sobota, 28 lipca 2012

Zaprojektuj swoją przyszłość

Ktoś do mnie wczoraj zadzwonił. Dokładnie pół godziny po tym, jak o tej osobie pomyślałem. Telepatia czy zbieg okoliczności?
Takich i podobnych sytuacji na co dzień zdarza mi się dość sporo. Miesiąc temu zadzwoniłem do DreamWalkera. Odebrał: "cześć, akurat zastanawiałem się co słychać u ciebie".

W głowach mamy niewyobrażalny, genialny komputer o potężnej mocy obliczeniowej, zdolny zaprojektować przyszłość. Kiedyś zastanawiałem się, jak to się dzieje, że prędzej czy później zawsze robię w życiu to, co chcę. Chciałem mieszkać w tym mieście, później pracować w jednym konkretnym klubie, później... Pracę taką, jak chciałem, w miejscu, w którym chciałem, w końcu znajdowałem. Chłopaka dokładnie takiego, jak chciałem, też poznałem. Jak to się działo, dzieje?

Najważniejsze to wiedzieć czego się chce. Brzmi banalnie, ale tu jest pierwszy krok. Jeśli będziesz tylko wiedział, czego nie chcesz - dokładnie w to będziesz brnął. O czym myślisz, gdy "nie myślisz" o przystojnym, zajebiście zbudowanym facecie?
Na poziomie świadomym wzbraniasz się przed tym, ale podświadomość robi "kuku". Tu dochodzimy to zakłóceń. Jednym z najważniejszych zakłóceń w realizacji Twoich planów, możesz być Ty sam. Jeśli wychowałeś się w rodzinie, która przez 18 lat kładła Ci do głowy, że jesteś beznadziejny, do niczego się nie nadajesz, na pewno Ci się nie uda i będziesz zamiatał ulicę, zakładam się o flaszkę, że pewnego dnia będziesz w życiu robił coś podobnego, o ile nie zdasz sobie sprawy z szumów w Twoim umyśle*. Możesz mieć wizję sukcesu w roli dyrektora banku, ale wewnętrzne głosy będą tę wizję torpedować, a podświadomość, która naszym życiem kieruje w 90%, będzie dążyła do tego, byś zamiatał ulice.

Co wtedy zrobić? Jeśli chcesz osiągnąć cel, powinieneś mieć jego spójną wizję i całym sobą mieć pewność, że to jest dobra droga. Jeśli pojawiają się wątpliwości - nie uciekaj od nich, nie zabijaj ich muzyką, imprezą, kłótnią. Wsłuchaj się w nie, wypłacz to, a potem idź do przyjaciela, opowiedz mu to wszystko, niech zaprzeczy. Sam też możesz zaprzeczyć - popracuj nad tym, poszukaj w swoim życiu przykładów na to, że coś Ci się udało, choćby najdrobniejszych - nawet jeśli jest to tylko usmażony kotlet. Pracuj z tymi myślami tak długo, aż będzie ok. Ucieczka to najgorszy możliwy wybór.

Mówię to nie tylko dlatego, że przeczytałem jakąś mądrą książkę. Mówię to, bo znam to z doświadczenia. Pewnego dnia pogubiłem się. Nie wiedziałem czego chcę, do czego dążę. Uczepiłem się w życiu jednego punktu, który też w końcu zniknął i musiałem wszystko układać na nowo z poziomu niższego niż zero.

Pamiętaj, im dłużej utwierdzasz się w tym, że Ci się uda, im częściej słyszysz w swojej głowie i dookoła, że sukces (jakkolwiek go definiujesz) jest możliwy, tym większe masz szanse, tym większą budujesz wiarę w siebie.

Powodzenia!
_________________

*"Ciekawe są wyniki niektórych badań cytowane przez Kramera. Otóż bez wątpienia część zaburzeń powstaje w dzieciństwie (nie jest wrodzona). Badano zachowania rezusów, które po urodzeniu były izolowane od rodziców na różny okres czasu. Wykazywały one brak popędu eksploracyjnego, niezdolność do afiliacji, nieadekwatną agresję. Później zaniedbywały własne dzieci (głównie pierworodne). Nasilenie tych objawów było wprost proporcjonalne do długości izolacji. Wskazuje to, że bliski kontakt emocjonalny z rodzicami jest koniecznym warunkiem uformowania osobowości prospołecznej i szczęśliwej.

Rezultatem braku empatycznego kontaktu jest osobowość neurotyczna, czyli lękliwa, pozbawiona poczucia wartości, podatna na urazy (jej sugestywnego opisu dokonała Karen Horney). Różne zaburzenia osobowości - anankastyczne, psychopatyczne, lękowe i histrioniczne - są różnymi sposobami radzenia sobie z neurotycznym poczuciem słabości. (Kramer postuluje, by zamiast rozróżniać wiele typów zaburzeń psychicznych, których istotą jest lęk i depresja, powrócić do jednej kategorii: nerwica. Zaburzenia te są różnymi wariantami tego samego problemu - obniżonego poziomu serotoniny.)"

Prozac - tabletka szczęścia?

niedziela, 22 lipca 2012

Horkruks

Jest coś przeszywającego jak zaklęty sztylet. Jak rana, która nigdy się nie zagoi, blizna, która nigdy nie zniknie. Jest coś, co budzi się razem ze mną po sennym koszmarze, gdy łza wsiąka w poduszkę.
Jeśli czytałeś/oglądałeś HP Insygnia Śmierci, pamiętasz zapewne o tym, że HP miał zginąć z rąk Voldemorta, po to aby mógł zginąć sam Voldemort. Coś, jak Jedyny Pierścień we Władcy Pierścieni. Dawał potężną władzę, ale cóż z tego, skoro zaklęta była w nim cząstka Saurona, następcy Morgotha?

Wiesz, dlaczego ludzie z problemami emocjonanymi, egzystencjalnymi i ogólnie psychicznymi, popełniają samobójstwa?

Gdy walczysz z czymś, a okazuje się, że to coś siedzi w Tobie samym i nie możesz się tego pozbyć... jak to zniszczyć?
Tak naprawdę ludzie nie popełniają samobójstw. Oni rozwiązują problemy. Jeśli ktoś przeżywa silny wewnętrzny konflikt i nie znajduje drogi do rozwiązania w swoim własnym umyśle, szuka rozwiązań fizycznych.

Ile razy widziałeś człowieka, który w afekcie uderza się w głowę, bo jego zdaniem źle zrobił? Zaraz zaraz... Podjął decyzję. Najlepszą z możliwych biorąc pod uwagę wszystkie dane i doświadczenie, które miał w tym dniu, minucie, sekundzie w głowie. I w swojej opinii zrobił źle? Widzisz tu absurd? Dwa głosy w jego głowie mówią co innego. Te dwa głosy to jakiś konflikt wewnętrzny. Jeden "głos" uderzył drugi, co przejawiło się tak, jak to zobaczyłeś. Gdy konflikt jest bardzo silny, a emocjonalne rozderganie sięga zenitu, cierpiący osobnik postanawia zlikwidować problem... likwidując siebie.

Ludzie popełniający samobójstwa, nie chcą odchodzić. Po prostu nie są świadomi.

Świadomość własnych emocji i uczuć daje siłę do stawiania czoła największym wyzwaniom. Nawet jeśli masz poczucie, że będziesz się zmagał z czymś bardzo długo, a może nawet do końca życia...

Pewnego dnia na Twojej drodze pojawi się człowiek, pojawią się ludzie, którzy sprawią, że brzemię będzie mniejsze. Jak Sam, który, bez względu na przeciwności, wytrwale szedł u boku Frodo niosącego Pierścień, by ten spłonął w ogniach Orodruiny.

niedziela, 1 lipca 2012

Emo

Mówisz bliskiej Ci osobie, że pojedziesz godzinę później, żeby jeszcze trochę z nią pobyć, a spotykasz się z agresją słowną, pretensjami, że rozwalasz jej plan dnia.

Proponujesz komuś bliskiemu, spotkanie, na którym tej osobie zależało, ale nie za tydzień, tylko w najbliższy weekend. Liczysz na radość, a spotyka Cię co najmniej niechęć.

Mówisz komuś, kogo masz za przyjaciela: "mam nadzieję, że tym razem kontakt nam się już nie urwie". On odpowiada "ja też mam taką nadzieję", po czym tydzień później ten ktoś z sobie tylko znanych przyczyn przestaje się odzywać.

Walczysz w pracy o awans - o to samo stanowisko z innym pracownikiem. Prywatnie - gość bardzo w porządku, a w grupie wychodzi z niego cwaniactwo i pozoranctwo. Przestraszone ego śmierdzi na kilometr...


Czasem wydaje mi się, że nie rozumiem większości ludzi. Natura dała nam wspaniałą rzecz - mózg, a ludzie posługują się najczęściej i tak tylko tą jego najbardziej pierwotną częścią. Zachowują się jak zwierzęta - nie myślą, tylko reagują. Tak jest łatwiej. Pieprzone lenistwo. Człowiecze niechciejstwo.
Ewentualnie myślą, ale kierując się nie rzeczywistością, a swoimi wyobrażeniami o niej. Żyją w swoich matriksach. Każdy inny i każdy przekonany o słuszności swojego matrixa.
Jesteśmy tutaj chwilę. Jesteśmy w historii Wszechświata niczym. Ludzie to wiedzą, ale nie rozumieją. Gdyby zrozumieli, matrixy zaczęłyby pękać jak bańki mydlane.

Być może dlatego największą frajdę sprawia mi po prostu leżenie w słońcu na trawie i choćby chwilowy mamwdupizm wobec całej otaczającej mnie rzeczywistości i ludzi, po których można się spodziewać wszystkiego.
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony