebistej spontaniczności wsiądę dziś w pociąg i dnia następnego będę cejrowsko chodził po plaży (znaczy boso). Jadę bez planu, bez zarezerwowanego miejsca. Cóż, mam namiot- w razie czego rozbiję go blisko plaży i będę słuchał szumu morza.
Jadę sam. Bo nie mam z kim, ale mam to gdzieś :-) Na pewno na miejscu poznam fajnych ludzi.
Jeszcze dziś rano się na to nie zanosiło... Nie miałem namiotu, karimaty, ciuchy niewyprane, o mamo!
Nie ma jednak rzeczy niewykonalnych. Jedna wizyta na Bielanach i już mam wszystko, czego mi trzeba. Pewnie czegoś zapomnę... trudno! Oby pogoda się utrzymała.
Witaj, przygodo! :-D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz