niedziela, 22 stycznia 2012

Zmienić swoje życie

Idzie przez las dwóch myśliwych. Nagle jeden z nich osuwa się na ziemię. Drugi łapie za telefon i dzwoni po pomoc.
- Halo?
- Proszę mi pomóc, szybko, mój przyjaciel nie żyje.
- Proszę spokojnie oddychać i upewnić się, że na pewno nie żyje.
Dyspozytorka czeka chwilę na odpowiedź. W słuchawce słyszy strzały. Po chwili mężczyzna mówi:
- W porządku. I co dalej?

Nigdy nie wiesz co jest w głowie drugiego człowieka. Czasem wydaje ci się, że się rozumiecie, ale... wydaje ci się. Komunikacja werbalna odbywa się za pomocą kodu. Kod składa się ze słów. Co sobie wyobrazisz, gdy powiem "milka"? Czekoladę czy krowę we fioletowe łaty? A co, jeśli powiem "poszukaj"? Czech zrozumiałby to zgoła inaczej.
Kodujemy myśli za pomocą słów, a gdy trafiają one do odbiorcy, muszą zostać przez niego rozkodowane i przełożone na jego myśli. Kłopot w interpretacji. Odbiorca nie ma w głowie obrazów nadawcy. Nie słyszy też jego wewnętrznych głosów. Co więcej, nie ma jego doświadczeń.
Może ci się wyadawać banalne to, co piszę, ale jest dość istotne.
Gdy powiesz do kogoś "ty małpo", ten ktoś może się obrazić albo roześmiać. I jeśli nie jest świadomy tego, że ma wybór, po prostu reaguje na podstawie tego co ma w głowie. To jest to, o czym pisał Osho - reagujesz na podstawie albumu zdjęć w głowie, a nie na podstawie chwili obecnej. 
Pół biedy, gdy chodzi o zwykłe nieporozumienie, jakich mamy pęczki na co dzień. Gorzej, gdy sprawa dotyczy słow takich jak np. "wolność". Socjaliści powiedzą, że chcą zapewniać wolność od biedy, liberałowie zaś - wolność osobistą. I tych wolności jest od groma. Ale każda jest wolnością, tyle że inaczej rozumianą.
To tylko słowa. A zwroty? Co znaczy "być z kimś"? Co znaczy... "rozumieć kogoś"? Co znaczy "szanować kogoś"? Niespójne definicje są konfliktogenne, a większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy.
Ktoś, kto nigdy nie zaznał biedy, spojrzy na bezdomnego (nie, nie mówię o tzw. "żulach", choć ich nałóg to potworna choroba) i powie: "życiowy nieudacznik". Ktoś inny pomyśli o nim, że się pogubił w życiu, albo wpadnie na pomysł, że coś się mogło strasznego wydarzyć w życiu tego człowieka.
Są tacy, co poświęcają się dla wiary, inni dla pieniędzy, jeszcze inni dla miłości. Każdy ma w głowie coś, co sprawia, że wybiera taką drogę, a nie inną.

To dlatego tak trudna często jest zmiana przyzwyczajeń. Nasze babcie do dziś uważają nakarmienie wnuków do syta za najwyższy dowód miłości. Bo przeżyły wojnę i głód, a później czasy, gdy z owoców na rynku były tylko rodzynki. Jeśli więc całe życie żyłeś w stresie, że ktoś może podnieść na ciebie z byle powodu głos czy rękę (np. w patologicznej rodzinie), raczej nie pozbędziesz się tego hop-siup wraz z ukończeniem osiemnastego roku życia. Dlatego tak ważna jest nauka komunikacji z innymi. I najbardziej hardkorowy przykład: demokracja nie wypaliła ani w Iraku, ani w Afganistanie. Bo ludzie nie umieją tam żyć bez silnej władzy. Kiedyś widziałem jak w autobusie starszy pan wstukiwał w komórkę numer telefonu z... notatnika.
Żeby zaszła zmiana w myśleniu - określona sytuacja musi się powtarzać, aby człowiek się z nią oswoił. Nie będzie przejawiał entuzjazmu w grupie nowych ludzi ten, kto był przez jakiś czas zastraszany. Musi się oswajać z takimi sytuacjami. Dopóki, się nie poczuje bezpiecznie, będzie raczej trwał na uboczu. Pamiętasz jak Mały Książę oswajał lisa? I o to właśnie chodzi.

Czasem bywa tak, że zupełnie nagle chcesz swoje życie zmienić.
Spytałem ostatnio znajomego co by zrobił gdyby nagle zapragnął zmienić całe swoje życie. Odpowiedział, że zamieszkałby w Maroko. 
Wydało mi się to bardzo interesujące, bo ktoś w Maroko mógłby powiedzieć, że zamieszkałby w Polsce.

Tak czy owak wszystko co robimy, jak działamy i zachowujemy się, jest konsekwencją jakichś doświadczeń z przeszłości. Nawet próba świadomego wyboru może czasem spełznąć na niczym.
Gdy więc zapragniesz zmienić swoje życie - po prostu zacznij rozumieć innych ludzi. Stawiaj się w ich sytuacji. Nie tylko zobaczysz, że twoje życie jest całkiem ok, ale nabierzesz życzliwości do świata.


2 komentarze:

  1. Jako że pierwszy raz wypowiadam się na Twoim blogu, to przede wszystkim: witam!

    No, to skoro konwenanse mamy za sobą ;) to przejdę do treści notki... Trafnie zauważasz, że każdy z nas koduje/dekoduje myśli, emocje wg swego indywidualnego słownika, a ten uwarunkowany jest doświadczeniami życiowymi danej osoby. To na ile ludzie się między sobą rozumieją, zależy w dużej mierze od stopnia podobieństwa ich "słowników" - nawet się czasem mówi, że ktoś z kimś "nadaje na tej samej fali". Natomiast groźba niezrozumienia pojawia się szczególnie wtedy, gdy zaczynamy dotykać pojęć abstrakcyjnych, takich właśnie jak np. "wolność", "związek" itp. Ja w takich dyskusjach czasami proszę druga osobę, żeby podała swoją definicję danego pojęcia - pozwala to ustalić, czy aby na pewno mówimy o tym samym.

    Właściwie to, co napisałeś odnośnie komunikacji międzyludzkiej, można uogólnić: każdy bodziec ze świata zewnętrznego jest przepuszczany i przetwarzany przez pryzmat naszego "ja" i każdy widzi rzeczywistość po swojemu - stąd dwie osoby tę samą sytuację mogą odbierać w zupełnie różny sposób. Przypomina mi się ów przykład ze szklanką: jeden powie, że jest do połowy pełna, drugi, że do połowy pusta - no właśnie. Na koniec znana prawda życiowa: punkt widzenia zależy od (szeroko pojętego) punktu siedzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za komentarz.
    Właściwie nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Cokolwiek by o tym nie pisać, nie ma nic ważniejszego niż chęci - po prostu. Kto chce szuka sposobu. I znajduje go. Jestem przekonany, że porozumienie da się zawsze wypracować przy odrobinie dobrej woli stron :-)

    OdpowiedzUsuń

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony