wtorek, 4 lutego 2014

Mieć czy być?

Odpowiedź na to pytanie nie wydaje się trudna, gdy w której dziedzinie jest jasna przewaga. Masz zajebistą pracę, albo kogoś kto kocha Cię nad życie? Wtedy znasz odpowiedź. Jestem w stanie sobie wyobrazić też taką sytuację, gdy ktoś odpowie "i mieć, i być".

Co, kiedy nie ma wyboru? Co, jeśli jesteś samotny i nie masz zajebistej pracy/pomysłu na życie?
Sam szukam na to pytanie odpowiedzi. Jeszcze niedawno miałem pracę, której poświęcałem się w 100%. Angażowałem się, lubiłem ją, przywiązałem się do ludzi, spędzałem w niej mnóstwo czasu, mimo niedocenienia tego w ostatnich miesiącach przez przełożonych. To było moje życie, wszystko było temu podporządkowane.
Dziś, po zmianie pracy, czuję się fatalnie. Nie nazwę tego kacem moralnym, bo ta decyzja musiała nastąpić. Niemniej, mimo niezłych warunków finansowych, przychodzę tam, bo muszę. Wieczorami piję wino, słucham Toma Odella i płaczę. Lepsze jest wrogiem dobrego.
Marzę o drodze ucieczki, żadnej jednak nie dostrzegam. Staram się tym nie przejmować, przecież pracę można zmienić, ale... na jaką? I co, jeśli to zwolnienie, może rzucić złe światło na osobę, dzięki której poniekąd tę pracę masz?

Co, jeśli nie pomaga alkohol, a papierosy jedynie na chwilę dają minimalne ukojenie? Czy zostają tylko antydepresanty?
A czy nie mógłby się po prostu pojawić ktoś, kto zmieniłby mój punkt widzenia?
Ponad cztery lata temu, gdy poznałem swojego ostatniego chłopaka, byłem w takiej euforii, że obsługiwanie klientów przychodziło mi z taką łatwością, jak nigdy wcześniej. Chciałem napisać poradnik optymisty. Czasem jeden sms od Niego był w stanie odmienić mój dzień. Pamiętam, jak co rano, jadąc do pracy, pisałem Mu coś miłego. Już samo to sprawiało mi frajdę, że miałem komu to napisać.

Od tamtego czasu nie chcę, nie umiem być z kimś, albo po prostu nie mam szczęścia do chłopaków. Nawet nie chce mi się tego roztrząsać. Faktem jest, że mając w głowie historię z Nim, ciężko mi sobie wyobrazić nowy związek.

Ale to ma swoje konsekwencje. Wracam do pustego pokoju. W domu wita mnie tylko kot. Dlatego nie lubię do domu wracać. Dlatego chcę drugą pracę, inną radykalnie, zająć resztę czasu, który mi zostaje po pierwszej.
Dlatego staram się z głupiego kolczyka w uchu czerpać maksymalną radość, mimo że mam swiadomość, jak bardzo chwilowe są te emocje.

Ale to wszystko wydaje mi się tak mało znaczące.
Chciałbym, żeby całe ostatnie trzy lata okazały się złym snem, z którego zaraz się obudzę. Niestety wiem, że się nie obudzę, bo to nie sen.

Ktoś spytał mnie kiedyś, czy lepiej wg mnie być mądrym i samotnym, czy głupim i szczęśliwym.
Bez wahania powiedziałem, że to drugie.



niedziela, 2 lutego 2014

wino, Tom Odell, kilka łez i taniec w pokoju w środku nocy, ze słuchawkami na uszach

pięknie mnie uwierał
ten kamień w bucie
ta cudowna niewygoda
wbijała mi się w żebra

serce grzała do nieprzytomności
kute jak żelazo póki gorące

o ironio
to prawda
zgrzanie zlewało
dwa pierwiastki w jeden stop


Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - Aureliusz Augustyn z Hippony