czwartek, 31 marca 2011

Szklanka się stłukła...

...czyli jak przerzucamy odpowiedzialność na otoczenie.

Język, którym się posługujemy, jest wspaniałym narzędziem. I jak każde narzędzie, może być wykorzystany w tzw. dobrej i tzw. złej sprawie. To jak mówimy, jakich używamy zwrotów, ma wielki wpływ na to jak postrzegamy rzeczywistość. Pozostaje to poza naszą świadomością i w istotny sposób przekłada się na jakość naszego życia.

Ostatnio zauważyłem, że mentalność Polaka stawia go w centrum: "ja_najważniejszy-ja_najmądrzejszy". Każdy chce pierwszy wejść do autobusu, najlepiej zanim ktokolwiek inny wysiądzie. I gotów jest w tym celu staranować bliźniego swego. Każdemu się spieszy i każdy chce być szybko obsłużony w punktach usługowych. Są to oczywiście generalizacje, ale tak po prostu łatwiej mi się pisze. Bardziej obrazowo.

Ile razy zdarzyło Ci się powiedzieć:

- uciekł mi autobus,
- szklanka się stłukła,
- książka mi wypadła?

O ileż łatwiej przyjąć rzeczywistość, gdy nie jesteś za nią odpowiedzialny, prawda? I tak właśnie ludzie chcą się czuć. Stąd używając odpowiednich zwrotów przerzucają odpowiedzialność za złe wydarzenia w ich życiu na okoliczne przedmioty, rodzinę, złą pogodę, cyklistów i masonów.

Gdy ostatnio żaliłem się przyjacielowi przez telefon na dość trudną sprawę, w pewnym momencie powiedziałem: "przepraszam, że wciąż o tym mówię, ale to jest dla mnie bardzo trudne, głupio mi, że cię tym obarczam". W odpowiedzi usłyszałem:  "nie jesteś w stanie mnie niczym obarczyć. Tylko ja sam mogę to zrobić". I tu przechodzimy do sedna, czyli odpowiedzialności za emocje.
Poczułem się wtedy wyjątkowo dobrze z myślą, że każdy odpowiada za siebie. Ja tylko przekazuję pewne informacje, które Ty interpretujesz. Tworzysz sobie w głowie obraz i nań reagujesz. Założeniem tego bloga jest zachęcanie Ciebie do refleksji. Możesz jednak uznać, że Cię tym blogiem denerwuję (ja?). Wybór należy do Ciebie.

Czy uważasz, że jest na świecie ktoś, kto Cię rozwesela, kto Cię drażni albo nawet wnerwia? Przypuszczam, że Twoja odpowiedź może brzmieć "tak". I tu moja uwaga: prawidłowa odpowiedź powinna brzmieć "nie, to ja sam się rozweselam albo denerwuję w reakcji na czyjeś zachowanie". Czy ktokolwiek ze znanych Ci ludzi ma władzę nad Twoimi emocjami? Robi pstryk i wywołuje w Tobie dane uczucie? Czy chciałbyś komuś oddać władzę nad swoimi emocjami? Nie? Zatem dlaczego to robisz?

Jeśli ulicą idzie gość z torebką, a Ty strasznie nie znosisz "ciot". Reagujesz złością. On Cię zdenerwował? W jaki sposób? Swoim istnieniem? A jakby to było gdybyś pomyślał, że sam się zdenerwowałeś? Poczułbyś się pewnie źle. No bo jak to... "ja sam siebie denerwuję?" Właśnie tak!
 W tym momencie przejmujesz odpowiedzialność za to co poczułeś. To Ty decydujesz jak zareagujesz. Oczywiście zmiana wieloletnich przyzwyczajeń nie jest łatwa, gdy masz wyuczoną stałą reakcję i pewnie nie nastąpi z dnia na dzień, chyba że (jak to było w moim przypadku) pod wpływem wyjątkowo silnych emocji. Jeśli jednak coś jest trudne, to znaczy, że jest możliwe!

I na koniec mały przykładzik: zakochałeś się. Piszesz trzysta milionów smsów, a on nic... i co teraz myślisz? Olewa Cię? Nie jesteś dość interesujący?
Pierwsza myśl odwołuje się do braku zaufania, druga do niskiego poczucia własnej wartości.
A przyszło Ci do głowy, że może się rozchorował? Miał wypadek, źle się czuł, albo ukradziono mu telefon lub zwyczajnie miał wyciszony telefon i nie słyszał, że dostał wiadomości?
Potencjalnych powodów jest dużo, jeśli wyobrażasz sobie te najgorsze możliwości, a potem robisz mu awanturę, bo jesteś przekonany, że obraz w Twojej głowie jest słuszny i nie zapytałeś nawet czemu tak się działo, popełniasz błąd. Pamiętaj, że mapa nie jest terenem. Co to znaczy? Wyobraź sobie, że kierujesz się mapą przekonań, które są niezgodne z rzeczywistością. Do czego Cię to doprowadzi? A dokąd płynie statek obierając kurs według niewłaściwej mapy?

poniedziałek, 28 marca 2011

Projekcje

Idziesz wesoły ulicą. Nic nie jest w stanie zakłócić Twojego nastroju. Pada deszcz, a Ty masz ochotę tańczyć w kałużach. Jesteś tak szczęśliwy, że nawet odrapana rudera Ci się podoba. Wszędzie dostrzegasz kogoś uśmiechniętego. Świat szaleje, wiwatuje na Twoją cześć. Życie jest piękne.

Idziesz przygnębiony ulicą. Nic nie jest w stanie Cię pocieszyć. Świeci słońce, a mimo to nie masz ochoty na spacery. Jesteś tak smutny, że nawet przepiękna willa wydaje Ci się ohydna. Wszędzie są smutni ludzie. Świat jest szary i brzydki. Nikt Cię tu nie chce. Życie jest nic nie warte.


Tak. Dziś o projekcjach.

Z projekcją mamy do czynienia, gdy innym ludziom przypisujemy własne emocje i myśli. Ostatnio pewien człowiek mówi mi: popieram Korwina Mikke, a ja mówię, że jestem mu przeciwny. Spytał mnie... czego się boję. Pomyślałem: skąd ten pomysł? Ten człowiek właśnie dokonał projekcji. Myśl o strachu przed  czymś pojawiła się w jego głowie, a nie mojej. W życiu nie pomyślałbym, że moje preferencje polityczne wynikają ze strachu, ponieważ dokonuję wyborów sposób pozytywny.

Projekcja jest nieświadoma. Słyszałeś kiedyś o tzw. "freudowskich przejęzyczeniach", kiedy mówisz co innego, niż to co chciałeś powiedzieć? To właśnie coś w tym stylu. Większośc ludzi nie ma pojęcia, że zupełnie nieświadomie przekazują o sobie wiele informacji.

Pamiętaj, że żeby odwrócić od siebie uwagę, złodziej krzyczy "łapać złodzieja!". Tak działa projekcja.

Piszę nieraz artykuły na pewien portal dziennikarski. Pewnego dnia pod jednym z nich dostałem komentarz:

"pisz w swoim imieniu a nie podszywasz się pod cały naród. Cały naród ma się dobrze".
Mój przyjaciel widząc to, skomentował tę wypowiedź tak:
"autor komentarza pisze: >>pisz w swoim imieniu a nie podszywasz się pod cały naród.<< a potem mówi w imieniu całego narodu: >>Cały naród ma się dobrze<<. Słyszałem kiedyś dobrą radę: >>Pisz w swoim
imieniu a nie podszywasz się pod cały naród.<<"

W taki właśnie sposób potrafimy widzieć u innych kij pod lasem, a nie belkę we własnym oku.
Oceniamy, potępiamy i denerwujemy się na to u innych, czego u siebie nie znosimy. Podobno nie akceptujący się geje idą na księży albo do skrajnie prawicowych ugrupowań walczyć z innymi gejami. A tak naprawdę walczą ze sobą. W ten sposób można poznać konflikt wewnętrzny (również dobry temat na posta). Jeśli nie lubisz się smucić, będą Cię denerwowali smutni ludzie, bo przypominają Ci o własnej wadzie.

Co więcej, wspomnę o takiej ciekawostce, że sprzeciw i atak wzmacnia to, przeciw czemu się buntujesz. Pamiętasz jak brutalnie został rozpędzony marsz homoseksualistów w Poznaniu, gdy PiS był u władzy? Pamiętasz co wtedy się stało? Odbyły się marsze w całej Polsce, które wspierali ludzie, często do tej pory obojętni w tych sprawach.
Więc jeśli chcesz jakąś postawę wzmocnić - sprzeciwiaj się jej. Jest to niezwykle skuteczne.
Akceptacja, szacunek, rozmowa i co najważniejsze, spójność wewnętrzna, to magiczny eliksir otwierający wiele zamkniętych drzwi.

niedziela, 27 marca 2011

O przekonaniach

Zmiany zachodzą cały czas czy tego chcesz czy nie. Świadomość tego jest podstawą.

To jak żyjesz i postępujesz, wynika z Twoich przekonań. Na pierwszy rzut oka to co napiszę, może Ci się wydać absurdalne, ponieważ prawdopodobnie myślisz w inny sposób. Jeszcze.

Idziesz do sklepu, bo masz przekonanie, że coś tam kupisz. Jeśli jesteś katolikiem, W niedzielę dreptasz do kościoła wierząc, że tak trzeba i licząc na wieczne zbawienie. Wiążesz się z kimś, bo jesteś przekonany, że warto. Rozchodzisz się z kimś, bo myślisz, że związku nie da się naprawić. A teraz odwróć sytuację. Spisz takie rzeczy na kartce i zakwestionuj je. np.:

jestem mądry - jestem głupi
Kaczyński się myli - Kaczyński ma rację
te spodnie są brzydkie - te spodnie są fajne

Teraz znajdź dowody na odwrócone myśli. Okaże się, że jesteś głupi, bo kiedyś zrobiłeś coś tak i tak, że w słowach Kaczyńskiego znajduje się ziarno prawdy, a nawet te okropne spodnie mają jakieś ciekawe szczegóły. Tak naprawdę nie jesteś ani mądry, ani głupi. Raczej zachowujesz się mądrze albo głupio, itd.
Jak się czujesz myśląc w ten sposób? Nie zdziwiłbym się gdybyś poczuł np. złość. To normalne. Twój umysł broni się przed zmianą modelu postrzegania rzeczywistości. Czuje się zagrożony, ponieważ z przyjętymi już przekonaniami się utożsamia. Stop! Nie jesteś swoimi przekonaniami.

Zakwestionować można każde przekonanie. Pytanie: po co? No właśnie...

Wyobraź sobie, że umówiłeś się z kimś i ten ktoś mocno spóźnił się na spotkanie. Jesteś zdenerwowany. Czy czujesz się z tym uczuciem dobrze? Złość - to pierwotna, barbarzyńska reakcja, która odbiera nam szansę na trzeźwą ocenę sytuacji. Wynika z podświadomego przekonania (a jakże), że uda się kogoś wystraszyć, zmusić do innego zachowania. Fajnie by było, prawda? Zmuś go do tego, by się zmienił i przychodził punktualnie. A co jeśli jednak nie przychodzi? Łatwiej zmienić kogoś czy siebie?

Jeśli interesujesz się polityką, być może pamiętasz hasło z czasów, gdy Wojciech Olejniczak został szefem SLD: "zmieniając siebie, zmieniamy Polskę". Sens takiej myśli jest głębszy. Zmieniając siebie, zmieniasz innych - tak w wielkim skrócie. Jeśli nagle zaczniesz na pewne rzeczy reagować inaczej, inni też będą musieli zmienić swoje zachowanie względem Ciebie, bo ich reakcje będą już nieadekwatne do Twojej postawy. Krótko mówiąc - wyuczone reakcje mogą nie działać.

Wrócmy do spóźniania się. Nie akceptujesz tego, że ktoś się spóźnia, a zatem nie akceptujesz rzeczywistości takiej jaka ona jest. To jest TWÓJ główny problem. Denerwujesz się, ponieważ sądzisz, że nie powinien się spóźniać. Czy to przekonanie jest zgodne z rzeczywistością? Nie? Odkryłeś sedno. Cierpisz z powodu swojego przekoania. Wyluzuj. Pozwól mu się spóźniać. Będziesz się z tym godził i czuł się dobrze.

Zakwestionuj zatem przekonanie. Pomyśl - on powinien się spóźniać? Dlaczego? Dlatego, że tak jest.

Oczywiście nie każe przekonanie warto kwestionować. Niektóre, choćby te podstawowe, np.: "jeśli włoże rękę do ogniska to mogę ją poparzyć", są nam niezbędne. Są jednak i takie, w które wierząc, skazujesz się na cierpienie.

A zatem, krótko podsumowując... pomyśl teraz o rzeczy, która Cię najbardziej dręczy. Znajdź powód złego samopoczucia i poddaj swoje myśli w wątpliwość. Zadawaj sobie wciąż pytanie: czy ta myśl jest korzystna dla mojego życia? :-)
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony