Wielu z nas oglądało Władcę Pierścieni.
Sauron wykuł Jedyny Pierćień, który mógł kontrolować inne. Z Pierścieniem tym związał swoje jestestwo. Bez zniszczenia Pierścienia nie mógł zostać unicestwiony sam Sauron.
Niestety, po drugiej stronie nic takiego nie miało miejsca. Nie istniał pierścień, który miałby zaklętą w sobie moc wszystkiego co dobre, pozytywne, wszystkiego, co tylko da się wyrazić w życzliwy innym sposób.
Zastanawiam się czasem jakby to było, gdyby istniał. Bardzo chciałbym mieć taki pierścień.
Wciąż zastanawiam się, jak dać ujście temu, co dobre we mnie. Jak podzielić się tym, co dobre (jakkolwiek "dobre" definiujemy) i jak sprawić, by urazy, które kiedykolwiek z kimkolwiek miały miejsce, rozwiały się jak zły sen po przebudzeniu.
Nie wiem jak to zrobić.
Nie wiem, czy to w ogóle możliwe.
Moim przekleństwem jest to, co niektórzy uważają za zaletę. Za dużo analizuję. Zbyt długo szukam sensu, powodu w pojedynczych drobnych zdarzeniach. Za długo wyciągam wnioski. Zgadzam się z tym. Ale przecież, jeśli coś ma być, pełne, prawdziwe, rzetelne, trzeba poświęcić temu sporo czasu.
Dziennikarze też dzielą się na tych, którzy chcą błyszczeć i na tych, którzy są rzetelni.
Ktoś mnie kiedyś nauczył pewnej zasady... I jestem mu za to cholernie wdzięczny.
"Jeśli już masz coś zrobić, to zrób to porządnie, albo nie rób wcale". Stąd moje dążenie do perfekcjonizmu, które potęguje moje rozmyślania, refleksje.
Czasem chciałbym być szczęśliwym głupcem. Zupełnie jak w tym wierszu...
"nie będę myślał
nareszcie
będę spokojny
szczęśliwy
ty będziesz leżał obok
i razem ze mną
obserwował niebo"
Ktoś kiedyś przeczytał ten wiersz... prawie w całości.
Nie wiedział, że był dalszy ciąg...
"A gdy ten sen się skończy
i wyjrzę przez okno
na zatłoczoną ulicę
nie znającą zieleni
westchnę
i znów pójdę spać".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz