sobota, 29 czerwca 2013

Nieodnajdywalne clue

Nie umiem ostatnio napisać posta. Wiele razy myślałem, jaką myśl uczynić tą przewodnią w kolejnym poście na blogu i nie wiem. W głowie mam chaos refleksyjny. W chwilach wyciszenia jest mi tak wszystko obojętne, że mógłby obok mnie runąć wieżowiec i nie zrobiłoby to na mnie większego wrażenia. Co ciekawe, nie jest to wcale złe uczucie. Wręcz przeciwnie - całkiem przyjemne.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy odwiedziłem Kraków i dwa razy Warszawę. Kraków jakoś nigdy mi specjalnie do gustu nie przypadł, mimo że obiektywnie rzecz biorąc, jest to całkiem ładne miasto. Szkoda tylko, że zatrzymał się w czasie w każdym tego słowa znaczeniu. Wiele miejsc nie akceptuje płatności kartą, a w innych są bardzo wysokie progi płatnicze. Cocon - największy klub gejowski w Polsce (podobno), ma kasę fiskalną rodem z poprzedniej epoki, a wyjście na chwilę z klubu, może skutkować koniecznością ponownej opłaty za wstęp. Było to dla mnie dość niemiłe zaskoczenie, gdy musiałem wyjść do bankomatu i wybrać gotówkę z karty kredytowej. W głowie utkwiła mi też sytuacja, gdzie płatność kartą w taksówce trwała... 20min. Ku mojemu zaskoczeniu, kierowca, zamiast wyjąć terminal, zaczął wypełniać druczki i łączył się z centralą, żeby potwierdzić transakcję.
Do Warszawy z kolei mam lekki sentyment. Bardzo dobrze się czuję w stolicy. Tak trochę jak u siebie.
(Uwielbiam zapach jaśminu, który tam się wciąż unosił.)
Tutaj też uczestniczyłem w marszu zwanym "Paradą Równości". Nie wiem, dlaczego nazwano to paradą. Marsz był spokojny, nawet bardzo. Nie było skandowania haseł, okrzyków, muzyka niby żywa, ale DJ chyba miał niezbyt dobry dzień. Nie żałuję uczestnictwa, ale chyba liczyłem na coś więcej. Na plus należy zaliczyć brak kontrdemonstracji.

Piosenka Niemena - "Dziwny jest ten świat", chociaż piękna, w żaden sposób nie pasuje do parady.

Taki trochę smutny ten naród, c'nie? ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony