wtorek, 29 listopada 2011

Błędy czy najlepsze możliwe decyzje?

Wpatrzony w zdjęcie sprzed czterech lat, tęsknię do tamtego czasu. Do pracy, na którą wtedy narzekałem, a która, dawała mi najwięcej satysfakcji - dziś śmiało to mogę powiedzieć. Ale dziś nie ma juz tego budynku. Dziś nie przyjdzie w lipcowy, wakacyjny dzień mój chłopak w kapeluszu i nie pogra ze mną w Heroesów, nie przyjdzie w mroźną lutową sobotę mój chłopak bez kapelusza i nie poczęstuje mnie octowym chipsem. Momentami tamte czasy wydają mi się takie beztroskie. Miałem pracę, chłopaka, studiowałem. Dziś mam pracę, pracę i pracuję. To wypełnia mi wszystko. Jestem specjalistą od telefonii, energetyki, korepetytorem. Chciałbym coś więcej.

Znam osobę, której niedawno umarł ojciec. Uderzyło mnie to, że wyrzuty sumienia tej osoby wzbudza nawet nieoddana książka. Czemu często dopiero po czyjejś śmierci zastanawiamy się co moglibyśmy zrobić inaczej, lepiej?

Mądry Polak po szkodzie.

Tak jak kierowca autobusu, który był niegrzeczny wobec starszej kobiety, która kupowała bilet przede mną. Powiedziałem, że zachowuje się niewłaściwie i złożę skargę. "Może się pan skarżyć nawet do papieża" - wypalił. Więc się poskarżyłem. Nie do papieża, ale do jego szefa. Ciekawe jaką będzie miał minę przy wypłacie.

A przed szkodą głupi.

Mimo wszystko wierzę, że odgrywa się scenariusz życia taki, który może i powinien jednocześnie.

Bo idea błędów zakłada, że mogliśmy przewidzieć wynik naszego zachowania. Błędem określamy coś po wykonaniu ruchu. Czy to nie błąd przypadkiem?
Zawsze postępujemy tak, jak uznajemy to za słuszne. Na daną chwilę. Nie mamy obok wróżki, która nam powie, że efekty będą inne, niż chcieliśmy.

Czy więc na pewno popełniamy błędy?


sobota, 26 listopada 2011

Zakochany Wrocław

"Seks w katedrze, homoerotyczne łowy w Mleczarni, fatalne zauroczenie 16-latkiem" - to możemy odnaleźć w antlogii która zatytułowana jest tak samo jak mój post.

Krótka recenzja na wroclaw.gazeta.pl zdecydowanie zachęca do przeczytania. Rozbudziła bowiem we mnie romantyczną nutę wspomnieniem o Moście Tumskim. Kiedyś marzyłem o zawieszeniu tam kłódki...

Lubię sobie czasem pospacerować po mieście i odwiedzić miejsca, które kiedyś znaczyły dla mnie trochę więcej. W parku szczytnickim wciąż potrafię poczuć ciepło wspólnego szalika, który w grudniowy mróz grzał wyjętą spod prawa parę. Uwielbiam ten stan, kiedy zatapiam się w tych najfajniejszych momentach w moim życiu. Nie lubię za to szczypty goryczy, którą niesie świadomość, że to już tylko obrazy w mojej głowie. Cóż... mógłbym naprawdę dużo do tej antologii dodać od siebie.

Życie jest zakręcone jak stodoła, powiedziałby mój chemik, gdy chodziłem do LO (nie pytaj dlaczego akurat stodoła). Zakręcone? No właśnie. Zakręca, zatacza kręgi. Koniec jest początkiem, a początek końcem. Moja historia zatacza krąg. Miniony rok w większości wspominam jak koszmar, który - mam nadzieję - już nigdy się nie przyśni. Wkrótce wracam do pracy w firmie, w której niegdyś przepracowałem dwa lata. To będzie bardzo dobry miesiąc. Rzekłbym: doskonały. Kontrastowy do tego sprzed roku. Cóż... kręgi... kręgi... wszyscy poruszamy się w kółko.

Tylko, że jest mały szkopuł. Nikt nie odda mi moich piętnastu sekund.


I tylko o jedno bardzo proszę: nie komentuj tego wpisu.

piątek, 11 listopada 2011

Postawa roszczeniowa

Przyszedł najwyższy czas na nowy wpis. Ten będzie dłuższy, bo sporo mam do przekazania. Rozkminiałem ostatnio takie kwestie jak postawa roszczeniowa, oraz projekcję jako sposób na rozwiązanie wewnętrznego konfliktu.

Ostatnie dwa tygodnie tylko śmignęły mi przed oczami. Były nie tylko pracowite, ale też owocujące w nowe perspektywy. Jestem w sytuacji, w której do tej pory nie byłem jeszcze nigdy. Po raz pierwszy mogę wybrać sobie pracę. Wszystko przez propozycję, którą ostatnio otrzymałem. Nie jest łatwo się zdecydować, chociaż ogromnie kusi większa wypłata i lepsze warunki pracy. Atmosfera, która jest w obecnej firmie wydaje się nie do przecenienia. Potwierdziła to zresztą wczorajsza impreza kadry. W kubańskich rytmach i przy kuflach piwa na koszt firmy, toczył się rozmów bezlik.

I oto paradoksalnie - taka sytuacja pojawiła się nie wtedy, gdy uważałem, że sytuacja na rynku pracy jest do d*py i siedząc na bezrobociu czekałem, aż spadnie mi manna z nieba (tak - jestem bezlitosny wobec siebie :-) ),ale wtedy, gdy pogodziłem się z tym co jest i, uznając nieuchronność pewnych zdarzeń, zacząłem robić wszystko co w mojej mocy, by sytuację zmienić. By los się odwrócił.

Udało się.

I tu zaczyna się moja refleksja nt. postawy roszczeniowej. Wszyscy jesteśmy tym skażeni. Jest to pewna nasza narodowa cecha. Narzekamy na wysokie podatki, niskie płace, polityczne bagno, itp. Brak akceptacji tego, co jest, uniemożliwia nam zmianę. Żeby móc coś zmienić, trzeba zaakceptować fakt istnienia tego. Ludzie nie wchodzą do polityki, bo nie akceptują "politycznego bagna". Tym samym skazują się sami na dalszy dyktat tego "bagna". Można pójść pod prąd niczym samotny rewolucjonista z dumnym sztandarem. Tylko czy to ma sens? Woda drąży skałę. Nie od razu, ale efekty są i są nieodwracalne. Wyznaczenie rzece innego biegu niż naturalny, może się źle skończyć - np. w czasie powodzi. Rewolucje opierają się na sile. Ewolucja (społeczna, polityczna, etc.) opiera się na sile argumentów i zgodzie.
Roszczeniowi są wyborcy, politycy, pracownicy, pracodawcy, partnerzy... Czym jest ciągłe oczekiwanie przedsiębiorcy, że państwo coś mu ułatwi, jeśli nie roszczeniem? Działaj w tym, co jest. Jeśli zdasz trudny egzamin, na łatwym pójdzie Ci doskonale. W drugą stronę już to nie działa.
Akceptacja tego, co jest, daje poczucie szczęścia i spełnienia. Właśnie to sprawia, że uśmiecham się często i z byle powodu. Będzie, co ma być. Cokolwiek będzie, będzie dobrze.

Zdaję właśnie swój życiowy egzamin. Jest nieźle. Jak na człowieka, któremu wpajano, że nadaje się tylko do pracy fizycznej, jest wręcz doskonale. Dlatego cieszę się tym, co mam.
Kiedyś ułożyłem monolog kabaretowy. Profesor mniemanologii - Adolf Rudolf mówi tak:
-...dlatego cieszę się, że jest tak, jak jest, ale mam nadzieję, że będzie też tak, jak teraz nie jest i będzie lepiej.
Dziś nie wydaje mi się to aż tak śmieszne.

Brak akceptacji rzeczywistości może prowadzić do silnych konfliktów wewnętrzych, co też przeszedłem. Ostatnio przyjaciel opowiadał mi o kimś, kto ciągle podejrzewa zdradę u swojego partnera. Szuka dowodów na to. Doszliśmy do wniosku, że człowiek ten ma silny konflikt wewnętrzny. Bardzo chciałby być ze swoim facetem, ale marzy mu się jeszcze poszaleć, a będąc w związku, ma mniejsze możliwości. I próbując rozwiązać ten konflikt wewnętrzny, dokonał projekcji (nieświadomie oczywiście) na swojego partnera. Dlaczego? To prosty mechanizm. Działa na zasadzie: "jeśli udowodnię mu zdradę, to i moja ewentualna zdrada nie będzie niczym złym, a jedynie odegraniem się". Ludzie to lustra. Przeglądamy się w nich i dostrzegamy nasze wyprojektowane cechy. Warto mieć świadomość tego.

Akceptuj to co jest, nie walcz, idź z prądem, używaj inteligentnie tych narzędzi, które masz. Ciesz się i baw się życiem. 

Voila! C'est la vie. :-)


Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony