Zagryzłem wargi gdy pojawiła się na horyzoncie nowa nadzieja. Ta nowa nadzieja, to myśl, która sprawia, że czuję się dobrze, nawet gdy nie jest dobrze (choć to tylko kwestia oceny). Jestem wdzięczny losowi za to wszystko co mnie spotkało. Nauczyłem się cieszyć z najdrobniejszych szczegółów i doceniać to co już mam. Uczę się swojej własnej wartości. Jestem dla siebie przyjacielem i to jest najważniejsze. Wszystko co robię, robię dobrze, nawet jeśli oceniasz to inaczej. Nauczyłem się, że nikogo nie potrzebuję, choć dobrze, że są przyjaciele. Daję sobie radę. Fakt, że ciągle, mimo potężnych trudności, ciągnę wózek do przodu, to dowód dla mnie samego, że jest ok. Nigdy się nie poddałem.
I z ogromną radością stwierdziłem dzisiaj, że pewnego dnia, opowiem komuś, krótką historię mojego życia. Opowiem, jak w jednym czasie opuścił mnie chłopak, którego bardzo kochałem, tonąłem w długach i własnych fobiach, skręciłem kostkę nie mając ubezpieczenia zdrowotnego i zachorowałem na przykrą dolegliwość. Puentując tę opowieść, dodam: "a mimo to poradziłem sobie. I jestem z tego dumny".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz