- Uważasz, że zasługujesz na niego? - usłyszałem pytanie przyjaciela.
Popatrzyłem i wzruszyłem ramionami.
Popatrzyłem i wzruszyłem ramionami.
- Nie znam go na tyle. Nie poznałem charakteru - co mogę odpowiedzieć? Będzie to będzie, nie to nie - trudno. Nie uważam go za jakiegoś boga, żeby roztrząsać to w kategoriach
"zaslugiwania", bo juz samo to słowo stawia mnie jakby w podrzednej roli,
umniejsza moje znaczenie.
W ostatnim czasie dojrzałem. Czuję to po sobie. Czuję się dobrze ze swoim wiekiem. Czuję się dobrze z tym, jak poradziłem sobie z różnymi rzeczami. I minęły, mam nadzieję bezpowrotnie, czasy, w których obsikiwałem się na widok ładnego faceta jak nastolatka, którą rodzice pierwszy raz puścili na imprezę.
Są pewne typy facetów, na których nie może Ci zależeć. To ci, którzy mają poczucie własnej wartości. Komplementowanie kogoś, kto uważa się za przystojnego (nie mówię o narcyzach), spowoduje tyle, że uzna Cię za palanta. "O, kolejny..." - pomyśli. Ale też poczucie własnej wartości, jeśli masz je na odpowiednim poziomie, nie powinno pozwalać Ci na zachwalanie kogoś, kogo nie znasz. Dość logiczne.
Zauważyłem ostatnio, że mam w sobie coś, co powoduje, że łatwiej nawiązuję relację z tymi, którzy mają jakieś problemy. Bo mogę lub staram się im pomóc. Taka strategia przywiązywania. Pomoc budzi wdzięczność. A zatem - jedna z technik wpływu na ludzi. Wykorzystywałem ją wcześniej zupełnie nieświadomie. Dziś, łapię się na tym i świadomie wybieram. Nie mówię, że nie pomagam, ale jeśli już, to świadomie.
Facet nie jest nagrodą. Jest odrębnym bytem. W miłości nie ma nagród. Ani kar. Miłość jest, albo jej nie ma.
Znam wielu ludzi którzy nieomal rozpaczliwie poszukują faceta swojego życia. Gotowi są związać się szybko. Ktoś taki nie jest materiałem na dobrego partnera. Dlaczego? Bo jest zdesperowany i może zostawić Cię, gdy pojawi się "lepszy model". Albo nagle po dwóch miesiąch zacznie wytykać Ci Twoje wady. Bez sensu.
Jeśli szukasz faceta, z którym spędzisz lata, a może nawet życie, poznaj kogoś, komu będzie na Tobie zależało, ale nie desperacko, tylko np. po dwóch - pięciu miesiącach znajomości. Kogoś, z kim w trudnej chwili siądziecie i zastanowicie się jak sprostać wyzwaniu, które przed wami się pojawia. I będziecie tak długo szukać rozwiązania, aż je znajdziecie. I chociaż po drodze będą się pojawiać emocje, to ma być taki facet, który wyciągnie rękę na zgodę po ostrej awanturze. Ktoś, kto będzie umiał się zachować z klasą, gdy zajdzie taka potrzeba.
Tytułowe powiedzonko kieruję do tych wszystkich, którzy chcieliby poznać faceta jak najszybciej. Jeśli będziesz czuł się ze sobą dobrze, będziesz silny i pozytywnie nastawiony, w odpowiednim momencie ten Ktoś się pojawi. Ale recepta na to jest tylko jedna - najpierw musisz sam być facetem swojego życia :-)
Są pewne typy facetów, na których nie może Ci zależeć. To ci, którzy mają poczucie własnej wartości. Komplementowanie kogoś, kto uważa się za przystojnego (nie mówię o narcyzach), spowoduje tyle, że uzna Cię za palanta. "O, kolejny..." - pomyśli. Ale też poczucie własnej wartości, jeśli masz je na odpowiednim poziomie, nie powinno pozwalać Ci na zachwalanie kogoś, kogo nie znasz. Dość logiczne.
Zauważyłem ostatnio, że mam w sobie coś, co powoduje, że łatwiej nawiązuję relację z tymi, którzy mają jakieś problemy. Bo mogę lub staram się im pomóc. Taka strategia przywiązywania. Pomoc budzi wdzięczność. A zatem - jedna z technik wpływu na ludzi. Wykorzystywałem ją wcześniej zupełnie nieświadomie. Dziś, łapię się na tym i świadomie wybieram. Nie mówię, że nie pomagam, ale jeśli już, to świadomie.
Facet nie jest nagrodą. Jest odrębnym bytem. W miłości nie ma nagród. Ani kar. Miłość jest, albo jej nie ma.
Znam wielu ludzi którzy nieomal rozpaczliwie poszukują faceta swojego życia. Gotowi są związać się szybko. Ktoś taki nie jest materiałem na dobrego partnera. Dlaczego? Bo jest zdesperowany i może zostawić Cię, gdy pojawi się "lepszy model". Albo nagle po dwóch miesiąch zacznie wytykać Ci Twoje wady. Bez sensu.
Jeśli szukasz faceta, z którym spędzisz lata, a może nawet życie, poznaj kogoś, komu będzie na Tobie zależało, ale nie desperacko, tylko np. po dwóch - pięciu miesiącach znajomości. Kogoś, z kim w trudnej chwili siądziecie i zastanowicie się jak sprostać wyzwaniu, które przed wami się pojawia. I będziecie tak długo szukać rozwiązania, aż je znajdziecie. I chociaż po drodze będą się pojawiać emocje, to ma być taki facet, który wyciągnie rękę na zgodę po ostrej awanturze. Ktoś, kto będzie umiał się zachować z klasą, gdy zajdzie taka potrzeba.
Tytułowe powiedzonko kieruję do tych wszystkich, którzy chcieliby poznać faceta jak najszybciej. Jeśli będziesz czuł się ze sobą dobrze, będziesz silny i pozytywnie nastawiony, w odpowiednim momencie ten Ktoś się pojawi. Ale recepta na to jest tylko jedna - najpierw musisz sam być facetem swojego życia :-)
Tak na marginesie... Czy Ty też uważasz, że ta piosenka powinna być hymnem Polski, a nie smuty mesjanistyczne?
podpisuję się pod tym, szczególnie to co na końcu napisałeś, zawsze miałem takie poczucie, że "ten koleś jest za fajny dla mnie" - teraz dostrzegam jakie to głupie myślenie było
OdpowiedzUsuń