piątek, 26 października 2012

||||||||||||||||

I stało się. Jeden impuls, chwila, i zrobione... Skasowałem swoje profile w różnych serwisach i na facebooku. Nie powiem, to trudny krok, ale jutro obudzę się w realnym świecie, ten wirtualny pozostawiając tylko we wspomnieniach, niezbyt zresztą dobrych. Zmierzę się z żalem, tęsknotami i lękami sam na sam. Wezmę je na rogi jak byk torreadora. Nie potrzebuję nikogo w tej walce, zresztą nie sądzę, zeby ktoś był w stanie mi w tym pomóc.

Mam swoją upragnioną jazdę bez trzymanki, emocjonalny skok na bungee, podczas którego wiatr wieje tak mocno, że łzy nie trzymają się policzków.

Być może będę miał w końcu czas, by nie spóźniać się do pracy, na bieżąco uczyć z hiszpańskiego i spotykać z ludźmi, dla których miałem czasu niewiele.
Cokolwiek będzie, będzie wielka zmiana, a o to przecież chodziło.
Zawieszam też pisanie bloga. Wierzę w człowieka, a nie w komputer. I niech to będzie moje credo na kolejny etap życia.

wtorek, 16 października 2012

Przy stoliku, w pamiętniku...

Dziwne. Wystarczy wyjąć długopis i kartkę, by myśli nie były już tak płynne.
Jestem tu. W tym Miejscu. Tu, gdzie zatrzymał się czas. Jestem bliższy wyciszenia i wewnętrznego spokoju niż kiedykolwiek. Nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczny, że kiedyś tu przyszliśmy.
Zapach, muzyka, nastrój. Sprawiają, że czuję się tu bardziej jak w domu, niż gdy jestem w "domu". I zdecydowanie lepiej jest mi tutaj samemu, niż z kimś innym niż Ty. Wiele razy próbowałem Tu kogoś przyprowadzić. Nawet się to kilka razy udało.
Zły, zły pomysł. To zabijanie czającej się Tu magii. Tu można przyjść tylko z kimś wyjątkowym.
Jeden łyk, a tyle wspomnień. Ciągle marzę. Ciągle wczoraj. I wciąż mam nadzieję, że siądziemy Tutaj pewnego dnia szczerze przepraszając się za wszystkie głupoty i złe rzeczy, które sobie wyrządziliśmy.
Mądrzejsi.

Wciąż marzę, że upiję się tutaj pewnego dnia z kimś wyjątkowym.. Upiję. Upiję. Na trzeźwo. Tak jak wtedy, gdy krzyknąłeś "Fuuuu!" widząc kamienicę pomalowaną na wzór budynków z "Ulicy Sezamkowej". Pamiętam więcej niż sądzisz.
Myślę o tym na nowo każdego dnia.

Przez chwilę byłem tam. Stan umysłu zbliżył mnie do tego, czego pragnę najbardziej na świecie. Każda nieliczona minuta zdawała się być niemal tak długa jak wtedy.
Nawet pogoda za drzwiami była taka sama.

Chciałbym wycisnąć z siebie maksimum dobrych emocji. Bardzo bym chciał.
Gdyby tej nocy miał nastąpić koniec świata, zostałbym tu.
W domu stworzonym przez wyobraźnię, magię, wspomnienia. I wysłałbym smsa. Najcieplejszego i najbogatszego w szczerą sympatię, jak tylko potrafiłbym przełożyć to na słowa. Bo dobre słowo waży więcej niż złe.
Przynajmniej dla mnie.

Ale nie nastąpi.

niedziela, 14 października 2012

Implozja rzeczywistości

Coś się zapadło jak przegnita podłoga. Wpadłem po pas w szambo i jedyną nadzieją na ratunek jest tak mocno pierdnąć, żeby odrzutem wyskoczyć z tej dziury. Karramba!
Szczam na to wszystko. I rzygam też. O kurwa, jaki jestem obrzydliwy i wulgarny, co?
A wiesz czemu?

Bo jedną tęsknoty i zmęczenie dają mi w kość. Bo rzekome znajomości zastąpiłem pustką, a maskę wesołka zdjąłem na weekend, by dotrzeć wgłąb.  Choć może powinienem napisać w głąb. Nie pociesza mnie nawet myśl, że znowu mam prawo do ulgowych biletów na MPK.

Jebana nić Ariadny pękła na długo zanim dotarłem do celu. Wpatruję się w zdjęcie puszki pandory w skali szarości. Nawet Andy Warhol nic ciekawego by na niej nie namalował.

Może Picasso walnąłby jakąś plamę na ścianie, która wyjaśniłaby dlaczego płaczę.
Może dlatego, że raz na dwa lata, chciałbym się do kogoś przytulić na nieco dłużej niż dziesięć sekund.

niedziela, 7 października 2012

Lubię sos BBQ


Od jakiegoś czasu, za każdym razem, gdy jestem w KFC, uparcie zamawiam sos barbecue, bo chcę go polubić. Wczoraj już jadłem go bez żadnego skrzywienia na twarzy, więc chyba się przyzwyczajam.
Naprzeciw mnie siedział niezwykle sympatyczny chłopak. Wyjątkowo dobrze czułem się w jego towarzystwie. Zostałem nawet poczęstowany tekstem: "mam wrażenie, jakbym znał cię nie jeden dzień, a kilka miesięcy". Uśmiechnąłem się w duchu na te słowa, bo prawie trzy lata temu sam powiedziałem komuś dokładnie to samo. "Zaprosiłbym cię na randkę, gdybyś nie był zajęty" - powiedziałem mu. Z jego twarzy nie znikał uśmiech. Mieliśmy się już spotkać parę miesięcy temu, ale nie wyszło. Tym razem spotkaliśmy się przypadkowo na Marszu Równości.

Tak to już jest, że co ma być, to będzie. Mieliśmy się poznać i w końcu się poznaliśmy. Mając tę świadomość spokojnie czekam na rozwój wydarzeń przerywając pseudoznajomości internetowe, które jakoś nigdy nie mogą się spełnić w świecie rzeczywistym. Nie wiedzieć czemu, mam na pęczki przykładów, gdzie ktoś nie może się spotkać, bo coś mu wypadło, bo boli go głowa, albo zmarł mu kuzyn sąsiada. Ewentualnie w nieskończoność odwleka tę chwilę jakby się bał, że zamiast mnie, na spotkanie przyjdzie kibol.
Nie rozumiem, po co mi ktoś truje dupę, skoro później nie chce się spotkać.

Tylko tutaj pojawia się mały problem. Gdy już utnę gg, bezowocną pisaninę w serwisach randkowych i włażenie na FB bez celu, to poczuję trochę jakby pustkę, z którą trzeba będzie się zmierzyć i z którą częściowo już się zmierzyłem podczas samotnego wyjazdu na wakacje. I to jest właśnie siła kontaktów wirtualnych. Dają Ci poczucie, że jesteś otoczony ludźmi, mimo że jesteś sam. Trochę to takie zaklinanie rzeczywistości. Narkotyk, który oszołomi Cię na moment, a iluzja rzeczywistości przezeń wywołana odseparuje Cię na chwilę od tego, co przykre. Od tego, czego nie chcesz.
Utrzymywanie kontaktów w świecie rzeczywistym jest trudniejsze, ale są one zdecydowanie bardziej wartościowe. Może zatem w dobie internetu, warto przyjąć zupełnie odmienny, niż większość, kierunek?

środa, 3 października 2012

pamparam

myśli
te co odeszły
dni
te co nie przyjdą
błyskawica żalu
powolna jakby obojętna
liść opada bez życia
na horyzoncie pustka
a wiatr przygania chmury
które płaczą za mnie

wrzesień 2003
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony