Rozumiem to doskonale.
Czasem z tego powodu wino jest moim najlepszym przyjacielem. Rzadko. Dziś jest akurat ten dzień. Wiele razy zabierałem się do pisania notatki. Wiele razy próbowałem wydobyć ze swojej głowy, z chaosu, natłoku myśli, coś konkretnego, by napisać notatkę na bardzo zaniedbany blog.
Udało siędopiero dziś.
Praca stała się nie tylko celem mojego życia, ale wręcz życiem. Wszystko obraca się wokół niej. Czuję się jak pies przykuty na łańcuchu do budy. Mimo że lubię budę, nie zawsze ów łańcuch jest moim przyjacielem.
Chcę rozłożyć ręcę i tak jednym kolistym ruchem odsunąć wszystko od siebie. Powiedzieć napierającym ludziom, każdemu z osobną... boli Cię głowa? - "Weź spierdalaj". Potrzebuję czasu dla siebie. Potrzebuję go jak wody, tlenu, żeby się nie udusić, nie umrzeć z pragnienia.
I czasem dokonuję wyjścia. Wąska szczelina, przesmyk, przełęcz prowadząca do wielkiego świata zewnętrznego kieruje mnie na drogę, u której końca jest dom z zamkniętymi drzwiami.
Płacz? Nie, to już było. Nie chcę płakać. Po prostu wracam.
Nie chcę myśleć. Bardzo nie chcę. Myślałem długo. Za siebie i nie tylko. Wolność, czymkolwiek ona jest, a w moim wyobrażeniu jest pokrewna szczęściu, jest moim pragnieniem. Chcę się z nią stopić w jedno. Chcę być z wolnością. Stanowić wolność. Ale tylko złość jest moim wybawieniem, więc barykaduję się złością. Zamykam. Dziękuję, do widzenia, dobranoc, spierdalaj.
Chcę być sam ze sobą. Tylko dla siebie. Bez myśli. I kurwa, odpocząć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz