Poznałem kiedyś chłopaka, który mnie tak omotał, że wierzyłem w każde kłamstwo. Mimo, że intuicja podpowiadała mi, żebym weryfikował to co on mówi, nie robiłem tego. Do czasu. Pewnego dnia wyszło g.wno z powidła.
Przepłakałem całą noc, nie mogłem uwierzyć w ludzką podłość...
Jak to jest, że czasem tak trudno mu zaufać pomimo jasnych deklaracji z tej jego strony, że wszystko jest ok, chociaż w przypadku innej osoby wiesz, że nie miałbyś tego problemu?
Dlaczego coś ciągle nie daje Ci spokoju?
Mówisz mu o tym, a on się denerwuje...
Możesz to zwalić na sygnalizowanie mu braku zaufania. Czy jednak ktoś, komu nic takiego nie chodzi po głowie, będzie się denerwował, czy może przytuli Cię i po raz n-ty zapewni, że wszystko jest w porządku?
Zrozumienie i akceptacja to fundament związku równorzędny z zaufaniem. Zaufanie można zbudować. Jeśli jest zrozumienie i akceptacja, a te z kolei mogą się pojawić, gdy jest zaufanie.
Jednak od czegoś trzeba wyjść najpierw.
Miałem też taki związek, z którego nie zapamiętałem żadnej kłótni. Półtora roku przy dużej różnicy wieku. Ktoś by powiedział, że relacje były idealne. Pewnego dnia gdy dowiedziałem się pewnej rzeczy z przeszłości od tego człowieka, przytuliłem go i powiedziałem, że nie ma to już znaczenia, bo zdarzyło się dawno. Widziałem, że mu ciężko. A mi było lekko. Byłem mu wdzięczny za empatię i szczerość. Sypnęło się, bo... nie było iskry, głębi, nazwij to jak chcesz, ale po dziś dzień jesteśmy przyjaciółmi (już nie - 18.04.2012).
Nasze umysły robią nam niesamowite, jak to określa DreamWalker, "haluny" - matrix, z którego warto się wyrwać.
Zatem jak to jest w końcu, że raz Ci się udaje ufać, a innym razem nie?
Jest coś takiego jak spójność wewnętrzna. Będąc spójnym - gdy umysł pozostaje w zgodzie z sercem, gdy jesteś pewien swoich myśli, gdy wiesz czego chcesz - wysyłasz podświadomie sygnały "jestem godny zaufania". Druga osoba również podświadomie czuje, że wszystko gra.
Gdy jednak spójności brak i pojawiają się (albo uaktywniają stare, wygaszone kiedyś) konflikty wewnętrzne, gdy nie wiesz czego chcesz i sam ze sobą toczysz w umyśle wojny, wysyłasz tyle sprzecznych sygnałów, że prędzej czy później doprowadzi to do destrukcji związku.
Po ostatnim rozpadzie związku czułem się jak dramatycznie źle. I wiesz co? Zacząłem wtedy robić wszystko to, czego wcześniej się bałem i co budziło mój lęk. Tak pokonałem część swoich demonów, choć pewnie nie wszystkie. I nawet nie uzależniłem się od papierosów pomimo tego, że na poziomie świadomym chyba trochę chciałem (jakkolwiek dziwnie to może brzmieć) :-)
Wracając do rzeczy, właśnie te sprzeczne podświadome sygnały wywołują wątpliwości, obawy i lęki, które racjonalizujesz i na poziomie świadomym upatrujesz przyczyn gdzie indziej. Walczysz z drugą osobą widząc w niej siebie samego (projekcja).
Dlatego zachęcam Cię, drogi Internauto, żyj w zgodzie ze sobą :-)
"Jeśli umysł jest piękny, wszystko jest piękne" - Byron Katie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz