Rozmawiam z ludźmi. Zabraniają mi "filozofować", a jednocześnie sami mają masę ograniczających przekonań i wypowiadają się jakby pozjadali rozumy. Wielokrotnie spotykam się z tym, że jedyną argumentacją w dyskusji jest "ja mam dużo więcej lat od ciebie i moje doświadczenie życiowe...". Aż się prosi żebym dokończył "jest twoje". Mogę się tylko uśmiechnąć pod nosem. Niech wierzą dalej w swoje lipne myśli.
Wciąż kwestionuję swoje myśli. W miarę możliwości. Zadaję sobie pytania "po co?", "czy jest mi z tym dobrze?", "jak?", "dlaczego?", "czy na pewno jedno oznacza drugie?". Z czasem odkrywam ze zdumieniem, że zamiast wiedzieć o sobie coraz więcej... jakby rozpływam się. Odkrywam coraz więcej obszarów, o których wiem mało albo nic. Jedyne co we mnie kwitnie coraz bardziej to niechęć do wydawania autorytatywnych wniosków i werdyktów, do pochopnych reakcji. Jest mi wstyd za niektóre rzeczy - choć to też myśl do podważenia.
Słuchając płaczu umierającej osoby usiłuję przywołać w myślach całą swoją wiedzę, by zrozumieć jak najwięcej. Tak krótka jest nasza obecność na świecie. Czemu robimy sobie z niego piekło? Czemu ego tak często zwycięża u Ciebie i u mnie?
Ktoś ładnie powiedział: "tak krótko żyjemy, a tak niewiele robimy, by to życie uczynić lepszym".
- Potrzebuję pomocy - natychmiast - inaczej oszaleję! Mieszkamy w małym pokoju - moja żona, moje dzieci i moi teściowie. Jesteśmy na granicy wytrzymałości, krzyczymy i wrzeszczymy na siebie. Ten pokój - to piekło!
- Czy obiecujesz, że spełnisz wszystko, co ci polecę - powiedział Mistrz z wielką powagą.
- Przysięgam, że spełnię wszystko.
- Doskonale. Ile macie zwierząt?
- Krowę, kozę i sześć kur.
- Wprowadź je wszystkie do waszego pokoju. I przyjdź do mnie za tydzień.
Uczeń przeraził się, ale przecież obiecał być posłusznym. Wprowadził zwierzęta do pokoju. Wrócił po tygodniu, w stanie godnym politowania, i skarżył się:
- Jestem kłębkiem nerwów. Ten brud, smród i hałas! Wkrótce chyba wszyscy postradamy zmysły!
- Wracaj do domu - powiedział Mistrz - i wyprowadź zwierzęta z pokoju.
Człowiek pobiegł szybko do domu. Następnego dnia wrócił, promieniejąc z radości.
- Jak cudowne jest życie! Wyprowadziliśmy zwierzęta. Nasz dom stał się rajem. Co za spokój, jak czysto i ile przestrzeni mamy dla siebie!
Doceniajmy to, co mamy.
Wesołego jajka.
niedziela, 24 kwietnia 2011
czwartek, 21 kwietnia 2011
Odpal kotwicę!
Statek opuszcza kotwicę. Kotwiczy w jakimś miejscu. Inny statek kotwiczy w innym miejscu. Teraz już nie może popłynąć dalej. Jest przywiązany do tego miejsca tak długo, aż kotwica zostanie podniesiona. A podniesienie kotwicy to trudniejsza praca, niż jej opuszczenie.
Twoje myśli też kotwiczą. Na słowach, ludziach, przedmiotach. Słowo jest kotwicą. Tzw. brzydkie wyrazy też. Od małego jesteśmy uczeni, że niektóre słowa na K, CH, P, S są brzydkie. Są?
Czy Chińczyk słysząc polski wulgaryzm na K uzna, że jest to brzydkie słowo?
Czy zatem słowo jest brzydkie czy może jest to po prostu pewna umowa społeczna?
I tak kotwiczymy... na słowie "żelazko" obraz urządzenia, przy pomocy którego sprawiasz, że koszule ładnie wyglądają.
Na ludziach też kotwiczymy. Szczególnie jeśli pewne sytuacje się powtarzają. Uczymy się wtedy przypinać etykietki. "Gbur", "cham", "malkontent", "wesołek". Wystarczy, że w towarzystwie danej osoby uaktywniasz pewne emocje. Tym łatwiej Ci to przychodzi im częściej to robisz. W końcu wchodzi Ci to w nawyk i wydaje Ci się, że on "gburem", "chamem", "malkontentem", "wesołkiem".
Kotwiczyć możesz wszystko - emocje, wyobrażenia. Pewnego dnia możesz poczuć zapach lub usłyszeć melodię, która przypomni Ci jakieś wydarzenie z dzieciństwa. To właśnie będzie kotwica. Melodia stała się kotwicą dzieciństwa.
Czy można podnieść kotwicę? Ależ oczywiście, że tak. Wymaga to jednak przede wszystkim świadomości i chęci. Im dłużej kotwiczyłeś, tym prawdopodobnie cięższą pracę będziesz miał do wykonania. Czasem warto, a czasem nie. Ty decydujesz.
Jeśli jednak chcesz to zrobić, wiedz, że kluczem do przekotwiczenia, jest praca. Ubung macht den meister! (bardzo podoba mi się niemiecka wersja tego powiedzenia). Aby tego dokonać, spraw, by słowo pojawiało się w innych niż dotychczas momentach, by przebywać z człowiekiem w innych okolicznościach. By zmienić swoje zachowanie. Bo pamiętaj, że pracujesz ze sobą, a nie ze słowami, przedmiotami czy innymi ludźmi.
Bądź świadomy :-)
Twoje myśli też kotwiczą. Na słowach, ludziach, przedmiotach. Słowo jest kotwicą. Tzw. brzydkie wyrazy też. Od małego jesteśmy uczeni, że niektóre słowa na K, CH, P, S są brzydkie. Są?
Czy Chińczyk słysząc polski wulgaryzm na K uzna, że jest to brzydkie słowo?
Czy zatem słowo jest brzydkie czy może jest to po prostu pewna umowa społeczna?
I tak kotwiczymy... na słowie "żelazko" obraz urządzenia, przy pomocy którego sprawiasz, że koszule ładnie wyglądają.
Na ludziach też kotwiczymy. Szczególnie jeśli pewne sytuacje się powtarzają. Uczymy się wtedy przypinać etykietki. "Gbur", "cham", "malkontent", "wesołek". Wystarczy, że w towarzystwie danej osoby uaktywniasz pewne emocje. Tym łatwiej Ci to przychodzi im częściej to robisz. W końcu wchodzi Ci to w nawyk i wydaje Ci się, że on "gburem", "chamem", "malkontentem", "wesołkiem".
Kotwiczyć możesz wszystko - emocje, wyobrażenia. Pewnego dnia możesz poczuć zapach lub usłyszeć melodię, która przypomni Ci jakieś wydarzenie z dzieciństwa. To właśnie będzie kotwica. Melodia stała się kotwicą dzieciństwa.
Czy można podnieść kotwicę? Ależ oczywiście, że tak. Wymaga to jednak przede wszystkim świadomości i chęci. Im dłużej kotwiczyłeś, tym prawdopodobnie cięższą pracę będziesz miał do wykonania. Czasem warto, a czasem nie. Ty decydujesz.
Jeśli jednak chcesz to zrobić, wiedz, że kluczem do przekotwiczenia, jest praca. Ubung macht den meister! (bardzo podoba mi się niemiecka wersja tego powiedzenia). Aby tego dokonać, spraw, by słowo pojawiało się w innych niż dotychczas momentach, by przebywać z człowiekiem w innych okolicznościach. By zmienić swoje zachowanie. Bo pamiętaj, że pracujesz ze sobą, a nie ze słowami, przedmiotami czy innymi ludźmi.
Bądź świadomy :-)
środa, 20 kwietnia 2011
O atrybutach słów i przedmiotów
Czy słowa mogą ranić i obrażać, a przedmioty należeć?
Język. Czasem wyręcza on bardzo sprytnie nasz mózg w myśleniu. Pisałem już o przerzucaniu odpowiedzialności na otoczenie. Teraz temat pokrewny.
W polskim prawie bardzo często stosuje się przepisy np. o zakazie obrazy uczuć religijnych. Czy ja mogę kogoś obrazić? Czy słowo wypowiedziane przez kogoś może ranić?
W językach programowania możemy nadawać np. obiektom atrybuty. Nie będę się o tym rozpisywał, podam prostszy przykład. Plik tekstowy może mieć atrybut "ukryty", "tylko do odczytu". Jednak o ile w informatyce możemy sobie pozwolić na ułańską fantazję w doborze atrybutów, o tyle w świecie rzeczywistym już takiej możliwości nie mamy. Możemy w głowie nadać telewizorowi atrybut "mój". W jaki sposób on jednak jest mój? To, że jest, wiem na pewno. Ale mój? Telewizor może mieć atrybut "przekątna ekranu". Może mieć atrybut "kolor obudowy", albo "rodzaj ekranu" (kineskopowy, LCD, LED).
Znane są cywilizacje, które w swoich językach nie mają zaimków dzierżawczych. Ich postrzeganie jest zupełnie inne. Przedmioty po prostu są. I tyle.
Gdy nie znamy jakiegoś języka obcego i ktoś powie do nas coś bardzo obraźliwego w tym właśnie języku, nie obrazimy się, ponieważ nie wiemy co to znaczy. Nie obrazimy SIĘ. Samo to, że ten czasownik jest zwrotny już daje wiele do myślenia. Usłyszymy pod naszym adresem "ty *****!" i obrażamy się obrazami, które sobie wyobrażamy w reakcji na te słowa. Ale nie to jest najważniejsze. Skoro nie obrazisz się za słowo, którego nie znasz, oznacza to tyle, że słowo nie ma atrybutu "obrażanie". Jeżeli oglądamy zdjęcie i każdy stwierdza, że to zdjęcie jest zbyt jaskrawe, możemy dostrzec, że zdjęcie ma atrybut "kontrast", który jest wysoki. Jeżeli jeden obrazi się za słowo "burak", a drugi nie, to znaczy, że słowo nie ma atrybutu "obrażanie".
Czy zbiór literek na ekranie w przykrej wiadomości może ranić? To tylko kilka bajtów. Dlaczego się ranisz tym co myślisz, gdy czytasz te literki?
Na deser fragment książki OSHO - "Świadomość. Klucz do życia w równowadze":
Ktoś przychodzi, chwali cię, twoje ego rozdyma się i czujesz się świetnie… A za chwilę nadejdzie ktoś, kto przekłuje cię jak szpilką i będziesz leżał płasko na podłodze.Nie jesteś panem samego siebie. Każdy może cię obrazić, zasmucić, zezłościć, zirytować, zniecierpliwić, sprowokować do walki, wywołać twoje szaleństwo.
Tak samo, zresztą, ktoś inny może cię pochwalić, sprawić, że wzniesiesz się na wyżyny, poczujesz się najważniejszy, lepszy nawet od Aleksandra Wielkiego. I zgodnie z tymi manipulacjami, ty reagujesz w taki lub inny sposób. Tego nie można nazwać działaniem.
Budda przechodził przez wioskę. Grupa ludzi zebrała się i zaczęła go obrażać. Obrzucali go wszystkimi obelgami, jakie tylko mogli wymyślić. Budda zatrzymał się, słuchał w ciszy, z wielką uwagą, a następnie powiedział:
- Dzięki, że przyszliście tutaj. Niestety, dzisiaj mam mało czasu, ponieważ czekają na mnie ludzie w sąsiedniej wiosce. Jutro rano, kiedy będę wracał, będę miał dla was więcej czasu. Zbierzcie się jutro i powiedzcie mi wszystko to, czego dziś już nie mam czasu wysłuchać. Bardzo przepraszam i do zobaczenia jutro.
Ci ludzie nie mogli uwierzyć własnym uszom i oczom: Budda ani się nie zdenerwował, ani nie poczuł się obrażony. Jeden z nich zapytał:
- Nie słyszałeś co do ciebie mówiliśmy? Obrażaliśmy cię najgorszymi słowy, a ty nawet nie zareagowałeś!
Budda odrzekł:
- Jeśli chcieliście mojej reakcji, to spóźniliście się o jakieś dziesięć lat. Teraz już nie jestem niewolnikiem, lecz panem samego siebie. Zachowuję się zgodnie z samym sobą, nie poddaję się manipulacji innych ludzi. Robię wszystko zgodnie z moimi potrzebami wewnętrznymi. Nie jesteście w stanie do niczego mnie zmusić. Wszystko jest w porządku – chcieliście mnie obrażać, obrażaliście mnie. Czujcie się spełnieni; wykonaliście swoje zadanie doskonale. Jeśli zaś chodzi o mnie, to nie przyjmuję waszych obelg, a jeśli ich nie przyjmuję, to nie mają one dla mnie żadnego znaczenia.
Kiedy ktoś cię obraża, musisz stać się odbiorcą, musisz zaakceptować to, co mówi; jedynie wtedy rodzi się twoja reakcja. Jednak, jeżeli nie zaakceptujesz, jeżeli jesteś ponad te obelgi, trzymasz dystans, zachowujesz spokój – co można ci zrobić?
Budda mówi: Można rzucić płonącą pochodnię do rzeki. Będzie płonęła dopóki nie zatonie. Później – nie ma ognia, rzeka pozostaje chłodna. Trzeba stać się jak rzeka. Rzucacie obelgi, są one jak ogień, ale z chwilą gdy do mnie dochodzą, gasną. Nie ranią. Rzucacie ciernie, kiedy docierają do mnie – zakwitają. Zachowuję się zgodnie z moją wrodzoną naturą.
Na tym polega bycie spontanicznym.
Człowiek świadomy rozumie, działa. Człowiek nieświadomy reaguje jak maszyna. Ale rzecz nie tylko w tym, że człowiek świadomy po prostu obserwuje – obserwowanie, to zaledwie jeden z aspektów jego jaźni. Nie podejmuje działania bez obserwacji. Ale nie zrozum mnie źle – całe Indie, na przykład, nie umiały pojąć człowieka takiego jak Budda. Dlatego ten kraj stał się taki pasywny. Sądząc, że wszyscy wielcy mistrzowie nakazują: „Siedź w ciszy!” cały kraj stał się leniwy, niedbały. Stracił energię, witalność, życie. Stał się tępy, nieinteligentny; inteligencja bowiem ostrzy się jedynie w działaniu.
Kiedy działasz z chwili na chwilę, w pełni świadomie i uważnie, rodzi się w tobie wielka inteligencja. Zaczynasz jaśnieć, błyszczeć, stajesz się rozświetlony. To zdarza się dzięki dwóm rzeczom: obserwacji i działaniu będącym wynikiem obserwacji. Jeśli obserwacja nie niesie za sobą żadnego działania – popełniasz samobójstwo.
Obserwowanie powinno prowadzić do działania, do nowego sposobu działania. Wprowadza ono do działania nową jakość. Obserwujesz, jesteś całkiem spokojny i milczący. Dokładnie widzisz jaka jest sytuacja i dzięki temu rodzi się twoja odpowiedź. Człowiek świadomy odpowiada, nie odreagowywuje. Jego działanie bierze się ze świadomości, nie z twojej nim manipulacji. Oto różnica. Toteż między obserwacją a spontanicznością nie ma żadnej sprzeczności. Obserwacja to początek spontaniczności, spontaniczność to wynik obserwacji.
Człowiek, który naprawdę rozumie, działa doskonale, pełnią siebie, dzięki temu, że działa natychmiast, w tej samej chwili, z głębi swej świadomości. Jest jak lustro. Człowiek zwykły, nieświadomy, nie jest jak lustro tylko jak naświetlona klisza. Jaka jest między nimi różnica? Klisza, raz naświetlona, staje się bezużyteczna. Docierają do niej wrażenia, zostają utrwalone – stają się fotografią. Ale trzeba pamiętać, że fotografia to nie jest rzeczywistość. Rzeczywistość się rozwija. Możesz zrobić zdjęcie róży w pąku. Jutro zdjęcie będzie takie samo, ale jeśli porównasz je z różą – ona już się zmieniła. Jedne róże odchodzą, inne się pojawiają, zdarzają się tysiące rzeczy.
Życie nigdy nie jest statyczne, wciąż się zmienia. Twój umysł działa jak aparat fotograficzny – robi zdjęcia, tworzy albumy. I na podstawie tych zdjęć, ty reagujesz. Czyli nigdy nie jesteś prawdziwy w stosunku do życia. Cokolwiek robisz, jest to złe. Powtarzam:wszystko, co robisz jest złe. Nigdy nie pasuje do danej chwili.
Język. Czasem wyręcza on bardzo sprytnie nasz mózg w myśleniu. Pisałem już o przerzucaniu odpowiedzialności na otoczenie. Teraz temat pokrewny.
W polskim prawie bardzo często stosuje się przepisy np. o zakazie obrazy uczuć religijnych. Czy ja mogę kogoś obrazić? Czy słowo wypowiedziane przez kogoś może ranić?
W językach programowania możemy nadawać np. obiektom atrybuty. Nie będę się o tym rozpisywał, podam prostszy przykład. Plik tekstowy może mieć atrybut "ukryty", "tylko do odczytu". Jednak o ile w informatyce możemy sobie pozwolić na ułańską fantazję w doborze atrybutów, o tyle w świecie rzeczywistym już takiej możliwości nie mamy. Możemy w głowie nadać telewizorowi atrybut "mój". W jaki sposób on jednak jest mój? To, że jest, wiem na pewno. Ale mój? Telewizor może mieć atrybut "przekątna ekranu". Może mieć atrybut "kolor obudowy", albo "rodzaj ekranu" (kineskopowy, LCD, LED).
Znane są cywilizacje, które w swoich językach nie mają zaimków dzierżawczych. Ich postrzeganie jest zupełnie inne. Przedmioty po prostu są. I tyle.
Gdy nie znamy jakiegoś języka obcego i ktoś powie do nas coś bardzo obraźliwego w tym właśnie języku, nie obrazimy się, ponieważ nie wiemy co to znaczy. Nie obrazimy SIĘ. Samo to, że ten czasownik jest zwrotny już daje wiele do myślenia. Usłyszymy pod naszym adresem "ty *****!" i obrażamy się obrazami, które sobie wyobrażamy w reakcji na te słowa. Ale nie to jest najważniejsze. Skoro nie obrazisz się za słowo, którego nie znasz, oznacza to tyle, że słowo nie ma atrybutu "obrażanie". Jeżeli oglądamy zdjęcie i każdy stwierdza, że to zdjęcie jest zbyt jaskrawe, możemy dostrzec, że zdjęcie ma atrybut "kontrast", który jest wysoki. Jeżeli jeden obrazi się za słowo "burak", a drugi nie, to znaczy, że słowo nie ma atrybutu "obrażanie".
Czy zbiór literek na ekranie w przykrej wiadomości może ranić? To tylko kilka bajtów. Dlaczego się ranisz tym co myślisz, gdy czytasz te literki?
Na deser fragment książki OSHO - "Świadomość. Klucz do życia w równowadze":
Ktoś przychodzi, chwali cię, twoje ego rozdyma się i czujesz się świetnie… A za chwilę nadejdzie ktoś, kto przekłuje cię jak szpilką i będziesz leżał płasko na podłodze.Nie jesteś panem samego siebie. Każdy może cię obrazić, zasmucić, zezłościć, zirytować, zniecierpliwić, sprowokować do walki, wywołać twoje szaleństwo.
Tak samo, zresztą, ktoś inny może cię pochwalić, sprawić, że wzniesiesz się na wyżyny, poczujesz się najważniejszy, lepszy nawet od Aleksandra Wielkiego. I zgodnie z tymi manipulacjami, ty reagujesz w taki lub inny sposób. Tego nie można nazwać działaniem.
Budda przechodził przez wioskę. Grupa ludzi zebrała się i zaczęła go obrażać. Obrzucali go wszystkimi obelgami, jakie tylko mogli wymyślić. Budda zatrzymał się, słuchał w ciszy, z wielką uwagą, a następnie powiedział:
- Dzięki, że przyszliście tutaj. Niestety, dzisiaj mam mało czasu, ponieważ czekają na mnie ludzie w sąsiedniej wiosce. Jutro rano, kiedy będę wracał, będę miał dla was więcej czasu. Zbierzcie się jutro i powiedzcie mi wszystko to, czego dziś już nie mam czasu wysłuchać. Bardzo przepraszam i do zobaczenia jutro.
Ci ludzie nie mogli uwierzyć własnym uszom i oczom: Budda ani się nie zdenerwował, ani nie poczuł się obrażony. Jeden z nich zapytał:
- Nie słyszałeś co do ciebie mówiliśmy? Obrażaliśmy cię najgorszymi słowy, a ty nawet nie zareagowałeś!
Budda odrzekł:
- Jeśli chcieliście mojej reakcji, to spóźniliście się o jakieś dziesięć lat. Teraz już nie jestem niewolnikiem, lecz panem samego siebie. Zachowuję się zgodnie z samym sobą, nie poddaję się manipulacji innych ludzi. Robię wszystko zgodnie z moimi potrzebami wewnętrznymi. Nie jesteście w stanie do niczego mnie zmusić. Wszystko jest w porządku – chcieliście mnie obrażać, obrażaliście mnie. Czujcie się spełnieni; wykonaliście swoje zadanie doskonale. Jeśli zaś chodzi o mnie, to nie przyjmuję waszych obelg, a jeśli ich nie przyjmuję, to nie mają one dla mnie żadnego znaczenia.
Kiedy ktoś cię obraża, musisz stać się odbiorcą, musisz zaakceptować to, co mówi; jedynie wtedy rodzi się twoja reakcja. Jednak, jeżeli nie zaakceptujesz, jeżeli jesteś ponad te obelgi, trzymasz dystans, zachowujesz spokój – co można ci zrobić?
Budda mówi: Można rzucić płonącą pochodnię do rzeki. Będzie płonęła dopóki nie zatonie. Później – nie ma ognia, rzeka pozostaje chłodna. Trzeba stać się jak rzeka. Rzucacie obelgi, są one jak ogień, ale z chwilą gdy do mnie dochodzą, gasną. Nie ranią. Rzucacie ciernie, kiedy docierają do mnie – zakwitają. Zachowuję się zgodnie z moją wrodzoną naturą.
Na tym polega bycie spontanicznym.
Człowiek świadomy rozumie, działa. Człowiek nieświadomy reaguje jak maszyna. Ale rzecz nie tylko w tym, że człowiek świadomy po prostu obserwuje – obserwowanie, to zaledwie jeden z aspektów jego jaźni. Nie podejmuje działania bez obserwacji. Ale nie zrozum mnie źle – całe Indie, na przykład, nie umiały pojąć człowieka takiego jak Budda. Dlatego ten kraj stał się taki pasywny. Sądząc, że wszyscy wielcy mistrzowie nakazują: „Siedź w ciszy!” cały kraj stał się leniwy, niedbały. Stracił energię, witalność, życie. Stał się tępy, nieinteligentny; inteligencja bowiem ostrzy się jedynie w działaniu.
Kiedy działasz z chwili na chwilę, w pełni świadomie i uważnie, rodzi się w tobie wielka inteligencja. Zaczynasz jaśnieć, błyszczeć, stajesz się rozświetlony. To zdarza się dzięki dwóm rzeczom: obserwacji i działaniu będącym wynikiem obserwacji. Jeśli obserwacja nie niesie za sobą żadnego działania – popełniasz samobójstwo.
Obserwowanie powinno prowadzić do działania, do nowego sposobu działania. Wprowadza ono do działania nową jakość. Obserwujesz, jesteś całkiem spokojny i milczący. Dokładnie widzisz jaka jest sytuacja i dzięki temu rodzi się twoja odpowiedź. Człowiek świadomy odpowiada, nie odreagowywuje. Jego działanie bierze się ze świadomości, nie z twojej nim manipulacji. Oto różnica. Toteż między obserwacją a spontanicznością nie ma żadnej sprzeczności. Obserwacja to początek spontaniczności, spontaniczność to wynik obserwacji.
Człowiek, który naprawdę rozumie, działa doskonale, pełnią siebie, dzięki temu, że działa natychmiast, w tej samej chwili, z głębi swej świadomości. Jest jak lustro. Człowiek zwykły, nieświadomy, nie jest jak lustro tylko jak naświetlona klisza. Jaka jest między nimi różnica? Klisza, raz naświetlona, staje się bezużyteczna. Docierają do niej wrażenia, zostają utrwalone – stają się fotografią. Ale trzeba pamiętać, że fotografia to nie jest rzeczywistość. Rzeczywistość się rozwija. Możesz zrobić zdjęcie róży w pąku. Jutro zdjęcie będzie takie samo, ale jeśli porównasz je z różą – ona już się zmieniła. Jedne róże odchodzą, inne się pojawiają, zdarzają się tysiące rzeczy.
Życie nigdy nie jest statyczne, wciąż się zmienia. Twój umysł działa jak aparat fotograficzny – robi zdjęcia, tworzy albumy. I na podstawie tych zdjęć, ty reagujesz. Czyli nigdy nie jesteś prawdziwy w stosunku do życia. Cokolwiek robisz, jest to złe. Powtarzam:wszystko, co robisz jest złe. Nigdy nie pasuje do danej chwili.
sobota, 16 kwietnia 2011
Poznawać siebie w związku
Ten post jest kopią pytań i odpowiedzi na blogu Sztuka Bycia Gejem. Są to myśli tak cenne, że postanowiłem stworzyć z nich wpis na swoim blogu, otrzymawszy wcześniej zgodę DreamWalkera. Zgadzam się z nimi w 100%.
DreamWalker:
Ludzie nienawidzą tego, od czego są zależni.
Ale mimo to związki są sensowne - dopóki je robimy. Bo dzięki interakcji z drugą osobą, poznajemy własne wnętrze. A to daje nam szansę, by się uczyć.
Pytanie: czy chcemy?
Czy chcemy się uczyć? Czy chcemy poznawać siebie? Czy chcemy uwolnić się od tych ograniczających schematów?
Marcin:
Czy można z kimś być, kochać go i choć w małym stopniu się nie uzależnić czy przywiązać? Jak więc zbudować związek oparty na miłości bez uzależniania się od drugiej osoby?
DreamWalker:
Zbudować związek oparty na miłości z SAMYM SOBĄ. Wtedy dopiero nie będziesz potrzebował drugiej osoby. I tylko i wyłącznie wtedy będziesz mógł ją pokochać taką, jaka jest.
W momencie, gdy wierzymy w myśl, że potrzebujemy drugiej osoby do czegoś, staramy się tą osobę zmanipulować tak, by pasowała do naszego wyobrażenia. To dzieje się zawsze - czy to sobie uświadamiamy, czy też nie. To tresowanie za pomocą wkurzenia, to robienie pięknych oczu, płacz, by ktoś zmienił swoje zachowanie. Mamy w palecie tysiące sztuczek, by wpływać na innych i jednocześnie oszukiwać siebie, że wcale tego nie robimy.
Stwórz idealny związek z samym sobą. Wtedy odkryjesz miłość w sobie. W sobie znajdziesz idealne wsparcie w każdej sytuacji. To sprawi, że przestaniesz wymagać od swojego partnera czegokolwiek i pozwolisz mu rozkwitnąć - by był taki, jaki chce być. Wtedy może odejść, może zostać, może z Tobą być lub nie - to nie ma znaczenia. W końcu zrozumiesz, że prawdziwa miłość to taka, która wspiera odchodzącego partnera i pozostaje radosna. Miłość - ta prawdziwa, idąca z czystego serca, a nie z uzależnionego umysłu - jest bezwarunkowa. Daje drugiej osobie bezgraniczną wolność. Prawdziwa miłość nie kocha, bo [coś tam]. Prawdziwa miłość kocha, bo kocha. To wszystko. Gdy odkrywasz, że sam jesteś partnerem, na którego czekałeś całe swoje życie, nikt nie jest Ci już potrzebny do szczęścia.
DreamWalker:
Ludzie nienawidzą tego, od czego są zależni.
Ale mimo to związki są sensowne - dopóki je robimy. Bo dzięki interakcji z drugą osobą, poznajemy własne wnętrze. A to daje nam szansę, by się uczyć.
Pytanie: czy chcemy?
Czy chcemy się uczyć? Czy chcemy poznawać siebie? Czy chcemy uwolnić się od tych ograniczających schematów?
Marcin:
Czy można z kimś być, kochać go i choć w małym stopniu się nie uzależnić czy przywiązać? Jak więc zbudować związek oparty na miłości bez uzależniania się od drugiej osoby?
DreamWalker:
Zbudować związek oparty na miłości z SAMYM SOBĄ. Wtedy dopiero nie będziesz potrzebował drugiej osoby. I tylko i wyłącznie wtedy będziesz mógł ją pokochać taką, jaka jest.
W momencie, gdy wierzymy w myśl, że potrzebujemy drugiej osoby do czegoś, staramy się tą osobę zmanipulować tak, by pasowała do naszego wyobrażenia. To dzieje się zawsze - czy to sobie uświadamiamy, czy też nie. To tresowanie za pomocą wkurzenia, to robienie pięknych oczu, płacz, by ktoś zmienił swoje zachowanie. Mamy w palecie tysiące sztuczek, by wpływać na innych i jednocześnie oszukiwać siebie, że wcale tego nie robimy.
Stwórz idealny związek z samym sobą. Wtedy odkryjesz miłość w sobie. W sobie znajdziesz idealne wsparcie w każdej sytuacji. To sprawi, że przestaniesz wymagać od swojego partnera czegokolwiek i pozwolisz mu rozkwitnąć - by był taki, jaki chce być. Wtedy może odejść, może zostać, może z Tobą być lub nie - to nie ma znaczenia. W końcu zrozumiesz, że prawdziwa miłość to taka, która wspiera odchodzącego partnera i pozostaje radosna. Miłość - ta prawdziwa, idąca z czystego serca, a nie z uzależnionego umysłu - jest bezwarunkowa. Daje drugiej osobie bezgraniczną wolność. Prawdziwa miłość nie kocha, bo [coś tam]. Prawdziwa miłość kocha, bo kocha. To wszystko. Gdy odkrywasz, że sam jesteś partnerem, na którego czekałeś całe swoje życie, nikt nie jest Ci już potrzebny do szczęścia.
Forteca głupców
Jest taka reguła w technikach wpływu na ludzi, która nazywa się regułą zaangażowania i konsekwencji. Gdy uprzytomniłem sobie jak bardzo ten mechanizm działał w moim przypadku, nie mogłem uwierzyć, że skala tego zjawiska była u mnie tak wielka.
O co chodzi? Już wyjaśniam.
Jest to w gruncie rzeczy sprawa dość prosta: im bardziej i dłużej się w coś angażujemy, tym trudniej przychodzi nam przerwanie tego co robimy. Od małego jesteśmy uczeni by być konsekwentnymi. Ile razy słyszałeś: "jak już zacząłeś to dokończ", "jeśli się powiedziało A, trzeba powiedzieć B". Otóż czasem okazuje się, że jest to góralska prawda, ale nie każdy o tym wie. Wielu ludzi męczy się na studiach, odkrywając np. na drugim roku, że to nie jest kierunek dla nich, bądź w ogóle nie mają ochoty na studia. Jednak presja rodziny, która zainwetowała pieniądze w Twoje studia jest tak wielka, że trudno jest wycofać się z tej drogi i obrać nową. "Bo zmarnujesz pieniądze i nasz wysiłek..." Znowu góralska prawda. Pieniądze zostały wydane na wiedzę i doświadczenie życiowe, które masz w obecnej chwili. Nic nie zostało stracone.
Z tego samego powodu ludzie męczą się w bardzo trudnych związkach.
Bywa... ba... nawet bardzo często tak jest... ba... nawet prawie zawsze, że ludzie robią wszystko, żeby:
a) nie myśleć - nie dopuścić do swoich głów myśli i wniosków, które zagrażałyby ich postrzeganiu rzeczywistości,
b) potwierdzać swoją wersję rzeczywistości - spośród groma artykułów psychologicznych, będą zwracać uwagę jedynie na te, które pasują do ich poglądów.
I tak ludzie tkwią w swojej fortecy głupców broniąc się.
To dlatego konserwatyści są nierzadko agresywni wobec ludzi postępowych. Oto może się okazać, że ich wizja świata nie jest prawdziwa, a przecież nie może tak być! Trzeba zatem walczyć z cywilizacją śmierci! Oto okazałoby się, że droga na którą weszli jest błędna... I tak próbując się chronić przed koniecznością bycia niekonsekwentymi, co oznaczałoby konieczność zejścia z obranej drogi, zmiany poglądów, itp., próbują całemu światu udowadniać, że to oni mają rację.
Pojawia się tu kolejna ciekawostka: najbardziej przekonywać innych chcą ci, którzy sami nie są do końca przekonani o tym, co mówią.
Przyjrzyj się sobie. To działa u każdego. Z pewnością i Ty odkryjesz w sobie ten mechanizm. To pierwszy krok do tego by przejąć nad nim kontrolę.
O co chodzi? Już wyjaśniam.
Jest to w gruncie rzeczy sprawa dość prosta: im bardziej i dłużej się w coś angażujemy, tym trudniej przychodzi nam przerwanie tego co robimy. Od małego jesteśmy uczeni by być konsekwentnymi. Ile razy słyszałeś: "jak już zacząłeś to dokończ", "jeśli się powiedziało A, trzeba powiedzieć B". Otóż czasem okazuje się, że jest to góralska prawda, ale nie każdy o tym wie. Wielu ludzi męczy się na studiach, odkrywając np. na drugim roku, że to nie jest kierunek dla nich, bądź w ogóle nie mają ochoty na studia. Jednak presja rodziny, która zainwetowała pieniądze w Twoje studia jest tak wielka, że trudno jest wycofać się z tej drogi i obrać nową. "Bo zmarnujesz pieniądze i nasz wysiłek..." Znowu góralska prawda. Pieniądze zostały wydane na wiedzę i doświadczenie życiowe, które masz w obecnej chwili. Nic nie zostało stracone.
Z tego samego powodu ludzie męczą się w bardzo trudnych związkach.
Bywa... ba... nawet bardzo często tak jest... ba... nawet prawie zawsze, że ludzie robią wszystko, żeby:
a) nie myśleć - nie dopuścić do swoich głów myśli i wniosków, które zagrażałyby ich postrzeganiu rzeczywistości,
b) potwierdzać swoją wersję rzeczywistości - spośród groma artykułów psychologicznych, będą zwracać uwagę jedynie na te, które pasują do ich poglądów.
I tak ludzie tkwią w swojej fortecy głupców broniąc się.
To dlatego konserwatyści są nierzadko agresywni wobec ludzi postępowych. Oto może się okazać, że ich wizja świata nie jest prawdziwa, a przecież nie może tak być! Trzeba zatem walczyć z cywilizacją śmierci! Oto okazałoby się, że droga na którą weszli jest błędna... I tak próbując się chronić przed koniecznością bycia niekonsekwentymi, co oznaczałoby konieczność zejścia z obranej drogi, zmiany poglądów, itp., próbują całemu światu udowadniać, że to oni mają rację.
Pojawia się tu kolejna ciekawostka: najbardziej przekonywać innych chcą ci, którzy sami nie są do końca przekonani o tym, co mówią.
Przyjrzyj się sobie. To działa u każdego. Z pewnością i Ty odkryjesz w sobie ten mechanizm. To pierwszy krok do tego by przejąć nad nim kontrolę.
piątek, 8 kwietnia 2011
Ego i miłość
"Nasze ego ma tendencję do nadymania się. Ludzie celowo komplikują życie, by wzmacniać ego. Starają się podkreślać wagę swojej osoby w różnych dziedzinach życia. Także psychologia nastawiona jest na wzmacnianie ego."
Wpadłem dziś w internecie na świetną książkę i już sam jej opis natchnął mnie do napisania nowej notki.
Ego. Wytwór Twojej fantazji. Tej nieświadomej. Czy jesteś jego zakładnikiem? Kochasz by podbudować ego? Kochasz za coś? Jeśli Twoja odpowiedź brzmi "tak", oznacza to, że nie kochasz, a jedynie realizujesz potrzeby dla Twojego ego. Ego może być zawsze głodne. Możesz nigdy go nie nasycić. Ciągle coś będzie nie tak, będziesz chciał więcej, lepiej, itd.
Kochanie za wygląd, kochanie za cechę charakteru, kochanie za komplementy, kochanie za, za, za... To wszystko miłości egotyczne, będące zaprzeczeniem miłości rzeczywistej.
W pracy nad sobą dostrzegłem, że miłość to stan naturalny. Bezwarunkowa akceptacja rzeczywistości i niezmienialnych faktów jest miłością. Potrzeby nierzadko są źródłem cierpienia. Nie bez powodu Budda nawoływał do wyrzeczenia się potrzeb. Oznacza to życie tu i teraz. Tak po prostu.
Ego, ten Twór, któremu pozwalasz przejąć kontrolę nad swoim życiem, zniekształca rzeczywistość w Twoich oczach. Fałszuje ją. Nakłada filtry i ograniczające przekoania. Nie twierdzę, że ego jest zbędne. Wręcz przeciwnie - może się przydawać. Pod warunkiem, że to Ty kontrolujesz ego, a nie ego Ciebie.
Ego często komplikuje życie. Oczywiście tylko w egotycznych mózgach, bo życie jest zawsze takie samo.
Jestem zachwycony tym odkryciem, bo wyobrażając sobie jak wyglądałoby moje życie, gdybym miał wcześniej tę świadomość, jawią mi się piękne obrazy, które wywołują we mnie bardzo dobry nastrój (wywołuję ten nastrój w reakcji na obrazy, które sobie wyobrażam).
Mam w sobie niesamowity potencjał miłości, ciepła i zrozumienia dla każdego, kto chce tego doświadczyć. Nie zrozum mnie źle - nie oznacza to, że pokocham pierwszego lepszego chłopaka. Miłość ma wiele twarzy.
Nie mam wrogów. Nigdy nie miałem. Odpowiadam za siebie. Tyle mogę robić :-)
Książka, o której na początku napisałem to :
OSHO - "Księga ego"
Wpadłem dziś w internecie na świetną książkę i już sam jej opis natchnął mnie do napisania nowej notki.
Ego. Wytwór Twojej fantazji. Tej nieświadomej. Czy jesteś jego zakładnikiem? Kochasz by podbudować ego? Kochasz za coś? Jeśli Twoja odpowiedź brzmi "tak", oznacza to, że nie kochasz, a jedynie realizujesz potrzeby dla Twojego ego. Ego może być zawsze głodne. Możesz nigdy go nie nasycić. Ciągle coś będzie nie tak, będziesz chciał więcej, lepiej, itd.
Kochanie za wygląd, kochanie za cechę charakteru, kochanie za komplementy, kochanie za, za, za... To wszystko miłości egotyczne, będące zaprzeczeniem miłości rzeczywistej.
W pracy nad sobą dostrzegłem, że miłość to stan naturalny. Bezwarunkowa akceptacja rzeczywistości i niezmienialnych faktów jest miłością. Potrzeby nierzadko są źródłem cierpienia. Nie bez powodu Budda nawoływał do wyrzeczenia się potrzeb. Oznacza to życie tu i teraz. Tak po prostu.
Ego, ten Twór, któremu pozwalasz przejąć kontrolę nad swoim życiem, zniekształca rzeczywistość w Twoich oczach. Fałszuje ją. Nakłada filtry i ograniczające przekoania. Nie twierdzę, że ego jest zbędne. Wręcz przeciwnie - może się przydawać. Pod warunkiem, że to Ty kontrolujesz ego, a nie ego Ciebie.
Ego często komplikuje życie. Oczywiście tylko w egotycznych mózgach, bo życie jest zawsze takie samo.
Jestem zachwycony tym odkryciem, bo wyobrażając sobie jak wyglądałoby moje życie, gdybym miał wcześniej tę świadomość, jawią mi się piękne obrazy, które wywołują we mnie bardzo dobry nastrój (wywołuję ten nastrój w reakcji na obrazy, które sobie wyobrażam).
Mam w sobie niesamowity potencjał miłości, ciepła i zrozumienia dla każdego, kto chce tego doświadczyć. Nie zrozum mnie źle - nie oznacza to, że pokocham pierwszego lepszego chłopaka. Miłość ma wiele twarzy.
Nie mam wrogów. Nigdy nie miałem. Odpowiadam za siebie. Tyle mogę robić :-)
Książka, o której na początku napisałem to :
OSHO - "Księga ego"
wtorek, 5 kwietnia 2011
Fikcje umysłu
...czyli trochę o filtrach.
Wróciłem wczoraj do domu po pracy. Zacząłem gotować obiad, zajrzałem do lodówki... i poczułem się szczęśliwy. Popatrzyłem na margarynę stojącą na półce, a potem inne produkty. Zobaczyłem, że są. Że są w lodówce, a lodówka przede mną. W mieszkaniu. Mam dach nad głową. Pracę. Przyjaciół. Pomyślałem sobie: "jak dobrze, że mam to wszystko". To było prawdziwe. To była rzeczywistość. To, co poczułem, to doświadczanie chwili tu i teraz. Carpe diem. Tak. Właśnie o to chodziło Epikurowi. Jestem tego pewien. Serce rośnie, zieleni się. Tak wiosennie.
Czy kiedykolwiek poczułeś coś takiego? Wielu ludzi dąży do szczęścia. Pytanie brzmi: czym ono jest? Odpowiedz jest bardzo prosta: tym co masz tu i teraz.
Tymczasem Twój umysł potrafi Cię zrobić w konia. Być może robi to także teraz. Myślisz, że jak będziesz miał nową komórkę, fajne auto, lepszą pracę, zajebistego faceta, to będziesz szczęśliwy? Wiesz, górale znają trzy rodzaje prawd i to jest właśnie ta trzecia :-)
Nie wiem czy da się tego nauczyć. Ja to odkryłem i to jest absolutnie fantastyczne uczucie.
Dopóki myślisz o czymś innym - przyszłości, przeszłości - nie możesz być szczęśliwy.
Umysł ma to do siebie, że potwierdza Twoją wersję rzeczywistości, choćbyś nie wiem co sobie wymyślił. Jeżeli będziesz wierzyć, że geje to "przegięte cioty", wszystkich zniewieściałych facetów będziesz uważał za gejów i sam gej jako taki będzie Ci się kojarzył z "przegiętą ciotą". Umysł działa poprzez wcześniej zdefiniowany filtr.
Ostatnio kolega powiedział mi, że czerwone trampki są modne. Zdziwiłem się, bo jakoś nie zauważyłem tego. Nawet specjalnie zacząłem się przyglądać w czym ludzie chodzą. Pewnie gdybym też miał przekoananie, że czerwone trampki są modne, to widząc jedne czerwone trampki na dwadzieścia innych par butów, uznałbym, że są modne. Niczego takiego jednak nie mogłem stwierdzić. Widzisz to, co chcesz widzieć, w ten sposób utwierdzasz się, trwasz w swojej wersji rzeczywistości.
To dlatego wielu ludzi do końca życia wierzy w przeróżne stereotypy, ograniczające przekonania czy walczy z wyimaginowanymi wrogami (vide przywódca pewnej partii w Polsce). Umysł tego człowieka kształtował się, gdy było realne zagrożenie. Gdy trzeba było walczyć. Dziś tego zagrożenia nie ma, a on walczy dalej. Dlatego, że wciąż widzi "szarą sieć". Wciąż patrzy poprzez filtry z przeszłości nie doświadczając życia tu i teraz.
Dlatego też zachęcam Cię byś zrzucił balast ograniczających przekonań, filtrów, zakwestionuj myśli, które sprawiają, że czujesz się źle i zacznij żyć tu i teraz. Zwracaj uwagę na fantastyczne szczegóły dookoła, a pewnego dnia poczujesz to, co ja wczoraj. Prawdziwe, wszechograniające szczęście.
Świat jest pełen uśmiechu. Jak mówi pewne genialne skądinąd hasło reklamowe: "radość jest zawsze pierwsza na mecie" :-)
Wróciłem wczoraj do domu po pracy. Zacząłem gotować obiad, zajrzałem do lodówki... i poczułem się szczęśliwy. Popatrzyłem na margarynę stojącą na półce, a potem inne produkty. Zobaczyłem, że są. Że są w lodówce, a lodówka przede mną. W mieszkaniu. Mam dach nad głową. Pracę. Przyjaciół. Pomyślałem sobie: "jak dobrze, że mam to wszystko". To było prawdziwe. To była rzeczywistość. To, co poczułem, to doświadczanie chwili tu i teraz. Carpe diem. Tak. Właśnie o to chodziło Epikurowi. Jestem tego pewien. Serce rośnie, zieleni się. Tak wiosennie.
Czy kiedykolwiek poczułeś coś takiego? Wielu ludzi dąży do szczęścia. Pytanie brzmi: czym ono jest? Odpowiedz jest bardzo prosta: tym co masz tu i teraz.
Tymczasem Twój umysł potrafi Cię zrobić w konia. Być może robi to także teraz. Myślisz, że jak będziesz miał nową komórkę, fajne auto, lepszą pracę, zajebistego faceta, to będziesz szczęśliwy? Wiesz, górale znają trzy rodzaje prawd i to jest właśnie ta trzecia :-)
Nie wiem czy da się tego nauczyć. Ja to odkryłem i to jest absolutnie fantastyczne uczucie.
Dopóki myślisz o czymś innym - przyszłości, przeszłości - nie możesz być szczęśliwy.
Umysł ma to do siebie, że potwierdza Twoją wersję rzeczywistości, choćbyś nie wiem co sobie wymyślił. Jeżeli będziesz wierzyć, że geje to "przegięte cioty", wszystkich zniewieściałych facetów będziesz uważał za gejów i sam gej jako taki będzie Ci się kojarzył z "przegiętą ciotą". Umysł działa poprzez wcześniej zdefiniowany filtr.
Ostatnio kolega powiedział mi, że czerwone trampki są modne. Zdziwiłem się, bo jakoś nie zauważyłem tego. Nawet specjalnie zacząłem się przyglądać w czym ludzie chodzą. Pewnie gdybym też miał przekoananie, że czerwone trampki są modne, to widząc jedne czerwone trampki na dwadzieścia innych par butów, uznałbym, że są modne. Niczego takiego jednak nie mogłem stwierdzić. Widzisz to, co chcesz widzieć, w ten sposób utwierdzasz się, trwasz w swojej wersji rzeczywistości.
To dlatego wielu ludzi do końca życia wierzy w przeróżne stereotypy, ograniczające przekonania czy walczy z wyimaginowanymi wrogami (vide przywódca pewnej partii w Polsce). Umysł tego człowieka kształtował się, gdy było realne zagrożenie. Gdy trzeba było walczyć. Dziś tego zagrożenia nie ma, a on walczy dalej. Dlatego, że wciąż widzi "szarą sieć". Wciąż patrzy poprzez filtry z przeszłości nie doświadczając życia tu i teraz.
Dlatego też zachęcam Cię byś zrzucił balast ograniczających przekonań, filtrów, zakwestionuj myśli, które sprawiają, że czujesz się źle i zacznij żyć tu i teraz. Zwracaj uwagę na fantastyczne szczegóły dookoła, a pewnego dnia poczujesz to, co ja wczoraj. Prawdziwe, wszechograniające szczęście.
Świat jest pełen uśmiechu. Jak mówi pewne genialne skądinąd hasło reklamowe: "radość jest zawsze pierwsza na mecie" :-)
piątek, 1 kwietnia 2011
Spójnym być
Poznałem kiedyś chłopaka, który mnie tak omotał, że wierzyłem w każde kłamstwo. Mimo, że intuicja podpowiadała mi, żebym weryfikował to co on mówi, nie robiłem tego. Do czasu. Pewnego dnia wyszło g.wno z powidła.
Przepłakałem całą noc, nie mogłem uwierzyć w ludzką podłość...
Jak to jest, że czasem tak trudno mu zaufać pomimo jasnych deklaracji z tej jego strony, że wszystko jest ok, chociaż w przypadku innej osoby wiesz, że nie miałbyś tego problemu?
Dlaczego coś ciągle nie daje Ci spokoju?
Mówisz mu o tym, a on się denerwuje...
Możesz to zwalić na sygnalizowanie mu braku zaufania. Czy jednak ktoś, komu nic takiego nie chodzi po głowie, będzie się denerwował, czy może przytuli Cię i po raz n-ty zapewni, że wszystko jest w porządku?
Zrozumienie i akceptacja to fundament związku równorzędny z zaufaniem. Zaufanie można zbudować. Jeśli jest zrozumienie i akceptacja, a te z kolei mogą się pojawić, gdy jest zaufanie.
Jednak od czegoś trzeba wyjść najpierw.
Miałem też taki związek, z którego nie zapamiętałem żadnej kłótni. Półtora roku przy dużej różnicy wieku. Ktoś by powiedział, że relacje były idealne. Pewnego dnia gdy dowiedziałem się pewnej rzeczy z przeszłości od tego człowieka, przytuliłem go i powiedziałem, że nie ma to już znaczenia, bo zdarzyło się dawno. Widziałem, że mu ciężko. A mi było lekko. Byłem mu wdzięczny za empatię i szczerość. Sypnęło się, bo... nie było iskry, głębi, nazwij to jak chcesz, ale po dziś dzień jesteśmy przyjaciółmi (już nie - 18.04.2012).
Nasze umysły robią nam niesamowite, jak to określa DreamWalker, "haluny" - matrix, z którego warto się wyrwać.
Zatem jak to jest w końcu, że raz Ci się udaje ufać, a innym razem nie?
Jest coś takiego jak spójność wewnętrzna. Będąc spójnym - gdy umysł pozostaje w zgodzie z sercem, gdy jesteś pewien swoich myśli, gdy wiesz czego chcesz - wysyłasz podświadomie sygnały "jestem godny zaufania". Druga osoba również podświadomie czuje, że wszystko gra.
Gdy jednak spójności brak i pojawiają się (albo uaktywniają stare, wygaszone kiedyś) konflikty wewnętrzne, gdy nie wiesz czego chcesz i sam ze sobą toczysz w umyśle wojny, wysyłasz tyle sprzecznych sygnałów, że prędzej czy później doprowadzi to do destrukcji związku.
Po ostatnim rozpadzie związku czułem się jak dramatycznie źle. I wiesz co? Zacząłem wtedy robić wszystko to, czego wcześniej się bałem i co budziło mój lęk. Tak pokonałem część swoich demonów, choć pewnie nie wszystkie. I nawet nie uzależniłem się od papierosów pomimo tego, że na poziomie świadomym chyba trochę chciałem (jakkolwiek dziwnie to może brzmieć) :-)
Wracając do rzeczy, właśnie te sprzeczne podświadome sygnały wywołują wątpliwości, obawy i lęki, które racjonalizujesz i na poziomie świadomym upatrujesz przyczyn gdzie indziej. Walczysz z drugą osobą widząc w niej siebie samego (projekcja).
Dlatego zachęcam Cię, drogi Internauto, żyj w zgodzie ze sobą :-)
"Jeśli umysł jest piękny, wszystko jest piękne" - Byron Katie.
Przepłakałem całą noc, nie mogłem uwierzyć w ludzką podłość...
Jak to jest, że czasem tak trudno mu zaufać pomimo jasnych deklaracji z tej jego strony, że wszystko jest ok, chociaż w przypadku innej osoby wiesz, że nie miałbyś tego problemu?
Dlaczego coś ciągle nie daje Ci spokoju?
Mówisz mu o tym, a on się denerwuje...
Możesz to zwalić na sygnalizowanie mu braku zaufania. Czy jednak ktoś, komu nic takiego nie chodzi po głowie, będzie się denerwował, czy może przytuli Cię i po raz n-ty zapewni, że wszystko jest w porządku?
Zrozumienie i akceptacja to fundament związku równorzędny z zaufaniem. Zaufanie można zbudować. Jeśli jest zrozumienie i akceptacja, a te z kolei mogą się pojawić, gdy jest zaufanie.
Jednak od czegoś trzeba wyjść najpierw.
Miałem też taki związek, z którego nie zapamiętałem żadnej kłótni. Półtora roku przy dużej różnicy wieku. Ktoś by powiedział, że relacje były idealne. Pewnego dnia gdy dowiedziałem się pewnej rzeczy z przeszłości od tego człowieka, przytuliłem go i powiedziałem, że nie ma to już znaczenia, bo zdarzyło się dawno. Widziałem, że mu ciężko. A mi było lekko. Byłem mu wdzięczny za empatię i szczerość. Sypnęło się, bo... nie było iskry, głębi, nazwij to jak chcesz, ale po dziś dzień jesteśmy przyjaciółmi (już nie - 18.04.2012).
Nasze umysły robią nam niesamowite, jak to określa DreamWalker, "haluny" - matrix, z którego warto się wyrwać.
Zatem jak to jest w końcu, że raz Ci się udaje ufać, a innym razem nie?
Jest coś takiego jak spójność wewnętrzna. Będąc spójnym - gdy umysł pozostaje w zgodzie z sercem, gdy jesteś pewien swoich myśli, gdy wiesz czego chcesz - wysyłasz podświadomie sygnały "jestem godny zaufania". Druga osoba również podświadomie czuje, że wszystko gra.
Gdy jednak spójności brak i pojawiają się (albo uaktywniają stare, wygaszone kiedyś) konflikty wewnętrzne, gdy nie wiesz czego chcesz i sam ze sobą toczysz w umyśle wojny, wysyłasz tyle sprzecznych sygnałów, że prędzej czy później doprowadzi to do destrukcji związku.
Po ostatnim rozpadzie związku czułem się jak dramatycznie źle. I wiesz co? Zacząłem wtedy robić wszystko to, czego wcześniej się bałem i co budziło mój lęk. Tak pokonałem część swoich demonów, choć pewnie nie wszystkie. I nawet nie uzależniłem się od papierosów pomimo tego, że na poziomie świadomym chyba trochę chciałem (jakkolwiek dziwnie to może brzmieć) :-)
Wracając do rzeczy, właśnie te sprzeczne podświadome sygnały wywołują wątpliwości, obawy i lęki, które racjonalizujesz i na poziomie świadomym upatrujesz przyczyn gdzie indziej. Walczysz z drugą osobą widząc w niej siebie samego (projekcja).
Dlatego zachęcam Cię, drogi Internauto, żyj w zgodzie ze sobą :-)
"Jeśli umysł jest piękny, wszystko jest piękne" - Byron Katie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony